Piłka cały czas przed sobą

Dzisiaj po raz pierwszy trenowała z Ekstrimem Gorlice wszechstronna siatkarka, która być może uzupełni skład lidera grupy IV drugiej ligi. Z kolei w Sokole Katowice z grupy II ma zadebiutować jutro ukraińska skrzydłowa.

W piątkowe popołudnie w Krakowie, gdzie ćwiczą siatkarki Ekstrimu, pojawiła się 30-letnia Marta Broda, która w minionej dekadzie była wyróżniającą się zawodniczką II-ligowego Płomienia Sosnowiec. Ostatnie kilka lat nie grała jednak wyczynowo, pomijając króciutki epizod z powrotem do Płomienia w jego ostatnim sezonie – 2010/11, a także „gościnne” występy w III-ligowym Płomieniu Limanowa w sezonie 2012/13, do którego ściągnęła ją przyjaciółka z sosnowieckiego zespołu, Dorota Bednarczuk-Dziedzic.
Zwierza się, że do Ekstrimu trafiła pośrednio za sprawą innej przyjaciółki, żony jego trenera Grzegorza Silczuka. Z Ewą Silczuk pracują w tej samej firmie, wprawdzie w innych oddziałach, ale spotykają się na turniejach amatorskich. – No i właśnie Grzesiek mnie namówił, żebym spróbowała jeszcze ligowej siatkówki – opowiadała przed dzisiejszym treningiem Marta. – Postanowiłam, że podejmę wyzwanie, załatwiłam kartę z Płomienia Sosnowiec.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

W Sosnowcu przeszła całą siatkarską drogę, od szkolnych klas sportowych, cały czas pod okiem Piotra Augustyna, który reaktywował w Płomieniu drużynę seniorską. W 2003 roku awansowali do II ligi, gdzie Marta – wtedy jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Adamus – zaliczyła sporo udanych występów.
– Zdarzało się, że wygrywała nam mecze – opowiada Augustyn. – Ma niezbyt imponujące warunki fizyczne, mierzy 176 cm, ale była bardzo skoczna, dynamiczna. Poza tym idąc do ataku miała piłkę cały czas przed sobą, kontrolowała ją i uderzała w wybrane miejsce. Występowała na środku, ale umie dobrze przyjmować, więc w drugiej linii nie schodziła z parkietu. Może być również skrzydłową. Przed tym sezonem myślałem, żeby spróbować jeszcze raz coś ruszyć w Płomieniu, a Marta zadeklarowała, że może zagrać, jednak u nas w mieście nie ma klimatu dla siatkówki, musiałem zrezygnować. Trzymam za nią kciuki w nowej drużynie; ma taki typ budowy, że powinna dosyć szybko, do dwóch miesięcy, dojść do niezłej dyspozycji.
– Optymistyczne podejście, ale ja na razie nie wiem nic: kiedy będę zdolna do gry, jak często będę mogła przyjeżdżać na treningi – zastrzega Marta Broda, mama dwójki dzieci, która pracuje i mieszka w Zagłębiu. – Na razie to taka trochę szalona decyzja.

O tym że Marta Mulna, skrzydłowa z przeszłością w ekstraklasie Ukrainy i Izraela, zaczęła treningi z występującym w grupie II drugiej ligi, Sokole Katowice informowaliśmy już na początku grudnia, TUTAJ. Zawodniczka szybko uzyskała akceptację trenera drużyny, Krzysztofa Zabielnego i zaczęło się załatwianie jej transferu.
– Nie jest to może bardzo trudne, ale pojawiały się pewne problemy, co wszystko razem zajęło trochę czasu – opowiada Jacek Cholewa, zajmujący się w Sokole sprawami organizacyjnymi. – W tym momencie mamy jednak potrzebne dokumenty z jej macierzystego klubu, federacji ukraińskiej i FIVB. Obawialiśmy się, czy zdążymy przed zamknięciem biura tej ostatniej instytucji na przerwę świąteczno-noworoczną. Wszystko się udało i pozostało, w poniedziałek, formalne zgłoszenie jej do rozgrywek w PZPS.

Już jutro Marta ma zadebiutować w barwach Sokoła podczas organizowanego w Mysłowicach turnieju „Silesia Winter Cup”, którego gospodyniami będzie juniorska ekipa miejscowej Silesii Volley (są w niej zarówno dziewczyny z I jak i III ligi). – Zastanawiałem się pomiędzy dwoma skrzydłami, ale najprawdopodobniej będę ustawiał Martę na przyjęciu, na lewej stronie – wyjaśnia szkoleniowiec katowiczanek. W przyszłą sobotę rozgrywki wznawia grupa II, a jego podopieczne czeka bardzo trudna wyjazdowa konfrontacja z MCKiS Jaworzno. – Liczę, że Marta nam wtedy pomoże – podkreśla trener. – Uważam, że chociaż tracimy pięć punktów do czwartego miejsca, dającego udział w play off, to jesteśmy ciągle w grze o nie. Mamy korzystny układ spotkań w styczniu, ale bardzo ważne będzie wywiezienie czegoś z Jaworzna.
Dwa dni później, w Święto Trzech Króli, Sokół organizuje mini turniej z udziałem trzech zespołów, także I-ligowej Silesii Volley oraz Żemczuginy Mozyr z białoruskiej ekstraklasy. – Białorusinki mają przyjechać na początku stycznia na zgrupowanie na Śląsk; pierwotnie mieliśmy zagrać z nimi mecz pokazowy, ale że chęć udziału zgłosił Sebastian Michalak, trener Silesii, a poza tym 6 stycznia jest dniem wolnym, postanowiliśmy zrobić turniej – tłumaczy Krzysztof Zabielny.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.