Piłkarze Cracovii – kibicom Wisły

Losy zespołu „Pasów” rozstrzygną się w ciągu najwyżej siedmiu dni: 30 kwietnia – 6 maja. Pierwszego z nich czekają ich derby, co w jakiś sposób jest korzystne – nie muszą myśleć o fatalnej sytuacji w tabeli i widmie degradacji, gdyż wszystko przesłania prestiżowa konfrontacja. – Derby wyzwalają niezwykłe emocje i są dodatkową motywacją – przytakuje trener ekipy z ul. Kałuży, Tomasz Kafarski.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Przygotowania jego drużyny przebiegają dosyć nietypowo; ich częścią było wczorajsze… wolne. –  Ćwiczyliśmy mocno przez trzy dni, po tym przeprowadziliśmy regenerację, dzisiaj zaczęliśmy drugi etap – wyjaśnia Kafarski. – Poza tym jednak cykl jest normalny; na koniec, w niedzielę, mamy zajęcia w godzinie poniedziałkowego meczu, potem wyjeżdżamy na zgrupowanie.
Jutro mają wrócić do normalnych treningów Koen van der Biezen i Saidi Ntibazonkiza, którzy lecząc urazy ćwiczyli indywidualnie. Na drugim biegunie jest z kolei Marcin Budziński, który ma tak dużo werwy, że dzisiaj jeszcze przez kilkadziesiąt minut po zejściu kolegów z murawy uderzał z dystansu na bramkę.
Energia będzie potrzebna wszystkim, gdyż trzy spotkania – z Wisłą, Ruchem Chorzów i GKS Bełchatów – muszą rozegrać w ciągu zaledwie sześciu dni. – Szkoda, że tak krótko, bo nie daje to praktycznie czasu na reakcję szkoleniową – żałuje Kafarski. – Zostają w tym celu tylko roszady personalne; zresztą można się ich spodziewać już teraz, bo ostatni mecz nam nie wyszedł.

Mecz derbowy jest inny, szczególny, więc liczę, że każdemu będzie w nim dopisywać forma – mówi Wojciech Kaczmarek. – To już ostatni dzwonek – dorzuca Łukasz Nawotczyński, drugi, po Kaczmarku, zawodnik z obecnego składu Cracovii mający za sobą występy w Wiśle. Obaj zaliczyli przeciwko niej dobre, wygrane 1:0, spotkanie w pierwszej rundzie, ale deklarują też, że starają się spokojnie podchodzić do rywalizacji z dawnym klubem. – Chociaż tak się składa, że ostatnio zawsze jest to także mecz „o coś”, jakąś stawkę w lidze – zauważa „Biały”.

Kafarski zastrzega, że atmosfery 185. „Świętej Wojny”, tradycyjnego piłkarskiego wydarzenia pod Wawelem, jeszcze nie czuje. – Myślałem, że będę miał problem z przeciśnięciem się na swoje miejsce i nie znajdę wolnego krzesła, a tu luz, więc chyba jeszcze nikt nie czuje w pełni tej atmosfery – ripostował żartobliwie na dzisiejszej konferencji, wskazując skromną reprezentację mediów.
Chętnie nawiązywał do niedawnych, elektryzujących półfinałów Ligi Mistrzów, w których odpadły wyżej notowane Real Madryt i Barcelona. – To są przykłady, że faworyt nie musi wygrać, nawet będąc w przewadze liczebnej; my też będziemy szukali sposobu na zdobycie na stadionie przy Reymonta trzech punktów. Ponoć jest szansa na rekord frekwencji, co pokazuje, że także kibice Wisły chcą derbów. Zrobimy więc wszystko, aby one w przyszłym sezonie również się odbyły… – mówił nieco przewrotnie szkoleniowiec „Pasów”. – Przede wszystkim jednak pragniemy zwycięstwem sprawić radość naszym fanom.
PAWEŁ FLESZAR

O derbach nieco inaczej można poczytać TUTAJ i TUTAJ

Skomentuj