Po runmageddonie derby to betka

AZS AWF Kraków pozostaje niepokonany w trzeciej lidze siatkarek. Jedenastym zespołem, który próbował zmienić ten stan rzeczy, była krakowska Wisła, jednak uległa mu we własnej hali, 1:3.

Tak diametralną odmienność wyników poszczególnych setów, jaka zdarzyła się dzisiaj, zwykło się objaśniać kobiecą naturą, ale z powodzeniem można to wytłumaczyć również wpływem zagrywki. Po powitalnym asie Aleksandry Szeląg zapis odwróciła podaniami z wyskoku Izabela Cieżyńska (1:5), Joanna Mazurkiewicz zaświeciła asem na tablicy 6:13, Anna Dziekan – 8:17, a Magdalena Bilczewska – 14:25. Po dobrym przyjęciu gospodynie nierzadko konstruowały płynne akcje z przyspieszonymi wystawami do lewego skrzydła, wspartego szóstą strefą, jednak ich zbiciom brakowało siły, dzięki czemu u przeciwniczek dobrze funkcjonowała obrona i kontry, których najczęstszą egzekutorką była Dziekan.
Mimo dwóch asów Bilczewskiej (5:7), w drugiej partii inicjatywę miały wiślaczki. Częściej była wykorzystywana na środku bardzo skuteczna Aleksandra Petryka-Fijałkiewicz, po asie Agnieszki Bortliczek zrobiło się 8:7, a od początku do stanu 10:8 trzy ataki skończyła Justyna Frączek. Po asie Szeląg różnica wzrosła do 15:10, ale prawdziwa masakra zaczęła się, gdy przy 16:11 za linią końcową stanęła Beata Lelek. Posyłana przez nią ostro piłka czterokrotnie nie wracała, a trzy razy wróciła w postaci miękkich przebić, zamienionych w kontry. 23:11, 25:13. Odtąd, długimi okresami, linia przyjęcia AZS AWF ograniczała się do dwóch osób.

W trzeciej odsłonie znowu pierwszą wyraźną przewagę budowała Cieżyńska, co do której nie wiadomo, czy siatkówka jest elementem przygotowań do nowej pasji o obrazowej nazwie „runmageddon”, czy właśnie poprzez biegi ekstremalne sposobi się do występów w roli środkowej. Opowiada, że w najgorętszym okresie przedstartowym miała po 12 różnorakich treningów tygodniowo, a jej jej spostrzeżenie („Normalnie raczej nie przebiegłabym półmaratonu, a przebiegłam ten dystans, dzieląc go sobie w głowie na odcinki pomiędzy przeszkodami”) jest ładną metaforą konfrontacji siatkarskiej: podzielonej na sety, wymagające zapomnienia o globalnym wyniku, a skoncentrowania fizycznych i mentalnych sił na danej części.
W opisywanej partii Iza najpierw wraz z Anią Dziekan wyznaczyła rezultat 2:7, potem – 5:11, dalej – obejściem i dwoma asami – 8:17. Wówczas już pałeczkę przejmowała od niej Olga Klocek, która kiwnęła (8:16), dwukrotnie uderzyła po przekątnej (9:20), a resztę dociągnęła serwisami (10:25 – dwa asy plus blok i dobitka koleżanek).

Przeszkody w runmageddonie są niebanalne, np. czterometrowa drewniana ściana, czy zbiornik wodny, które trzeba pokonywać po wyczerpującym biegu. Kiedy Iza startowała w listopadzie, mróz ściął staw, a organizatorzy rozkuli lód. – Wejście do tak zimnej wody nie było jeszcze takie straszne, gorzej, że potem trzeba biec w mokrym ubraniu – opowiada. W tym roku chciałaby wziąć udział w czterech takich imprezach; najbliższą zaplanowano 14 lutego na hipodromie na Służewcu. Za sobą ma trzy ubiegłoroczne runmageddony, które przypłaciła ciągnącymi się przez miesiąc bólami pleców. – Przerwę świąteczno-noworoczną wykorzystałam na podleczenie się – mówi zawodniczka kończąca studia fizjoterapeutyczne na AWF. – Odzyskałam wigor; forma może nie jest najwyższa, ale znośna.
Na tyle znośna, żeby Cieżyńska mogła we wtorkowe popołudnie liderować ekipie gości, w której imieniu zaczęła bombardowanie również w czwartej partii, a trenerka „Białej Gwiazdy”, Iwona Urbańczyk już przy 0:2 wzięła czas. Frączek zbijała z szybkich wystaw, Bortliczek z wysokich, a Petryka-Fijałkiewicz po rękach, zrobiło się 12:9 i teraz to opiekun „Wuefistek”, Tomasz Klocek poprosił o przerwę. Jego córka zagrywała, Izabella Gablankowska kiwnęła lewa ręką ze środka, a Mazurkiewicz oburącz (12:13), jednak nie pozwoliły im odskoczyć as Bortliczek i blok Katarzyny Rerak, która pierwotnie miała występować w AZS AWF, lecz wróciła do macierzystego klubu, bo ten nie wyraził zgody na transfer.
16:14 było jednak ostatnim prowadzeniem miejscowych. Odebrały im je Cieżyńska (najpierw cios i zaraz – po obiegnięciu – kiwka do linii, w pół metra) z Mazurkiewicz (as na 16:17), a decydującym o sukcesie atutem akademiczek była rutyna, skutkująca większym opanowaniem. Mniejsza ilość ich pomyłek wliczyła się do kolejnych stanów – 17:19, 19:21, 20:21, 20:25.

W bieżącym sezonie trzecioligowym jest kilka drużyn krakowskich, wywodzących się z Krakowa, bądź z Krakowem związanych na różne sposoby, jednak to ten mecz – poprzez związane z nim podteksty – zasłużył na miano klasycznych derbów. A po Tomaszu Klocku widać było, że zwycięstwo z klubem, w którym pracował w minionym sezonie sprawiło mu sporą satysfakcję.
Oba zespoły mogą się zmierzyć jeszcze dwukrotnie w finałowej czwórce, póki co Wisła musi uporać się z problemami zdrowotnymi. Czołowa atakująca Gabriela Mastek ma złamany kciuk. – To się stało w ubiegłą środę, przez przypadek; koleżanka uderzyła piłkę, którą łapałam. W poniedziałek, po wizycie u lekarza, będę wiedziała, ile przerwy mnie jeszcze czeka – wyjaśnia Gabrysia. Kontuzje leczą również Sylwia Kukiełka i Małgorzata Ćwiklik (kostki) oraz Karolina Tomaszewska (palec). Tylko ta ostatnia nie jest juniorką, a już w przyszły weekend czeka wiślaczki turniej finałowy mistrzostw województwa w tej kategorii wiekowej.
Natomiast w III lidze, w najbliższy piątek, o g. 18, w hali AWF, jako dwunasty spróbuje pokonać tamtejsze siatkarki Maraton Krzeszowice.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – AZS AWF Kraków 1:3 (14:25, 25:13, 10:25, 20:25)
Sędziowali: Marcin Skrobot i Maciej Kolendowski (Kraków). Widzów: 50.
WISŁA: Szeląg, Lelek, Stańko, Bortliczek, Frączek, Petryka-Fijałkiewicz oraz Żądło (l), Rerak, Skrobowska, Wąsik, Arendarczyk. Trener: Iwona Urbańczyk.
AWF: Mazurkiewicz, Dziekan, Cieżyńska, Jaszkowska, Klocek, Gablankowska oraz Bojko (l), Włodarczyk, Bilczewska, Pindral. Trener: Tomasz Klocek.

Pozostałe wyniki i tabelę III ligi siatkarek można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.