Początki są słodkie jak cytryna

Developres SkyRes pokonał w Rzeszowie Wisłę Warszawa, 3:0, i został liderem Ligi Siatkówki Kobiet, a jego dzisiejsze rywalki doznają krańcowo odmiennych wrażeń.

Jeśli ktoś odwiedzał halę przy Reymonta 22 od jesieni 1995 do wiosny następnego roku – mógł oglądać nietuzinkową drużynę siatkarek Wisły Kraków: bardzo młodych, bardzo utalentowanych, a przy tym bardzo ładnych. Mógł zobaczyć jak przegrywają 17 meczów na własnym parkiecie (a 35 ogółem), potem siadają na ławce rezerwowych i beczą, a ostatecznie spadają z Serii A.
I dzisiaj trudno mu opędzić się od skojarzeń, bo wspomniany sezon był pierwszym w ekstraklasie dla 17-letniej Agnieszki Rabki (wtedy Śrutowskiej) i pierwszym w podstawowym składzie dla 18-letniej Joanny Mirek. Teraz obie są świeżo upieczonymi (Agnieszka absolutną debiutantką, Aśka po paru drobniejszych asystenturach) trenerkami innej Wisły – z Warszawy. Zajmują ostatnie miejsce z zerowym dorobkiem punktowym, dysponują składem pochodzącym głównie z niższej ligi, a trzy najlepsze, zagraniczne zawodniczki siedzą za bandami reklamowymi, czekając aż klub ureguluje zobowiązania kontraktowe. Do tego Wisła ma poważne kłopoty organizacyjne; nie mogła urządzić tej konfrontacji w stolicy, więc była gospodarzem… na Podpromiu.
I zaczęła całkiem przyzwoicie, goniąc ambitnie (4:2 – 4:4, 10:5 – 11:9 – 16:15). Nieźle funkcjonowała obrona, a Ewelina Mikołajewska i Aleksandra Lipska na lewym skrzydle z powodzeniem stosowały najskuteczniejszy atak świata: blok-aut na swoją stronę siatki.
Rzeszowianki pierwszą przewagę większą niż dwa „oczka” uzyskały po asie Alexandry Frantti, bloku 170-centymetrowej Natalii Valentin-Anderson i ataku o 30 cm wyższej Gabrieli Polańskiej – w klasycznym pojedynku, przez ręce czekającej na środku blokującej. Natomiast przewaga rozstrzygająca (22:17) to owoc ścięć Michaeli Mlejnkovej, Ali Frantti (po obronie i sytuacyjnej wystawie Aleksandry Krzos, „dyszlem”) oraz „czapie” Katarzyny Zaroślińskiej-Król i Kamili Witkowskiej. Sprawę zamknęła, przy 25:20, Frantti.


Kryminał autora tej relacji można kupić TUTAJ, a TUTAJ znajdują się informacje o spotkaniu z nim, które odbędzie się 8 grudnia

24 lata temu młodziutkie wiślaczki żyły na huśtawce nastrojów. Po wyjazdowych spotkaniach z mistrzem Polski, Chemikiem Police komplementował Podobę i Śrutowską ówczesny trener reprezentacji, Leszek Piasecki. Z kolei podejmując naszpikowany kadrowiczkami Pałac Bydgoszcz w tie-breaku prowadziły 14:7. Uległy 14:16.
– Tego meczu nie zapomnę do końca życia. Parę razy w tamtym sezonie kończyłam karierę, ale wtedy postanowienie było najmocniejsze. Przepłakałam całą drogę w samochodzie rodziców z Krakowa do Myślenic, gdzie mieszkaliśmy – wspomina Joanna. – Ciągle mam przed oczami, jak od 14:10 walę głową w mur. Jestem pod siatką, idą do mnie wystawy, a ja im mocniej biję, tym szybciej piłka po bloku wraca na nasze pole.
Jak w internetowych memach: „Życie jest słodkie jak cytryna”… Przed drugim setem Agnieszka omyłkowo wpisała na karteczce przekazywanej sędziom dwie środkowe obok siebie, wskutek czego w dwóch ustawieniach obie były pod siatką i w dwóch nie było żadnej. Wobec braków kadrowych, nie można było naprawić tego błędu zmianami. – Pocieszali mnie, że wszystkich trenerów to czeka i lepiej, że przytrafiło mi się teraz, niż w ważniejszych meczach – zwierza się Rabka. – Ale nie powinno się to zdarzyć.
Mimo to jej podopieczne objęły prowadzenie 3:2, potem przegrały bardzo długą akcję, a kontakt trzymały do 6:7. Przejście, w polu serwisowym pojawiła się Valentin-Anderson i pozostała tam do 6:15 (na tablicy stosowany był zapis stawiający Wisłę w roli gospodarza). Dalej zapis zmieniał się na 13:18, 13:23 i 15:25, a w Developresie zapunktowało w tej partii aż dziewięć zawodniczek, co pokazuje skalę rotacji zastosowanej przez jego szkoleniowca, Stephane Antigę.

Kiedy Muszynianka zdobywała swoje pierwsze mistrzostwo Polski, po jednym z dramatycznych meczów play off ktoś spytał jej znanego z impulsywności trenera, Bogdana Serwińskiego, dlaczego jest taki spokojny. – Nie denerwuję się, bo mam Asię Mirek – odparł rozpromieniony.
Joanna wygrywała konfrontacje i medale, została mistrzynią Europy. Po poważnej kontuzji odniesionej w wieku 26 lat i długiej przerwie grała jeszcze lepiej i osiągnęła jeszcze więcej. W ankiecie na klubowej stronie internetowej, w punkcie „Boję się…”, gdzie jej koleżanki wpisywały „Boję się ciemności/śmierci/choroby/myszy, itp.”, ona odpowiedziała „Ja się nie boję!”. Przeszła bardzo długą drogę od tamtej osiemnastolatki z wiecznie ścierpniętą miną, zawsze opatrzonej w różnych częściach ciała plastrami i bandażami, których końcówki nierzadko się luzowały i powiewały widowiskowo podczas gry…
Przypomina się zdanie z „Dobrego” Waldemara Łysiaka: „W życiu dorasta się na kopach; im więcej kopów zainkasujesz, tym dojrzalszy jesteś”.
– Zupełnie nie pamiętam tych bandaży i plastrów – broni się Aśka ze śmiechem. – Ale faktycznie tak to jest: sukces rodzi się w bólach. W tamtym sezonie przed 24 laty wszystkie skorzystałyśmy na tym, że grałyśmy cały czas. Teraz dziewczyny podjęły się ciężkiej pracy, a kiedy będziemy w pełnym składzie, powinna ona przynieść efekty.
Póki co, w trzeciej części dostały jeszcze jednego kopa, a serie podań Frantti znaczyły kolejne przewagi – 9:4, 16:8. Miejscowe grały w rytmie i z rozgłosem gromkiego „Sto lat!!”, jakie zabrzmiało przed tą odsłoną z okazji urodzin Pauliny Peret, która była libero Developresu już w pierwszym sezonie, 2012/13, wywalczyła pierwszy awans i pozostała w nim do dzisiaj, obecnie pełniąc funkcję kierownika drużyny.
Przewaga rosła do 20:11 i 22:12, zaś przy 24:14 ostatnia akcja spotkania była jedną z najładniejszych. Serwis Frantti, Daria Przybyła broni silny cios po ostrym skosie, a – wybrana później MVP – Ali uderza z 6. strefy.

Kilka siatkarek z przywoływanej ekipy „Białej Gwiazdy”, prowadzonej przez obecnego szkoleniowca Solnej Wieliczka, Ryszarda Litwina, nie zrobiło karier, do których predestynowały je zdolności. Dwie były wyróżniającymi się ligowcami. Trzy wyrosły na gwiazdy lub wręcz megagwiazdy. Poza dwójką bohaterek tego tekstu została nią wszak Dominika Leśniewicz (wtedy Smereka), która po przekwalifikowaniu z rozgrywającej na libero stanęła na najwyższym stopniu podium kontynentalnego czempionatu w 2003 r.
Agnieszka słysząc, że być może znowu fatalne początki będą dla niej wstępem do dokonań, że dadzą jej cenne doświadczenia na bliższą lub dalszą przyszłość, uśmiecha się skąpo. – Miejmy nadzieję, że tak będzie – mówi. – Zawsze miałam, bo ja wiem… Marzenie? A może po prostu ochotę, żeby spróbować się w tej roli. Po to kończyłam studia na Akademii Wychowania Fizycznego i kurs na druga klasę trenerską. Ciągle uczymy się, i ja, i dziewczyny, ale wierzę, że niedługo zaczniemy zwyciężać.
PAWEŁ FLESZAR

DEVELOPRES SKYRES Rzeszów – WISŁA Warszawa 3:0 (25:20, 25:15, 25:14)
Sędziowali: Radosław Kaczor i Katarzyna Sokół (Wrocław). Widzów: 2000.
DEVELOPRES: Valentin-Anderson 3 pkt., Mlejnkova 12, Witkowska 4, Zaroślińska-Król 5, Frantti 17, Polańska 11 oraz Krzos (l), Przybyła (l), Hawryła 2, Grabka 1, Kaczmar 3, Gałucha 7. Trener: Stephane Antiga.
WISŁA: Olczyk 2, Marcyniuk 4, Szymańska 4, Lipska 12, Mikołajewska 10, Połeć 2 oraz Adamek (l), Banasiak. Trener: Agnieszka Śrutowska.

Pozostałe wyniki i tabelę Ligi Siatkówki Kobiet można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.