Pięć mitów AGH Galeco Wisły

Dorabianie ideologii do niepowodzeń, wyjaśnianie porażek czymś innym niż własną słabością lub błędami, są masowym zjawiskiem w świecie sportu. Można się zżymać na brak inteligencji albo inwencji w tłumaczeniach, irytować ich naiwnością lub bezczelnością, lecz nie można mieć o nie pretensji, bo wypływają z natury ludzkiej. Dla samych opowiadających – jak to się slangowo i dźwięcznie określa – farmazony ryzyko ich zdemaskowania nie jest specjalnie dotkliwe, wszak takimi rzeczami media żyją zwykle jeden dzień. Najgorzej jest, kiedy ktoś uwierzy we własną propagandę.

I ta przypadłość dotknęła chyba sporo osób z II-ligowej AGH Galeco Wisły (z samej drużyny i jej bezpośredniego otoczenia). Miała walczyć o awans, ale zaczęła nie najlepiej, a w jej sportowym poziomie nic się zasadniczo nie zmienia tygodniami i miesiącami; podobnie grała 8 października, podobnie i 10 grudnia. Można postawić tezę, że to wiara w tworzone na użytek publiczny mity spowodowała samopobłażanie, samouspokojenie, stagnację. Poniżej próba udowodnienia tej tezy – hasłowo pojawiają się w niej streszczenia wypowiedzi zamieszczonych w bardzo różnych miejscach: od oficjalnej strony internetowej zespołu, przez media papierowe, aż po stronę Biłgorajskiej Telewizji Kablowej, z jednym z jej pomeczowych reportaży filmowych.

Mit pierwszy: „Zespół jest nowy i potrzebuje zgrania”

Jasne – w siatkówce, ze wszystkich dyscyplin zespołowych, zgranie ma bodaj największe znaczenie. Rzecz jednak w tym, że do podstawowego składu Wisły weszły trzy zawodniczki (Sandra Biernatek, Magda Jagodzińska, Karolina Surma), stosowano też rozwiązanie z drugą libero, wchodzącą w niektórych ustawieniach Aleksandrą Guzikiewicz, które później zostało zarzucone. Tymczasem Szóstka Biłgoraj wprowadziła na stałe do podstawowego składu cztery dziewczyny (Dominikę Żółtańską, Joannę Kocembę, Martynę Wyszomierską i Joannę Pietrzyk), a Karpaty Krosno trzy (Gabrielę Gasidło, Karolinę Szewczyk, Katarzynę Nadziałek), z czego ta ostatnia jest rozgrywającą, co sprawę dodatkowo utrudnia. Szóstka i Karpaty zdążyły się zgrać na tyle, żeby już w październiku pokonać Wisłę i zwyciężyć we wszystkich innych dotychczasowych meczach (poza bezpośrednimi, w których podzieliły się punktami).

Poza tym wiślaczki trenują razem 4,5 miesiąca i rozegrały w tym składzie około 30 różnych (ligowych, turniejowych, sparingowych) spotkań. Już dość dawno należało się zastanowić, czy to może podejście zawodniczek, dobór ćwiczeń na zajęciach bądź taktyka meczowa, nie są „zagwozdkami” uniemożliwiającymi perfekcyjne zgranie. Bo jeśli tak, to bez zmian powyższych elementów – w oczekiwaniu na nadejście zgrania może upłynąć następne 4,5 miesiąca. Ale wtedy zamiast na Turniej Mistrzów Grup będzie się można udać na majówkę. Albo na majowe.

I jeszcze jedna kwestia dotycząca zgrania – w sobotę podstawową rozgrywającą Wisły była Aleksandra Stachowicz. Tylko dwa razy wcześniej w lidze zagrała w zauważalnym wymiarze czasowym, a po raz pierwszy w sezonie pojawiła się w wyjściowym składzie – akurat w jednym z najważniejszych meczów jesieni.
Być może wcześniej grała tak mało ze względu na specyficzną umowę pomiędzy Wisłą a Politechniką Częstochowa, skąd przyszła. Krakowski klub zapłaci dwukrotnie mniej, jeśli rozegra ona w tym sezonie nie więcej niż połowę ligowych meczów. Najprawdopodobniej chodzi o kwoty 6 tysięcy złotych (przy najwyżej połowie spotkań) i 12 tysięcy (po przekroczeniu tej granicy). Ale to jest jednocześnie najtrudniejsze do zrozumienia – skoro budżet zespołu (rozumiany jako suma najróżniejszych wydatków na niego i osoby go obsługujące, plus wszelkie inne koszty, zwłaszcza startu w lidze) oscyluje wokół 300 tysięcy złotych, to dlaczego konieczność zaoszczędzenia 6 tysięcy decyduje o właściwym przygotowaniu rozgrywającej do ważnych konfrontacji?!

W tej sprawie wszelkie argumenty mieli działacze Politechniki, bo kontrakt Stachowicz, która powinna stać się wolną zawodniczką, przedłużył się na podstawie klauzuli wcześniej przez nią nie zauważonej. Jednak już 6 tysięcy jest kwotą wysoką jak na siatkarkę na tym poziomie. Nawet w I lidze wypożyczenia bywają dużo tańsze. Wisła nie wypożycza, ale wykupuje Stachowicz, jednak nie wiadomo, czy będzie korzystać z niej w przyszłości (np. w przypadku awansu do I ligi).

Mit drugi: „Trzeba przełożyć dobre występy na wszystkie mecze”

Wysokie zwycięstwa następujące po wpadkach bywały przedstawiane jako zwiastun odzyskanej formy, która pozwoli za chwilę na pokonanie poważniejszych rywali. Nic bardziej błędnego. Jak stwierdził kiedyś słynny trener piłkarski Henryk Kasperczak (pytany na zgrupowaniu we Francji, dlaczego woli ciągłe porażki w sparingach z Lyonem, PSG, czy Monaco, zamiast pozwolić podopiecznym wyżyć się w konfrontacji z dużo gorszym rywalem): „Mam 60 lat, ale nigdy nie widziałem, żeby ktoś nauczył się wygrywać z silnymi, walcząc ze słabeuszami”.

Wiślaczki powinny więc raczej zapominać jak najszybciej o takich zwycięstwach, żeby nie przesłaniały im właściwego celu. A nawet w takich chwilach widać było wady. Częste kilkakrotne ponowienia ataków w tej samej akcji wywoływały aplauz widowni (co zrozumiałe: długie wymiany zawsze bardziej się podobają), ale zwiastowały problemy z mocniejszym przeciwnikiem. I to doskonale pokazała sobotnia konfrontacja: nierzadko już po pierwszej obronie biłgorajanek, Paula Rauch lub Dominika Żółtańska „gasiły światło” piorunującą kontrą, nie pozwalając na żadne poprawki.

Mit trzeci: „Trudno znaleźć rozgrywającą”

To sformułowanie dorozumiane – nie padło publicznie, ale skoro poszukiwania trwają tak długo…
I są zupełnie niepotrzebne. Wisła ma świetną (jak na ten poziom) rozgrywającą – Iwonę Kuskowską, która posiada wszystkie możliwe atuty. Ma za sobą bardzo udany miniony sezon, kiedy bez dublerki wytrzymała walkę o czołową czwórkę I ligi. Pasuje do AGH Galeco Wisły, bo jest wychowanką Wisły i studentką wydziału odlewnictwa Akademii (a na dodatek stypendium uczelni mogłoby pokryć sporą część jej wynagrodzenia). Zna cały trzon obecnej ekipy Białej Gwiazdy, gdyż z częścią zawodniczek przez długie lata występowała w jej grupach młodzieżowych, a z częścią – w Skawie Uniwersytet Ekonomiczny. Przede wszystkim jednak – Wisła dysponuje jej kartą, więc po ubiegłym sezonie mogła najzwyczajniej kazać jej stawić się na treningu przy Reymonta. A jedyny sposób „Ekonomicznej”, aby zatrzymać Iwonę, to zapłacenie 30 tysięcy złotych, wg taryfikatora PZPS, na co raczej by się tam nie zdecydowano (zwłaszcza że w maju nie było wiadomo, czy na Rakowickiej pozyskają nowego sponsora i siatkarki gromadnie stamtąd odchodziły).

Problem polega chyba na tym, że dwa lata temu Kuskowska została wypożyczona jako mało perspektywiczna i sporo osób powinno przyznać ze wstydem, że jej nie doceniało (włącznie z niżej podpisanym…). Wystarczyłaby pewnie ludzka rozmowa trenera Lesława Kędryny z zawodniczką (zwłaszcza gdyby się opierała przed powrotem), ale też musiałby nie traktować ewentualności jej ściągnięcia jako przyznania się do błędu, lecz przejaw pragmatyzmu.

Kwestia Kuskowskiej powinna wyczerpywać właściwie każdą dyskusję o rozgrywającej w Wiśle. Skoro jednak jej w tym sezonie nie będzie, to należałoby skupić się na jak najlepszym przygotowaniu wspomnianej Stachowicz, a przede wszystkim – Adrianny Szady.
Tymczasem na bardzo popularnym forum siatkarskim portalu siatka.org trzy tygodnie temu pokazał się post z sugestią, że do wyprzedzenia Szóstki Biłgoraj Wiśle brakuje klasowej rozgrywającej. Wiele wskazuje, że autorem była osoba związana z zespołem, a zwłaszcza z Galeco, gdyż we wpisie pojawiły się nieznane szerzej ciekawostkowe informacje, iż właściciel firmy pochodzi z Biłgoraja (a do tego dosyć naiwna reklama Galeco i link do strony – ten ostatni później usunięty przez moderatora).
Co dowodzi, że nie tylko dzieci, ale także niektórzy dorośli powinni mieć ograniczony dostęp do internetu. Obie dziewczyny, kiedy to przeczytały i skojarzyły autora ze swoim środowiskiem – na pewno poczuły się docenione…

Mit czwarty: „Budujemy drużynę na awans”

To hasło jeszcze ze schyłku wiosny. Dzisiaj ciągle ta drużyna ma wszelkie szanse na awans, ale nie da się stwierdzić, że była budowana planowo, ściśle pod kątem celu postawionego do zrealizowania.
Brakuje jej liderki, do której można posłać każdą trudną i każdą ważną piłkę, a ona zamieni ją na punkt.
Środkowa Karolina Surma, od której zaczęły się poważne transfery, nie może być kimś takim, bo nie pozwala na to choćby specyfika jej pozycji – są długie okresy, zwłaszcza przy kiepskim przyjęciu, kiedy jest kompletnie wyłączona z ataku.
Najpewniejsza dotąd w ofensywie Magda Jagodzińska zdobywa najwięcej punktów, lecz nie zawsze da się na niej polegać w przełomowych momentach (w konfrontacji z Szóstką kilka razy rozbiła się w takich wypadkach o blok, bądź uderzyła w aut).
Przede wszystkim jednak nie wywiązuje się z tego zadania Sandra Biernatek, po której najbardziej można było tego oczekiwać. W tej chwili jest wspomnieniem zawodniczki, która rewelacyjnie spisywała się przed rokiem w I-ligowej drużynie UEK. Teraz bywa co najwyżej dobra, psuje sporo piłek i nie ciągnie Wisły do zwycięstw, jak robiła to tamtej jesieni ze swoim poprzednim zespołem.

Druga kwestia, która powinna być klarowna już wiosną, a po raz kolejny obnażył ją sobotni mecz, to zbyt mała ilość skrzydłowych. Jest ich cztery, bo od Magdaleny Pytel nie można wymagać udźwignięcia tej roli, skoro dotąd była środkową i nie może przestawić się za pstryknięciem palcami.
Kiedy więc jedna ze skrzydłowych jest kontuzjowana lub chora, tak jak w sobotę Klaudia Janota, nie ma żadnej możliwości manewru na tej istotnej pozycji. Mogłyby ją zapewnić np. Gabriela Gasidło, Alicja Warchoł, Marika Janota. Każda występowała niedawno w Wiśle, każda mogłaby ciągle studiować na AGH (ta ostatnia studiuje i jest już na II roku), ale żadnej nikt nie przekonywał do gry przy Reymonta. Wszystkie występują więc gdzie indziej, a Gasidło była w październiku współautorką zwycięstwa Karpat w Krakowie…

Tu rodzi się pytanie, czy ktoś autoryzuje transfery w Wiśle także od strony sportowej, nie tylko finansowej. Teoretycznie powinien robić to kierownik sekcji siatkówki, Kazimierz Godlewski, który ponad 40 lat temu był nawet dobrym siatkarzem. Jednak nie chodzi na prawie żadne mecze poza Wisłą, przez co nie miał na przykład możliwości zobaczenia w konfrontacjach ligowych, na przestrzeni dłuższego czasu, trzech najważniejszych „obiektów” transferowych: Surmy, Biernatek i Jagodzińskiej. (Bo raczej trudno było wystawić ich miarodajne oceny na podstawie tylko trzydniowego turnieju akademickich mistrzostw Polski, na którym na początku maja Godlewski był).
Od pół roku pracuje również w sekcji menedżer zespołu, Paweł Żółkoś, jednak przeznaczony jest raczej do innych zadań, bo z siatkówką pierwszy raz  w życiu zetknął się bliżej dopiero teraz.

Podsumowując ten wątek. Niedawno Wisła starała się o zakontraktowanie doświadczonej rozgrywającej, mieszkającej w Trójmieście, Moniki Gorszynieckiej, co się nie udało. Prawdopodobnie jednak sporą konsternację wywołałoby w sekcji pytanie: kto, ile razy i kiedy ostatnio – widział ją na boisku…

Mit piąty: „Do wejścia do play off wystarczy nam trzecie miejsce”

To jest oczywiście prawda, o czym za chwilę. Wcześniej należałoby jednak zdać sobie sprawę z siły ligi, w której występuje Wisła (o czym trochę było już w części drugiej). Niektóre zespoły zasługują na szacunek za to, że udało im się zebrać skład i środki na start… Kilka składa się z nastolatek. Większość nie trenuje codziennie. Wobec słabszej, niż można było się spodziewać, postawy Bolesława Rzeszów, w grupie IV są tylko dwa kluby zdolne stawić czoła wyczynowej de facto drużynie Białej Gwiazdy – Szóstka i Karpaty. I z nimi notuje ona w tej chwili bilans 0-3, a trzecie miejsce jest po prostu ostatnim z trójki…

A na koniec – jak w śródtytule – Wisła na pewno do play off awansuje. Prawdopodobnie zagra w nim z Karpatami, zaczynając rywalizację w Krośnie. I nastąpi to dopiero 10 marca przyszłego roku, co jest największą przesłanką nadziei. Bo przez trzy miesiące można mnóstwo poprawić, od dyspozycji indywidualnej poszczególnych zawodniczek, po formę zespołu.
PAWEŁ FLESZAR

O tym, dlaczego siatkarki Wisły miały szansę grać obecnie w I lidze i jak ją straciły można przeczytać TUTAJ

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*