Pajączek rozsnuł na nich swą sieć

Siatkarki 7r Solnej rozbiły we własnej hali Uni Opole, 3:0, i awansowały na pozycję wicelidera I ligi, a popis na rozegraniu dała kapitan wieliczanek, Aleksandra Pasznik.

To miała być zażarta i wyrównana konfrontacja dwóch drużyn czołówki. I była – w drugiej akcji, kiedy przy ósmym ponowieniu człowiek pogubił się w rachunkach. Już po chwili jednak na tablicy świeciło się 4:1, bo Pasznik skonstruowała kilka kontr, w tym błyskawiczną, ze środkową wypuszczoną prawie bez rozbiegu.
– My też spodziewałyśmy się bardziej zaciętej walki, przecież w tabeli były tylko o jeden punkt za nami – kiwa głową Aleksandra. – Ale cóż, nie miały swojego dnia, a miałyśmy go my.


Kryminał Pawła Fleszara można kupić TUTAJ, a TUTAJ znajdują się informacje o spotkaniu z nim, które odbędzie się 8 grudnia

Był czas, kiedy wraz ze swoją rówieśniczką, Joanną Wołosz stanowiły parę rozgrywających zespołów młodzieżowych Gedani i reprezentacji Polski w różnych kategoriach wiekowych. Ich nazwiska wymieniano obok siebie jednym tchem, nie czyniąc wyraźnych różnic, jako dwóch obdarzonych bardzo dobrymi warunkami fizycznymi, najbardziej utalentowanych rozgrywających pokolenia przełomu lat 80. i 90. Obecnie Wołosz jest jedną z najlepszych rozgrywających Europy, a Pasznik bardzo cenią i lubią, ale w polskiej pierwszej lidze. – W pewnym momencie Asia podejmowała lepsze decyzje. Nie ma co do tego wracać – jej twarz zmierzcha przy tym pytaniu. – W każdym razie nie kończę jeszcze kariery, mam nadzieję, że sporo meczów przede mną.
W dzisiejszym dała pokaz rozegrania na wysokim poziomie ekstraklasy i przerastający ten poziom spektakl finezji. Opolanki starały się gonić (6:2 – 6:5, 13:7 – 13:10 – 14:12), lecz Ola studziła je wrzutami drugiej piłki oburącz. Pierwszą, przy 16:15 – w sam róg naprzeciwko; drugą, przy 19:16 – też po prostej, ale nieco krócej; trzecią, przy 21:16 – po ciasnym skosie do linii bocznej, gdzie rywalka próbowała ją bronić, ale posłała tylko dalej w ścianę; czwartą, przy 24:16 – na wiwat, bo pięścią. Razem z wcześniejszą dobitką dały jej pięć punktów zdobytych atakiem w secie.
Ostatnio mogła sobie tak pohasać w czasach, kiedy Grzegorz Wróbel w Gedani nie chciał marnować żadnej z nich na ławce, więc ustawiał Pasznik z Wołosz po przekątnej i rozgrywała ta, która była akurat w drugiej linii, a zbijała ta w pierwszej. – To niesamowite, że ktoś jeszcze pamięta takie rzeczy. Myślałam, że żyją już tylko w mojej głowie – żartuje Ola.
W świecie, w którym nadużywa się superlatywów jej postawę w pierwszej partii bez obaw można określić jako doskonałą. Zwłaszcza że wszystkie kiwki były przy trudnych, bo uciekających piłkach, które w ten sposób ratowała. Czyli de facto za każdym razem oznaczały nie jeden punkt, ale dwa. – To niezupełnie tak: one były też trochę zamierzone, bo ja bardzo lubię kiwać – prostuje skromnie Pasznik, która w październikowym spotkaniu pucharowym w Sosnowcu zaliczyła sześc udanych kiwek w sześciu próbach. – To takie moje hobby.

Gdy w drugiej odsłonie wystawiła uciekającą piłkę do koleżanki, zrobiło się 4:0, gdy uderzyła lewą ręką w drugi metr – 8:3, a po jej pojedynczej „czapie” – 10:4.
Bardzo dobrze w bloku spisywał się duet Ewa BimkiewiczAgnieszka Cur, sekundowały im partnerki, więc wynik rósł miarowo – 13:5, 17:8. W szeregach ekipy gości dużo było bałaganu, do tego stopnia, że dwukrotnie w sobotnie popołudnie zawodniczki zderzyły się na boisku. Ich trener, Nicola Vettori wymienił aż cztery z nich; Gabriela Makarowska uporządkowała nieco poczynania ofensywne, parę niezłych chwil przy na siatce zanotowała Marta Orzyłowska. Skuteczna – jak i wcześniej – w ataku była Kinga Stronias. Zbliżyły się na 22:18, jednak przerwała im Bimkiewicz, a przy 23:19 zamknęły temat krótka Katariny Osadchuk i jej blok z Izabelą Trocińską.

Aleksandra miała niegdyś ksywę Pajączek bądź Pająk. – Mam ją do dziś. To od nazwiska: Pasznik – Ptasznik – Pająk. Ptasznik to gatunek pająka, taki włochaty – tłumaczy.
Przydomek kompletnie nie komponuje się z jej urodą, za to pasuje do poczynań. Pajączek z wprawą snuł dzisiaj swą sieć i pętał nią nogi przyjezdnych, przez co rzadko mogły ustawić szczelną, podwójną zaporę. Dość powiedzieć, że pierwszy punktowy blok zaliczyły przy stanie 17:10 w drugim secie.
A w trzecim Ola dała sygnał do odjazdu od 8:7 (11:7, 14:8, 17:10, 21:12, 24:16, 25:17) i pomogła Barbarze Cembrzyńskiej w osiągnięciu świetnych statystyk. Według obliczeń II trenera Solnej, Macieja Barczyńskiego, Basia zanotowała 59% skuteczności w ataku, co dało jej 15 pkt. W trzeciej części zdobyła ich siedem (w tym 1 asem), a po jego zakończeniu wezwano ją po odbiór upominków przeznaczonych dla MVP spotkania.
PAWEŁ FLESZAR

7r SOLNA Wieliczka – UNI Opole 3:0 (25:16, 25:19, 25:17)
Sędziowali: Michał Malinowski (Skarżysko-Kamienna) i Marek Orlef (Jędrzejów). Widzów: 350.
SOLNA: Pasznik 8 pkt, Cembrzyńska 15, Cur 6, Bimkiewicz 14, Karolina Piśla 4, Osadchuk 7 oraz Colik (l), Skowron, Trocińska 1, Gajer. Trener: Ryszard Litwin.
UNI: Wołodko, Stronias 15, Witowska 3, Szczygioł 7, Gierak, Janiuk 3 oraz Szczygłowska (l), Ciesiulewicz 5, Sobiczewska 3, Makarowska 1, Orzyłowska 3. Trener: Nicola Vettori.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi siatkarek można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.