Po ulicy Miłość hula wiatr

Siatkarze Asseco Resovii dość pewnie, 3:0, pokonali GFC Ajaccio i by awansować do półfinału Pucharu CEV muszą wygrać w rewanżu na Korsyce dwa zwyczajne sety, albo jeden „złoty”.

Nie sposób było dzisiaj przegapić, że nadszedł „Dzień Zakochanych”. A nawet jeśli ktoś dokazał tej sztuki – przy wejściu do hali Podpromie musiał zauważyć mierzącego 217 cm Bartłomieja Lemańskiego, z okazji Walentynek częstującego cukierkami-galaretkami. Niestety, leczący kontuzję złamania kości śródstopia środkowy obdarowywał tylko kobiety (ale za to nawet te ledwo sięgające głową koszyka, w którym trzymał łakocie).
Mniej rozpowszechniona jest wiedza, że Święty Walenty to również opiekun chorych umysłowo. Ale nierzadko to przecież wychodzi na to samo…
W środowe popołudnie obowiązywało trzecie skojarzenie z datą 14 lutego – „Masakry w dniu św. Walentego” – okrutnego morderstwa siedmiu członków gangu z North Side przez rewolwerowców Ala Capone. Choć różniące się szczegółami, wszak Korsykanie nie przyjechali do Rzeszowa zwabieni możliwością zakupienia skradzionego alkoholu, tylko po pucharowy awans, a na dodatek to oni dysponowali początkowo ostrzejszą amunicją. Zbyt często jednak pudłowali, by myśleć o czymś więcej niż remis 2:2 (z 2:0) i zbliżenie się na 11:9 (z 9:4), 16:14 (z 15:9) i 24:22 (z 23:17). Zwłaszcza że na 10 błędów, jakie popełnili w tej części, złożyły się też dotknięcia siatki i podwójne odbicia. – To dziwne, bo obserwacje wskazywały, że jest to zespół, który rzadko się myli. Uczulaliśmy nawet zawodników, że muszą być cierpliwi – opowiada szkoleniowiec gospodarzy, Andrzej Kowal. – Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że we własnej hali pokażą się z zupełnie innej strony, będą dokładniejsi.
Ważne punkty zdobywał blokiem (lub serwisem do zdobywania się przyczyniał) Dawid Dryja. Wprawdzie pobazgrał sobie statystyki bijąc z krótkiej w aut przy 24:21, ale poprawił się już w następnej wymianie. 25:22.

Później ciągle obowiązywały słowa rockowego evergreenu: „Po ulicy Miłość hula wiatr”, tym bardziej że skomponowało się z nimi ochłodzenie uczuć miejscowych kibiców, którzy ustanowili jeden z negatywnych rekordów frekwencji, porównywalny tylko z grudniową konfrontacją z Perungat Pojan Rovaniemi.
Drugą partię w podstawowym składzie GFC zaczął były atakujący BBTS Bielsko-Biała, Jose Luis Gonzalez. Uzyskał aż 9 punktów, pociągnął drużynę, która już od stanu 2:1 przejęła inicjatywę, miała na tablicy 6:9, 7:11 i 11:13, a przede wszystkim – wydobyła się z olbrzymiej opresji w końcówce. Resovii wiele dało wejście Jochena Schoepsa. Niemiec dwoił się i troił, zdołał nawet uderzyć znad siatki z pozycji startowej pośladkami na parkiecie (znalazł się tam po interwencji obronnej). Przy walnym udziale Aleksandra Śliwki pomógł w wyrównaniu na 16:16, objęciu prowadzenia 18:17, 22:19 i 23:20. Leonardo Miranda i Gonzalez, przy taktycznym serwisie Bretta Adriana Daileya, przekręcili jednak licznik na 23:24, dalej mieli jeszcze setbola przy 25:26. Pierwszego zmarnowali sami, drugiego zabrał im Śliwka, aż wreszcie kwestie sporne rozwiązał atak Schoepsa i „czapa” duetu Thibault Rossard – Dryja.
W rezultacie 30:28 mieści się 9 błędów „resoviaków” i 12 przyjezdnych… – Poziom był niezbyt wysoki, doszło do tego dużo akcji może i długich, ale brzydkich – nie owija w bawełnę Andrzej Kowal. – W aspekcie trenerskim było to jednak pozytywne, bo rozstrzygnęliśmy na swoją korzyść trudną końcówkę. Trzeba umieć zwyciężać także przy słabej grze. No i miejmy świadomość, że u nich musimy zaprezentować się znacznie lepiej.

Trzecia odsłona wyglądała długimi okresami jak tamta egzekucja w chicagowskim garażu przed 89 laty. Miejscowi stawiali konkurencyjny gang pod ścianą i bezlitośnie rozstrzeliwali. 5:0, 11:6, 14:8, 21:13. Najskuteczniejszy w ich szeregach był Francuz Rossard, kilka cennych zagrań wniósł Marcin Możdżonek, m. in. broniąc przy bardzo zgiętych kolanach. Korsykanie starali się redukować straty, ale coraz marniej to się udawało – 7:6, 11:8, 15:11, 23:18. Wówczas przerwę wziął Kowal, Śliwka przyłożył lewą reką, Shoeps prawą i zrobiło się 25:19.
Rewanż zaplanowano 28 lutego w Ajaccio. Jeśli GFC zwycięży tam 3:0 lub 3:1 będzie potrzebny „złoty set”. Już jednak zdobycie wcześniejszych, „zwyczajnych” dwóch partii da promocję rzeszowianom. – Nastawianie się na dwa sety jest zgubne; najgorsze, co można zrobić. Trzeba jechać po cały mecz – podkreśla szkoleniowiec Asseco Resovii. – To wszystko jednak dalsza perspektywa, musimy skoncentrować się na dwóch najbliższych, bardzo ważnych spotkaniach ligowych.
W niedzielę, 18 lutego, o g. 14.45, Resovia podejmie Jastrzębski Węgiel. Wybiegając natomiast w przyszłość – jeśli przejdzie Ajaccio, to w półfinale Pucharu CEV zmierzy się z lepszym zespołem z pary: Biełgorie Biełgorod – ACH Volley Ljubljana. Najprawdopodobniej z Rosjanami, którzy dzisiaj pokonali Słoweńców 3:0.
PAWEŁ FLESZAR

ASSECO RESOVIA – GFC Ajaccio 3:0 (25:22, 30:28, 25:19)
Sędziowali: Cristian Eduard Botezatu (Rumunia) i Eleni Danilidou (Grecja). Widzów: 1500.
RESOVIA: Tichacek, Śliwka 11, Możdżonek 6, Jarosz 2, Rossard 14, Dryja 7 oraz Masłowski (l), Rusek (l), Perłowski, Schoeps 11, Depowski. Trener: Andrzej Kowal.
GFC: Takaniko 3, Miranda 9, Radić 7, Castard 2, Carle 7, Dailey 7 oraz Exiga (l), Gonzalez 14, LaCassie 1, Bruckert. Trener: Frederic Fernandez.

Komentowanie zablokowane.