„Plebania” – nowy odcinek

Karierę zakończyła popularna krakowska zawodniczka, przedostatnia wychowanka Wandy wyczynowo uprawiająca siatkówkę. Chyba nie będzie jednak menedżerem, co jej prorokowano.

Kiedy o zawieszeniu butów na kołku napisała na facebook’u, od razu pojawiły się pytania, czy nie spodziewa się dziecka. – Nie jestem w ciąży, ale chyba nie jest aż takim zaskoczeniem, że kobieta w swoim czasie ma nowe plany na przyszłość? – pyta retorycznie 33-letnia Małgorzata Plebanek. – Przemyślałam to, decyzja zapadła. Chcę mieć coś nowego, coś swojego, w czym nikt nie będzie mną dyrygował.
Ostatnio występowała w I-ligowej Silesii Volley Mysłowice, która była jej dwunastym klubem w karierze (w dwóch występowała dwukrotnie – wszystkie można znaleźć TUTAJ). Nierzadko żyła „na walizkach”, co roku zmieniając zespół, miasto. – I to właśnie uwielbiałam: pakowanie, przeprowadzki, poznawanie nowych ludzi – przekonuje. – Dzięki temu, że nie siedziałam w jednym miejscu, moje życie było urozmaicone, bardziej kolorowe.

Miała nietuzinkowe zdolności wyszukiwania dla siebie nowych klubów, często dużo atrakcyjniejszych od poprzednich. Zdarzało jej się przejść z II ligi do ekstraklasy, albo po spadku z I ligi trafić do drużyny, która była w jej ścisłej czołówce. Zdarzały się żarty, że po zakończeniu kariery powinna zostać menedżerem, bo jeśli zachowa dotychczasową skuteczność, będzie rozchwytywana w tym fachu na rynku. – Ja nigdy menedżera nie miałam, choć paru dzwoniło, oferowało usługi. Sama wszędzie telefonowałam, jeździłam, negocjowałam. Jak mi się to udawało? Bo ja wiem… Uśmiech jest ważny, potrzebna jest umiejętna rozmowa, może mam jakiś dar? – opowiada z rozbawianiem, charakterystycznym, lekko schrypniętym głosem.
W 2008 roku załapała się do Alemannii Aachen, w 1. Bundeslidze. Nowy klub poprosił ją o samodzielne załatwienie formalności transferowych. Gośka pojawiła się w Krakowie z otrzymanymi w Akwizgranie dwoma tysiącami euro i przekonała działaczy Wisły do definitywnego wykupu swojej karty za te kwotę. Odtąd była już wolną zawodniczką, co ułatwiało późniejsze zmiany zespołów. – Te Niemcy to cała historia, bo dosyć przypadkowo doszło do kontaktu; zaproponowano mi opłacenie podróży i udział w testach – wspomina. – Wtedy zastanawiałam się nad rzuceniem siatkówki, nie miałam dużej motywacji, ale pomyślałam, że skoro są bilety – to pojadę tam, potrenuję, a przy okazji pozwiedzam miasto. Dość szybko zaoferowali mi kontrakt. Może pod tym względem jestem w czepku urodzona?

Bywało też niewesoło, zresztą w jej czasach klubami targały coraz silniejsze problemy finansowe. Obsuwa nastąpiła w sezonie 2012/13, kiedy jej Stal Mielec praktycznie rozsypywała się w trakcie rozgrywek. Plebanek zapaliła jej świeczkę, występując w meczu, który będzie prawdopodobnie ostatnim w historii klubu. Była też ostatnią z podstawowych zawodniczek zaczynających przygotowania w sierpniu, która wytrwała do końca. – To temat rzeka, ale nie chcę go poruszać, było minęło: nie płacili, do dzisiaj nie zapłacili i pewnie już nie zapłacą – kiwa głową. – Gdybym wcześniej poradziła się większej ilości osób, posłuchała przestróg, może bym tego uniknęła. Zrobiłam inaczej, szkoda. Nie może być cały czas dobrze.

Kojarzy się z Wisłą Kraków, w której spędziła sześć lat, ale jest wychowanką Wandy, gdzie w Nowej Hucie wyrosło sporo siatkarek występujących w reprezentacjach młodzieżowych i ligach centralnych. Siatkówki żeńskiej w Wandzie od dawna nie ma, a „Plebania” była w minionym sezonie jedną z dwóch jej wychowanek grających wyczynowo. Pozostanie już tylko 29-letnia Małgorzata Sikora, która w poprzednich rozgrywkach trafiła do słowackiej ekipy VK Spisska Nova Ves.
– Od dłuższego czasu byłam też jedyną zawodniczką z naszej grupy 60 dziewczyn, które zaczynały treningi – opowiada Plebanek. – Ale stamtąd miałam silne wsparcie, sporo koleżanek – zamężnych i dzieciatych – kibicowało mi, namawiało, żebym grała jak najdłużej, bo jestem ich przedstawicielką. Będą zawiedzione? Nie sądzę, wierzę, że będą się cieszyć wraz ze mną, że zaczynam coś nowego.
Zgrany duet tworzyły z Agnieszką Setą, która przez kontuzję musiała zakończyć karierę dwa lata temu. „Plebania” i „Setka” to fabryczka wielu anegdot. – Musiałabym usiąść i porządnie się zastanowić, czy nadają się do druku, zanim bym je tu opowiedziała – protestuje ze śmiechem Małgorzata. Dzięki usposobieniu miała łatwość zawierania znajomości, a ambicja często zyskiwała jej sympatię kibiców. Mówi, że miała wiele dobrych koleżanek, a największe przyjaciółki poza Agnieszką to Edyta Rzenno i Urszula Bejga. – Można było z nimi się pośmiać i popłakać. Nigdy się na nich nie zawiodłam – zapewnia. – A skoro jesteśmy przy przyjaźniach, to największą jest Mateusz Przystaś, fizjoterapeuta Asseco Resovii, z którym wiążę plany życiowe…

Uważa, że nigdy nie miała zbyt dużych czysto siatkarskich zdolności, wszystko osiągnęła dzięki pracowitości i upartości. Ale jeden talent przydatny w sporcie otrzymała – naturalną siłę. Krążą opowieści, jak jeszcze będąc nastolatką pomagała tacie w budowie domu, nosząc choćby pustaki. Albo jak na treningu juniorek zarzuciła kontuzjowaną koleżankę na plecy i wyniosła ją z hali. – To była Marta Chuchro, dalej towarzyszyłam jej jeszcze do szpitala – wspomina Gośka. – Posadziłam ją tam na wózku inwalidzkim, sama zajęłam drugi i zaczęłyśmy wyścigi po korytarzu. Nawet jeden lekarz przestrzegał, że nie powinno się będąc zdrowym używać wózka inwalidzkiego, bo to przynosi pecha. Następnego dnia… to ja miałam nogę w gipsie, bo odniosłam kontuzję na kolejnym treningu. Od tamtej pory nawet nie dotykam wózka, kul.
Spontaniczna i wylewna, nie chce zdradzić, czym będzie się zajmować w przyszłości. Wspomniana żartem menedżerka chyba nie wchodzi w rachubę. – Mam pewne pomysły, ale na razie nie będę o nich opowiadać – zapiera się. – Chcę zacząć nowe życie, a ono nie kończy się na siatkówce. Czy zerwałam z nią definitywnie? Czas pokaże, raczej do niej nie wrócę, ale też pamiętam o powiedzeniu „nigdy nie mów nigdy”…
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.