Pierwszy raz wspomina się najmilej

Koszykarze Sokoła Łańcut zainaugurowali swój czternasty z rzędu sezon w I lidze, odnosząc jedenaste zwycięstwo – wyjazdowe, z Zetkamą Doral Nysą Kłodzko, 80:75.

Był to jednocześnie pierwszy mecz rozgrywek 2017/18, bo zaczynał się o g. 17, przed innymi. A pierwsze punkty na zapleczu ekstraklasy zdobył jeden z najbardziej zasłużonych na tym poziomie zawodników, kapitan Sokoła, Maciej Klima. Tuż przed pierwszym gwizdkiem pokrzykiwał do kolegów „Ej, od początku! Bardzo ważny początek!”, a zaraz potem zebrał spudłowany rzut jednego z nich i poprawił z półdystansu. 0:4, 3:7 i inicjatywę zaczęli przejmować gospodarze. Albo raczej – wyrywać ją: agresywni w defensywie, skuteczni w strzałach z daleka, seryjnie wygrywający pojedynki jeden na jeden i wjeżdżający pod obręcz.
W 13. minucie Marc-Oscar Sanny, Marcin Kowalski, Mateusz Kasiński i Rafał Wojciechowski napompowali rezultat do 37:20! – Prezentowaliśmy się wtedy fenomenalnie; nie wiem, czy ktokolwiek w lidze dałby radę nam ustać – uśmiecha się trener teamu z Kłodzka, Radosław Hyży. – Ale umówmy się, to nie jest dla nas stan naturalny…

Równowagę w naturze goście przywrócili strefą wybijającą rywali z uderzenia. Przestali gubić piłki; Marek i Kamil Zywertowie nadali tempo akcjom, a finalizowali je pierwszy z braci oraz Michał Sadło. W dwóch zrywach doszli na 37:27 i 38:36. Prowadzący Sokoła Dariusz Kaszowski, poza obroną jeden na jeden, narzekał na zastawianie pod własną tablicą, przez co miejscowi sporo punktów zdobywali z ponowień. Jakość zbiórek poprawił w drugiej kwarcie Adrian Warszawski, a swoją postawę w tym okresie podsumował dobijając po własnym rzucie na 41:41.
Wynik pierwszej połowy ustalił na 43:41 autor kilku widowiskowych i udanych penetracji, Sanny. – Zaczęliśmy dzisiaj tak, jak wyglądała nasza jazda w deszczu i senna podróż. Zamuleni – ocenia szkoleniowiec łańcucian. – Rozkręcaliśmy się powoli, ale wreszcie zaczęliśmy konsekwentnie realizować założenia, podając pod kosz, gdzie mieliśmy przewagę. Zabraliśmy im pozycje po zasłonach. Ciągle jednak byli groźni. Niewiele zespołów potrafi tak jak oni wykorzystywać swoją wyższość w grze 1 na 1 – grają praktycznie od jednego kosza do drugiego.

Ze wszystkich inauguracji Kaszowski najmilej wspomina I-ligową inicjację, kiedy 18 września 2004 roku do Łańcuta przyjechał spadkowicz z Era Basket Ligi, Spójnia Stargard (wówczas Szczeciński). Sokół był absolutnym debiutantem, w II-ligowej kadrze zaszła tylko jedna zmiana, rywale zaś przywieźli połowę składu z elity, ale w Łańcucie ulegli 51:64, bo zostali zmiażdżeni na „deskach” – 24:52.
– Oni działali jeszcze według ekstraklasowych standardów, Miodragowi Gajiciowi pomagał bardzo duży sztab. Osób towarzyszących drużynie było niemal tyle co zawodników. A ja na ławce tylko z moim kierownikiem, który robił obserwacje – śmiał się „Kasza” w drodze do Kłodzka, szturchając siedzącego w autokarze po drugiej stronie przejścia Władysława Dyląga, który najróżniejsze funkcje w koszykówce pełni od pół wieku. Zaczynał mając 17 lat, gdy odbijał na powielaczu dokumenty w okręgowym (łączonym) związku koszykówki i siatkówki w Rzeszowie. Ponad trzy dekady oddał Resovii i AZS Rzeszów, a teraz zalicza 14. sezon z Sokołem (współpracownicy rutynowo żartują z niego, że powinien napisać bądź podyktować książkę o tym półwieczu, zatytułowaną: „Na parkietach i bankietach”).
Jeśli w zapowiadającej się smakowicie pozycji znajdzie się fragment poświęcony dzisiejszemu spotkaniu, znany ze zgryźliwego humoru działacz pewnie opowie, jak w sobotę w Kłodzku, podobnie jak w całej lidze, posypały się statystyki, bo wszyscy organizatorzy dopiero wczoraj otrzymali nowy program komputerowy. Nadmieni, iż za faule już w trzeciej kwarcie spadli Klima i Marcel Kliniewski. No i przypomni niepewność rozstrzygnięcia, wszak najpierw Sokół obrócił zapis na 45:50, ale wkrótce było 51:50, potem 51:53, 55:57, lecz po trzydziestu minutach – 59:57.

Ważne role pełnili dzisiaj rezerwowi. Hyży rotował całą ławką, z której najlepiej wypadł reprezentant Polski juniorów, Michał Jodłowski, zdobywając po przerwie 15 „oczek”. – Brakło nam doświadczenia w I lidze, chłodnej głowy, ale ciągle graliśmy swoją grę i to mi się podobało – podkreśla coach Zetkamy Doral Nysy.
Ważną (na 61:64) „trójkę” na starcie czwartej odsłony wcelował Maciej Parszewski, a kontry najczęściej inicjował lub kończył Artur Włodarczyk. Najbardziej finezyjna wyglądała jak treningowe ćwiczenie: Bartłomiej Karolak wbiegł lewym skrzydłem, ściągnął obrońcę, obsłużył nadciągającego z prawej flanki Włodarczyka, a kiedy rywal obrócił się do Artka – ten podał za plecami do Sadło, który zaświecił na tablicy 65:76.

Michał zaczął konfrontację jakby stremowany, nie wykorzystał nawet świetnej pozycji, rzucając z kilku metrów z boku, o tablicę. – Trochę się denerwowałem, ale potem udało mi się wreszcie zrobić to, co powinienem zrobić od początku i czego potrzebował zespół– zwierza się. Odtąd w egzekucji był zimny jak nos zdrowego psa. Poczynał sobie z ogromną swobodą. W jednej sytuacji przymierzył się do haka z prawej ręki, którym już wcześniej trafiał, a reagując na ruch defensora płynnie przestawił się na lewą ręką i nią umieścił piłkę w „dziurze”.
W ostatniej fazie przypilnowali rezultatu z Kamilem Zywertem, choć Jodłowski robił wszystko, by popsuć im szyki. Pierwszą „trójką” zredukował straty do 72:78 na 48 sekund przed syreną, a drugą – do 75:80. Zostało jednak już tak mało czasu, że gospodarze nawet nie szukali szansy w faulach taktycznych.
– Przecież w okresie przygotowawczym nie dało się wszystkiego zrobić w zupełnie nowej drużynie. Teraz łapiemy rytm, zgranie, kontakt ze sobą – podsumowuje zdobywca największej ilości punktów.
W najbliższą sobotę, o g. 17.30, połączą się też z łańcuckimi widzami, podejmując w 2. kolejce KK Warszawa. Potem czeka ich mały tour po Pomorzu Zachodnim, gdzie wystąpią w Stargardzie (7.10) i Kołobrzegu (9.10).
PAWEŁ FLESZAR

ZETKAMA DORAL NYSA Kłodzko – SOKÓŁ Łańcut 75:80 (31:18, 12:23, 16:16, 16:23)
Sędziowali: Adam Krasuski, Paweł Baran, Tomasz Borowiak. Widzów: 300.
NYSA: Sanny 15, Wojciechowski 10 (1×3), Kliniewski 8, Kowalski 8 (2×3), Kulon 5 (1×3) oraz Jodłowski 16 (2×3), Kasiński 8 (1×3), Rogalewski 5 (1×3), Lipiński, Rutkowski, Muskała. Trener: Radosław Hyży.
SOKÓŁ: Sadło 22, M. Zywert 14 (1×3), K. Zywert 13, Karolak 6 (2×3), Klima 4 oraz Parszewski 7 (1×3), Włodarczyk 6, Warszawski 6, Kulikowski 2. Trener: Dariusz Kaszowski.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.