Pele

Król może być tylko jeden. Dyskusje nad wyborem najlepszego piłkarza w historii były, są i będą, ale chyba już nie znajdzie się w nich mądrzejszy kompromis niż Edson Arantes do Nascimento. Równie trudno będzie zmienić następujący fakt  – chłopak, który zaczynał jako przydworcowy pucybut w prowincjonalnym miasteczku, jest jedynym, który trzykrotnie zdobył mistrzostwo świata

Autobiograficzna książka genialnego napastnika, którego rodzina nazywała Dico, a świat – Pele, nie jest jednak napisana zupełnie w stylu „from rags to riches”. Bohater oraz współpracujący z nim Robert L. Fish mieli na to chyba zbyt dużo poczucia humoru. Mimo że fabuła wskazywałaby raczej na dramat – wszak chłopak, który z biedaka stał się milionerem potem znowu stracił wszystko z winy nieuczciwego i nieudolnego wspólnika – ich dzieło fragmentami czyta się raczej jak powieść przygodową dla młodzieży. Coś na kształt „Przygód Tomka Sawyera” Marka Twaina.
Dach podłego domku rodziny Nascimento był perforowany, więc w czasie pory deszczowej wszystko wewnątrz było mokre, a gdy nadchodziły chłody nie było ich stać na opał, więc wszyscy gromadzili się w maleńkiej kuchni. W nocy aby się ogrzać spali tam razem na wielkiej, siedmioosobowej pryzmie.

Pele dowcipnie i bez dydaktycznego tonu opowiada jak dał się ojcu namówić do pójścia do szkoły, bo uznał, że radiowe relacje z meczów mu nie wystarczają, a kiedy nauczy się czytać, będzie mógł śledzić rozgrywki także w gazetach.
Pilny jednak nie był, rozmawiał na lekcjach, więc za karę musiał klęczeć na ziarnach kukurydzy lub… trzymać w ustach kulę zmiętego papieru.
Ze szkoły uciekał na ryby i pewnego razu – stojąc w wodzie z metrowej szerokości wiklinowym kółkiem, na które nawleczona była sieć – złowił boa dusiciela. Na szczęście udało mu się uciec, inaczej niż jakiś czas później – przed laniem sprawionym przez ojca, który nakrył syna, kiedy pierwsze w życiu wino wywróciło mu żołądek na lewą stronę.

To przede wszystkim jednak książka o piłce nożnej i utalentowanym chłopcu, który dobre futbolowe geny przejął po ojcu zwanym Dondinho, ale nie odziedziczył pecha rodziciela. Joao Ramos do Nascimento w pierwszym meczu w zawodowym klubie, Atletico Mineiro, zerwał ścięgna w kolanie.
Syn był typowym brazylijskim dzieckiem, o których mawia się, że zaczynają grać w piłkę, gdy tylko staną na nogach, a chodzić uczą się dopiero później. Ciągle nie był jeszcze dorosły, kiedy w 1958 roku stanął ze złotem na szyi na najwyższym podium mistrzostw świata, po dwóch golach zaliczonych w finale.
Pisze sporo o meczach, pisze też o technicznych arkanach – choćby strzale przewrotką: „(…) polega na wyskoku aż do poziomego ułożenia ciała. Noga, którą zawodnik strzela gola jest zgięta w kolanie. W momencie, gdy piłka już przejdzie nad zgiętym kolanem, trzeba błyskawicznie wyprostować nogę i całą siłą uderzyć piłkę do tyłu„. Bułka z masłem, prawda? Tyle że on właśnie z taką łatwością takie sztuki wykonywał. Miał „manianę” w nogach, fantastyczny strzał i niedużo gorszy drybling. Tak zdobył blisko 1300 bramek w karierze seniorskiej. Przykłady na filmiku poniżej.
PAWEŁ FLESZAR

Pele, Robert L. Fish, PELE. Tytuł oryginału: Pele – My Life and the Beautiful Game. Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1980

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*