Podążaj moim śladem

Wychowanek Wisły, Sebastian Dąbek jest pierwszym od sześciu lat koszykarzem, przenoszącym się z krakowskiego klubu bezpośrednio do I ligi. Podpisał trzyletni kontrakt z Astorią Bydgoszcz.

Poprzednim był Marek Szumełda-Krzycki, którego w 2010 roku Znicz Basket Pruszków pozyskał z Cracovii 1906, po tym jak rok wcześniej wywalczył mistrzostwo Polski juniorów U-18 w barwach Korony Kraków. Inni przechodzili na zaplecze ekstraklasy lub do niej (jak kumpel Sebastiana, Artur Włodarczyk) przez zespoły II-ligowe spoza Krakowa. W ubiegłym tygodniu ciupasem przemeldowała się do I ligi tutejsza ekipa AGH, natomiast przenosiny 20-letniego Dąbka mają trzymiesięczną już historię.
Zaczęło się od rozgrywanego w Bydgoszczy turnieju półfinałowego MP juniorów U-20, w którym udanie się zaprezentował. Podszedł do niego prezes Astorii, Bartłomiej Dzedzej. – Zaproponował grę u nich, pogadaliśmy chwilę – opowiada Seba. – Umówiliśmy się, że wyśle mi maila z warunkami, a ja się spokojnie zastanowię i po pewnym czasie dam odpowiedź, ale od razu wiedziałem, że się zgodzę.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

W kwestiach formalnych pomagała była zawodniczka Wisły, Patrycja Czepiec, która jest licencjonowanym menedżerem FIBA. Dąbek odesłał podpisany, trzyletni kontrakt, w czwartek rozmawiał ze szkoleniowcem bydgoszczan, Konradem Kaźmierczykiem, a w piątek klub ogłosił transfer. – Wiem, że będę musiał popracować nad siłą, przystosować się do taktycznej gry, która w pierwszej lidze jest bardziej skomplikowana niż w drugiej – kiwa głową „Dąbi”.
Astoria ma za sobą bardzo udany sezon, w którym zajęła szóste miejsce, a w ćwierćfinale play off zmierzyła się z Legią Warszawa. – Wszystko jest ustalone; mam mieszkać z jeszcze jednym zawodnikiem, mieszkanie jest mega spoko. Nie wiem tylko, jak to jest w tej pierwszej lidze, już się nie mogę doczekać – uśmiecha się tęsknie.

Kiedy reprezentacja Małopolski zajęła czwarte miejsce w ogólnopolskiej olimpiadzie młodzieży, Dąbek trafił najwięcej „trójek” w turnieju. Zdarzyło mu się być powołanym do szerokiej kadry narodowej juniorów, ale na żaden obóz nie pojechał, bo nie znalazł się w okrojonej kadrze. Za to coraz lepiej radził sobie w seniorskiej II lidze, najpierw pod okiem Łukasza Kasperca, a teraz Piotra Piecucha, który zajmował się nim również wcześniej, w zespołach młodzieżowych.
Jego cała dotychczasowa kariera była związana z Wisłą, która urządziła mu uroczyste pożegnanie przed spotkaniem koszykarek w półfinale TBLK. Ciepłe słowa i okolicznościową tabliczkę otrzymał od prezesa TS, Piotra Dunina-Suligostowskiego i trenera Piecucha, partnerzy z drużyny przybili piątki. – To miała być niespodzianka, nawet nie wybierałem się na ten mecz. Zadzwonił do mnie kolega i namawiał, żebym przyszedł, ale nie chciał powiedzieć dlaczego, więc zacząłem się domyślać, że coś się kroi. Spóźniłem się, trener się na mnie wydarł. I tak załapałem się na ostatni opieprz od trenera Piecucha – żartuje Seba. – Ale całe to pożegnanie było bardzo miłe.

Powtarza zawsze, że miłością do basketu zaraził go wujek, Marek Siwiec, w przeszłości również zawodnik „Białej Gwiazdy”. – Tata próbował mnie zainteresować piłką nożną, ale to mnie nie wzięło. Za to, gdy zobaczyłem, jak wujek gra, a grał bardzo dobrze, od razu się „zajawiłem” – wspomina. – A w NBA gwiazdą był wtedy Allen Iverson, wzorowałem się na tym, co robi na parkiecie.
Slangowe określenie „zajawka” w kontekście basketu pojawia się w rozmowie kilkakrotnie. Z pasji do tej dyscypliny Sebastian wraz z przyjacielem, Olafem Blodą założyli na facebook’u stronkę „Skip 2 My Shoes”, gdzie ten drugi był głównym pomysłodawcą i operatorem kamerki, a pierwszy – głównym demonstratorem. Do połowy kwietnia dość regularnie zamieszczali nagrywane po treningach filmiki z dryblingami inspirowanymi NBA. Można je obejrzeć TUTAJ.
– Gdy byliśmy dziećmi była taka legendarna grupa streetballowa „AND1”, w której grał taki gość o ksywie „Skip 2 My Lou”. A że nasze klipy miały być związane z recenzjami butów: tak to wymieszaliśmy – tłumaczy ideę Olo Bloda.
– Ale recenzji butów póki co nie ma?
– No, jeszcze tego nie posklejaliśmy wszystkiego, ale jest szansa, że kiedyś to dokończymy.
– A nazwa „Skip 2 My Shoes” ma jakieś polskie znaczenie?
– Ciężko to przetłumaczyć. „Przejdź do moich butów”? Nie będzie brzmiało dobrze…
– A może luźniejszy przekład: „Naśladuj mnie”, „Śledź moje kroki”, albo „Podążaj moim śladem”? Będzie się kojarzyło, i z treścią strony, i z obecnymi losami Sebastiana…
– Mnie pasuje każda z tych nazw, trzymają się całości.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.