Pejzaż postimpresjonistyczny

Koszykarze GTK Gliwice zwyciężyli Sokoła, 83:78, i po raz pierwszy w historii awansowali do finału I ligi. Zmierzą się w nim z Legią Warszawa, a przeciwnikiem łańcucian w konfrontacjach o trzecie miejsce będzie Spójnia Stargard.

– „Difens”. Obrona – Paweł Turkiewicz może dać prostą odpowiedź w dowolnym języku na pytanie o klucz do sukcesu jego podopiecznych. Gliwiczanie zadusili w ćwierćfinale ganiających jak wariaci zawodników Jamaleksu Leszno, a w półfinale pokonali w trzech starciach wykwalifikowaną taktycznie ekipę Sokoła.
– To zasługa moich chłopaków: uwierzyli, że ciężka praca nad defensywą na treningach, a potem podczas meczów da najlepsze efekty. Ja im tylko pomagam – podkreślał szkoleniowiec GTK po tym, jak wydudlił do reszty półtoralitrową butlę mineralnej, którą przez całe spotkanie przepłukiwał podrażnione krzykiem gardło. – Inne zespoły mogły wejść do finału, a myśmy to zrobili. I to jest fajne. Spełniają się marzenia.
Jego odpowiednik w Sokole, a przy tym dobry kolega, Dariusz Kaszowski po drugiej porażce w Łańcucie skwitował z szacunkiem przemieszanym z podziwem: „Chodzą w obronie jak psy!”. W jego teamie zabrakło, jak w całym play off, Marka Zywerta, a tylko w roli widza wspierał kumpli Jerzy Koszuta, który w niedzielę odniósł kontuzję kolana i czeka go operacja.
– Nie prezentowaliśmy się już tak dobrze, jak w sezonie zasadniczym, ale za każdym razem walczyliśmy ambitnie do końca. Także dzisiaj, kiedy przeciwnicy grali bardzo mądrze i mieli 30 asyst – zaznacza Kaszowski. Niemal 1/3 z nich (6 już do przerwy) stała się udziałem 19-letniego Michała Jędrzejewskiego, a 7 zaliczył Aleksander Filipiak, który wśród psów Turkiewicza jest bulterierem, co najdobitniej udowodnił w minioną niedzielę, a przypomniał dzisiaj.

„Lubię [malować] takie pejzaże, po których sam chciałbym wędrować, i kobiece wizerunki, które sprawiają, że chciałbym je objąć i złapać za biust” – powiedział Auguste Renoir, genialny impresjonista. Kiedy w 1891 roku, w Springfield, dr James Naismith wieszał na ścianach kosze po owocach, organizując pierwszy mecz według wymyślonych przez siebie reguł, Francuz miał już ugruntowaną sławę jednego z najwybitniejszych artystów epoki i sprecyzowane upodobania („Gdyby kobiecy biust nie istniał, nie byłbym malarzem”, „Nie da się wymyślić nic lepszego, niż naga kobieta, wychodząca z morza lub z łóżka”). Trudno przypuszczać, że mógłby zrezygnować z hołdowania atrybutom kobiecości, ale gdyby nie rozminął się z wynalazkiem z Massachusets, może obdarzyłby choć częścią zachwytu grę, jak żadna inna łączącą dynamikę z finezją.
A wtedy tamta fraza mogłaby zabrzmieć tak: „Lubię malować akcje, za którymi sam chciałbym pobiec…
…za Pawłem Zmarlakiem, rolującym się plecami na przeciwnikach, i Marcinem Salamonikiem, pivotujacym to w lewo to w prawo, a kończącymi to bądź hakami z obu rąk, bądź inteligentnymi podaniami do wbijającego się odważnie pod obręcz Filipiaka.
…za Alanem Czujkowskim, strzelającym z dystansu, jak na hasło „rzuć monetę” i trafiającego nawet bez pozycji.
…za Damianem Pielochem i Marcelim Dziembą, którzy wielkie zasługi mieli już przed tygodniem, a teraz, kłując z dystansu, szybko zwinęli pierwszą strefę Sokoła.
…za podręcznikowym przykładem kapitana, Maciejem Klimą, ledwo łapiącym dech w trakcie krótkich wizyt na ławce, ale wracającym wkrótce na parkiet z jednakowym animuszem.
…za bohaterem serii półfinałowej, wszędobylskim Kacprem Radwańskim.

Gospodarze osiągnęli 21 „oczek” przewagi i ją utrzymywali (37:16, 42:21, 46:25). Wreszcie jednak zona gości zaczęła funkcjonować z werwą zbliżoną do ekspresji i żywiołowości, z jakimi dopingowały Ania i Natalia, towarzyszki dwóch z nich. W ataku ustawiali spokojne kombinacje i punktowali z osobistych, notując w tym elemencie do przerwy 14 celnych na 16 prób (w tym Klima – 7 z 8).
Po „trójce” Czujkowskiego na starcie trzeciej kwarty zmniejszyli straty do 48:41. – Póki stosowaliśmy swoją defensywę nie mieli racji bytu, ale wtedy uważaliśmy chyba, że mecz jest rozstrzygnięty i pozwoliliśmy im na ich, zwolnioną grę – analizuje Turkiewicz.
Impet przyjezdnych wyhamował jednak Salamonik, a kiedy w ślad za Marcinem Weselakiem musiał na ławce liczyć swoje faule, okazało się, że tak jak przed sześcioma dniami owoce przynosi gospodarzom obniżenie składu. Ta odsłona skończyła się rzutami spod samej „dziury” Zmarlaka (po sześciometrowym podaniu kozłem Radwańskiego) i Pielocha oraz z półdystansu Radwańskiego, a na tablicy świeciło się 73:58.
Gdy w następnej części widniał na niej rezultat 81:67, wydawało się, że gliwiczanie mają sprawy pod kontrolą. Sekwencja Marcina Sroki zmieniła go jednak na 81:74, a Klima – lay-up’em i wolnymi – na 35 sekund przed końcem zredukował różnicę do 83:78. Miejscowi rozegrali jednak długą, mądrą akcję, a kiedy nawet spudłowali, to Dziemba zebrał, natomiast łańcucianie nie faulowali, ich trenerzy zaś nie dysponowali już przerwą na żądanie.

Dla Sokoła to spore rozczarowanie, bo w tym roku apetyty sięgały triumfu w I lidze, ale i walka o „brąz” nie będzie czymś bagatelnym; wszak w 13-letnim dorobku na tym szczeblu znajdują się tylko dwa takie medale i jeden srebrny. – Sezon jeszcze się nie skończył, jest o co grać – przekonuje Dariusz Kaszowski. – Musimy się zmobilizować, tym bardziej że dla Spójni to też ważna stawka.
Miejscowi wystąpią w finale i nie są w nim bez szans. To debiut na takim pułapie dla klubu, ale nie dla coacha, który wystąpił tam dwukrotnie, prowadząc WKK Wrocław i Start Gdynia (awans do ekstraklasy). – Wchodziłem już, spadałem, traciłem pracę, choć nie spadłem, albo spadałem i nie traciłem – filozoficznie podchodzi do swojego zajęcia Paweł Turkiewicz. Przejął gliwiczan w połowie minionego sezonu i musiał przełknąć gorycz degradacji, później miejsce w I lidze zostało odkupione. Teraz jednak przeżywa wielkie dni, bo pokazał, ile jest w stanie osiągnąć z drużyną, którą sam zbuduje.
– Najważniejsze w tym było zrozumienie, że nie ma drogi na skróty – przekonuje. – Trzeba po prostu… Nie chcę używać wulgarnych słów.
– Najlepszym słowem będzie: zap…….ć?
– Dokładnie.
PAWEŁ FLESZAR

GTK Gliwice – SOKÓŁ Łańcut 83:78 (27:14, 21:24, 25:20, 10:20)
Sędziowali: Marek Czernek, Michał Trypuć i Tomasz Konopacki. Widzów: 500.
GTK: Radwański 17 (1×3, 2 prz.), Salamonik 15 (1×3, 8 zb.), Filipiak 9 (1×3, 7 as.), Dziemba 8 (2×3), Weselak 2 (6 zb.) oraz Pieloch 19 (3×3), Zmarlak 13 (7 zb.), Jędrzejewski (9 as.). Trener: Paweł Turkiewicz.
SOKÓŁ: Czujkowski 24 (5×3, 5 zb.), Klima 15 (8 zb.), Szymański 9 (1×3), Krajniewski 5 (1×3, 4 zb., 2 prz.), Kulikowski 4 oraz Sroka 16 (1×3), Czerwonka 3 (1×3), Buszta 2, Balawender. Trener: Dariusz Kaszowski.

Komentowanie zablokowane.