Zejście z huśtawki

Wywiad ukazał się w „Tempie” i „Przeglądzie Sportowym” w styczniu 2003 r.

–  Najbardziej brakuje mi takiej czystej satysfakcji: schodzę z kortu i czuję, że jestem totalnie z siebie zadowolona, zrobiłam wszystko, co mogłam. Nikt nie może mi nic zarzucić, bo wiem, że było dobrze. W innych dziedzinach życia trudno znaleźć coś takiego”  – zwierza się Magdalena Grzybowska, która niedawno zakończyła wyczynową karierę. Czytaj dalej »

Marzenia nigdy się nie kończą

Artykuł ukazał się w „Magazynie Sportowym”, dodatku do „Przeglądu Sportowego” z 3 grudnia 2004 r.

Oczy 22-letniej dziewczyny, która bagażem życiowych doświadczeń mogłaby obdzielić gromadę rówieśniczek. Oczy koloru morskiej wody. Oczy, na których ślad zostawiły entuzjastyczna radość i cicha rozpacz. Oczy Agaty Mróz.

Jest w polskim sporcie gotowy scenariusz do wzruszającego filmu, po którym wychodzisz z kina ze ściśniętą krtanią i wilgotnymi oczami. Ten jest prawdziwy; uczy, że do końca warto walczyć i zawsze trzeba mieć nadzieję. W 1999 roku 17-letnia Agata Mróz była jedną z najlepszych, w swoim pokoleniu, siatkarek na świecie. Czytaj dalej »

Proszę przyjąć życzenia…

Świąt Bożego Narodzenia radosnych jak w dzieciństwie. Spędzonych w zdrowiu i spokoju, w gronie bliskich. Dobrego apetytu i dobrego trawienia. Wielu ciepłych uczuć; od miłości po zwykłą życzliwość, nie tylko od święta. Choć odrobiny szczęścia.
Czytaj dalej »

Wanda, która Amerykanina by chciała

W okresie przedświątecznym skumulowały się problemy personalne w I-ligowej drużynie siatkarzy KA Wandy Instal Kraków. Pisaliśmy już, że nie będzie w niej występowała środkowy Jakub Blachura, a poszukiwania jego następcy się przedłużają. Komplikuje się również sytuacja Bartosza Mischke. – Jeszcze w ubiegłym tygodniu wydawało się, że lada chwila wróci do treningów, a teraz stwierdził, że bark ciągle boli, rokowania lekarskie tez są kiepskie: nie wiadomo, kiedy będzie zdolny do gry – kręci głową Grzegorz Silczuk, trener Wandy.

Krakowski klub potrzebuje więc zawodników na dwie pozycje. Czytaj dalej »

Gdyby bin Laden skakał o tyczce…

Wywiad ukazał się w „Magazynie Sportowym”, dodatku do „PS” z 12 listopada 2004 r.

W tle spadające meteoryty, hekatomba. Na pierwszym planie mówiący do kamery dziennikarz: „Przepraszamy państwa. W związku z bezpośrednią transmisją końca świata program dla majsterkowiczów nadamy w terminie późniejszym”. Sarkazm, cynizm i pewna, charakterystyczna kreska. Andrzej Mleczko nie uznaje świętości i drwi ze wszystkiego. Wspólnie pożartowaliśmy trochę na temat sportu. Czytaj dalej »

Grzejąc ławę

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Janusz Zaorski reżyserując „Piłkarskiego pokera” postawił pomnik własnej futbolowej miłości, czy raczej rozliczał się z nią jak z niewierną i rozwiązłą żoną. Na pewno jednak od kilkudziesięciu lat kultywuje uczucie w swoich kolejnych domach i mieszkaniach, zapraszając na wspólne oglądanie meczów przyjaciół ze świata kultury i sportu. To właśnie u niego, po zwycięstwie Argentyny w finale mistrzostw świata 1978, Tomasz Wołek uklęknął przed telewizorem i ucałował ekran. To u niego zebrało się w jednym pokoju kilkadziesiąt osób, kibicujących Polakom walczącym z ZSRR podczas MŚ 1982, wyładowując radość z wyniku i frustrację z trwającego stanu wojennego skandowaniem: „Wrona orła nie pokona, prędzej zginie, pierdolona”. To wtedy zabronił wyjścia na balkon swojej córeczce Kasi, krzycząc: „Jak spadniesz, to nikt nie zbiegnie na dół, żeby ci pomóc!”…
Czytaj dalej »

Piękny bój z ośmioma Spartankami

Zupełnie nie wiem, czego się spodziewać po meczu ze Spartą; do poprzedniego przygotowywaliśmy się przez dwa tygodnie i przegraliśmy w październiku w Warszawie – zastanawiał się przed tygodniem trener Armatury Elitesek UEK, Tomasz Klocek. „Z tyłu głowy” ma chyba również szokującą porażkę w stolicy przed 11 miesiącami, kiedy jego zespół uległ ówczesnemu outsiderowi 0:3.
Zarówno w ubiegłym sezonie, jak w obecnym „Ekonomistki” są znacznie wyżej notowane w pierwszoligowej stawce od Sparty, ale do ich rywalizacji zaczyna się wkradać element obliczalności – wiadomo, że krakowiankom będzie ciężko… Dzisiaj wygrały 3:1 (25:19, 20:25, 25:22, 25:20), ale w żadnym momencie nie mogły być pewne korzystnego wyniku.
Czytaj dalej »

Świąteczna siatkówka. Powrót „Miszy”

Między dzisiejszą kolejką a następną siatkarscy ligowcy będą mieli dość długą przerwę (niektórzy do 7 stycznia, inni do 11, a nawet 14). Bodaj najciekawszym siatkarskim wydarzeniem okresu świąteczno noworocznego w Krakowie będzie turniej w hali Uniwersytetu Ekonomicznego, 29 i 30 grudnia. Poza Armaturą Eliteskami wystąpią w nim inne zespoły zaplecza ekstraklasy – Silesia Volley Mysłowice/Chorzów i PLKS Pszczyna. Stawkę uzupełni dwóch drugoligowców: lider grupy IV, Szóstka Biłgoraj oraz zajmujący czwarte miejsce w grupie I – Piast Szczecin.

Z kolei najlepsza w III lidze małopolskiej, walcząca o awans Bronowianka Kraków wyjeżdża na turniej do Mysłowic. Czytaj dalej »

Pedagogika według Karpola

Wywiad ukazał się w „Magazynie Sportowym”, dodatku do „Przeglądu Sportowego” z 7 stycznia 2005 r.

Kontrowersyjny, porywczy, despotyczny, niekiedy ordynarny. No i co z tego? Bezprecedensowa lista sukcesów w każdym języku odpowiada „Tak” na pytanie, czy Nikołaj Karpol był wielkim trenerem. Jednym z największych w historii siatkówki.

Starszy, niepozorny mężczyzna w małym, hotelowym pokoju. Trochę drobiazgów na niskim stoliku, nad głową gadający telewizor, nierozpakowana waliza przy łóżku. Siwe włosy zaczesane do tyłu, bose stopy wyciągnięte wprost na podłogowej wykładzinie. Nikołaj Karpol dzisiaj. A gdzie się podział trener, który stojąc przy linii wygrywał kolejny ważny mecz? Furiat wymachujący zawodniczkom pięściami przed nosem?
Tylko na chwilę ożywa klimat tamtych dni: do pokoju wchodzi była podopieczna, potem asystentka, a teraz następczyni Karpola na stanowisku trenera Urałoczki Jekatierinburg, Walentyna Ogienko – i wypręża się niemal na baczność przy drzwiach. Tak, jak często robiły to jej koleżanki, gdy charyzmatyczny szkoleniowiec wchodził do hali.
Po przegranym finale olimpijskim w Atenach ogłosił: – Kończę z pracą trenerską.

„Car”, „Wielki mag siatkówki” roztacza jeszcze aurę dawnej władzy, ale po targających nim niegdyś emocjach pozostały smutek i zmęczenie, czające się w głębi oczu. – Jestem emerytem, przyszedł na mnie czas – mówi z bezbronnym uśmiechem.
– Trudno w to uwierzyć, wyobrazić sobie ławkę trenerską bez pana. Nie brakuje panu adrenaliny? Czytaj dalej »

Cud mniemany czyli Holendrzy na karuzeli

Ostatnia tak magiczna chwila z piłkarzami krakowskiej Wisły w roli głównej miała chyba miejsce w grudniu 2002 roku. Rozbili wtedy 4:1 Schalke Gelsenkirchen w obecności 50 tysięcy niemieckich kibiców, a siedmioletni synek redakcyjnej koleżanki niżej podpisanego rozpłakał się siedząc w kucki przed telewizorem. Wisła była na ustach całej futbolowej Polski. Nie o porównania klasy i stylu tamtej drużyny do obecnej tu chodzi, ale tego niezwykłego spiętrzenia cichej nadziei, głośnej radości, olbrzymiej niespodzianki oraz przyjemnej ekscytacji w oczekiwaniu na jutrzejsze losowanie i lutową konfrontację w 1/16 Ligi Europy (notabene to o jeden stopień niżej od osiągniętego przez tamtą ekipę Henryka Kasperczaka).

Podopieczni Kazimierza Moskala zostali nagrodzeni za odwagę w marzeniach (bo mało kto sądził, że kiepściutkie ostatnio Odense zdoła cokolwiek zdziałać w Londynie) i zdrowy rozsądek (niezależnie od wszystkiego, trzy zdobyte przez nich punkty zaprocentują w przyszłości w rankingu), który pożegnał się z dawnym „wszystko albo nic” (kiedy po minimalnie traconej szansie na Ligę Mistrzów krakowianie prawie od razu odpadali z jakimś słabeuszem w Pucharze UEFA). Czytaj dalej »