Podróż sentymentalna wojskowych

Współpraca klubu z uczelnią zapewne zagwarantowałaby siatkarzom Wawelu AGH dalszy spokojny byt. Krakowski zespół stara się jednak o pozyskanie drugiego sponsora strategicznego, budżetu sięgającego 350 tysięcy złotych, kilku ciekawych zawodników i przenosiny do innej hali.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Bardzo zaawansowane negocjacje z potencjalnym sponsorem, firmą farmaceutyczną Storkpharm, prowadzi Adam Matyszczak, obecnie nie pełniący w klubie oficjalnej funkcji („Jak zwał tak zwał, jak pan woli napisać, ale prezesem, kierownikiem ani dyrektorem już nie jestem” – żartuje), a w praktyce zarządza II-ligową drużyną, która miniony sezon skończyła na szóstym miejscu, dającym utrzymanie już po części zasadniczej (o tamtych realiach pisaliśmy TUTAJ), a – występując w podobnym zestawieniu – w akademickich mistrzostwach Polski uplasowała się tuż za podium, zdobywając jednocześnie złoty medal w konkurencji uczelni technicznych.
Po raz pierwszy szefem sekcji siatkówki Wawelu został w 1999 roku, dając impuls finansowy do awansu do Serii B. Pasją siatkarską zaraził się w rodzinnej Częstochowie. – Storkpharm jest tam sponsorem Rakowa, przez wspólnych znajomych złapaliśmy kontakt, ustaliliśmy większość kwestii i wierzę, że wkrótce podpiszemy kontrakt – wyjaśnia. – Nie zdradzę panu, jaka kwota wchodzi w grę. Sto tysięcy? Nie, to by było za mało
Za chwilę wyjawia, że powinien „dopiąć” budżet na poziomie 350 tysięcy złotych, więc można wnosić, że Storkpharm pokryje około połowy. Reszta to przede wszystkim uczelnia, która daje zawodnikom-studentom AGH tysiączłotowe stypendia oraz finansuje szereg kosztów udziału w rozgrywkach, a także grupa drobniejszych sponsorów i WKS Wawel.

Z porównywalnym budżetem siatkarki AGH Galeco Wisły niedawno wywalczyły awans do I ligi. – Męska siatkówka jest jednak droższa – zastrzega Matyszczak. – Chcemy w najbliższym sezonie wejść do czołowej czwórki, powalczyć w play off i budować perspektywiczną drużynę.
Z dotychczasowego zespołu pozostanie kilku wyróżniających się zawodników, dwóch kolejnych jest bliskich dołączenia do niego. Pierwszy to Patryk Łaba, niski wzrostem, ale wielki sercem skrzydłowy, ostatnio reprezentujący I-ligowego Energetyka Jaworzno, a w Krakowie znany z występów w Politechnice. Drugim jest libero Bartosz Luks, syn trenera Trefla Gdańsk – Dariusza, reprezentant kraju kadetów (1. miejsce na mistrzostwach strefy wschodnioeuropejskiej EEVZA), świeżo upieczony absolwent Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale. Obaj chcą studiować na Akademii Górniczo-Hutniczej (Łaba przeniósłby się na nią z Politechniki).

Zespół poprowadzi, jak dotychczas, utytułowany krakowski szkoleniowiec Jerzy Piwowar, z pomagającym mu Jackiem Litwinem, który kilka lat temu odbudował seniorską siatkówkę w Wawelu.
Dzisiaj urządzili w hali AGH przy Piastowskiej testowy trening, na który przyjechało 13 zawodników, w większości tegorocznych maturzystów. Najbardziej znanymi są: Kamil Maruszczyk, kwietniowy triumfator mistrzostw Polski juniorów w barwach Delic-Polu Norwid Częstochowa, wybrany najlepszym przyjmującym tego turnieju, a także Piotr Kozub, wychowanek Dunajca Nowy Sącz, który był w kadrze rezerw Asecco Resovii, m.in. w sezonie 2010/11, kiedy zwyciężyły w Młodej PlusLidze.

Trenerzy zaznaczają, że istotnym elementem, obok umiejętności, będzie chęć podjęcia studiów na AGH, a kandydatami są nie tylko zawodnicy z dzisiejszej trzynastki. Uciekają natomiast od wszelkich ocen i prognoz, zwłaszcza personalnych. – Potrzebujemy kilku tygodni, żeby ustalić pełny skład, ale nawet wtedy za wcześnie będzie na przewidywania – podkreśla Piwowar. – Pamięta pan młody, fajny zespół na Politechnice przed kilku laty? Gdzie on teraz jest? Zniknął, prawda? A mógłby z powodzeniem występować nawet w I lidze – przypomina z odrobiną goryczy. – Dlatego skupmy się najpierw na zbudowaniu czegoś stałego, co przetrwa przez przynajmniej parę sezonów.
Myślę, że mocne będą Karpaty Krosno, Avia, Wisłok Strzyżów, Bochnia, może ktoś jeszcze. Na pewno będzie się kim bić o wejście do czwórki – dodaje Litwin.

Bez większej przesady można stwierdzić, że najciekawsze na przestrzeni ostatnich 20 lat mecze siatkówki męskiej w Krakowie odbyły się przy ulicy Rakowickiej, jesienią 2000 r. Niegdysiejszy obiekt fabryki artylerii C.K. Austrii, później służący Wojsku Polskiemu, w połowie lat 90. został przerobiony na halę sportową, w której pomieszczono korty. W 2000 r. przenieśli się tam z ul. Podchorążych siatkarze Wawelu prowadzeni przez Ryszarda Pozłutkę, którego asystentem był Jacek Litwin (w trakcie sezonu zastąpił ich Paweł Wójcik, do dzisiaj pracujący w klubie z młodzieżą). W Serii B (odpowiednik dzisiejszej I ligi) „wojskowym” szło kiepsko, ale poawansowy impet wyładowali w Pucharze Polski, gdzie zakwalifikowali się do grupy półfinałowej. Do Krakowa zjechała w kilku rzutach plejada ówczesnych gwiazd polskiej siatkówki – Świderski, Papke, Prus, Szczerbaniuk, Musielak, Gołaś, Murek, Ignaczak, Dacewicz, Żygadło, Rybak, Małecki, Markiewicz – w barwach Mostostalu Kędzierzyn-Koźle, Galaksji AZS Częstochowa i Bosmana Morze Szczecin. A ci ostatni na dodatek przegrali z Wawelem 2:3…
Po spadku w 2001 roku, obiekt znowu przejęli na wyłączność tenisiści, a dzisiaj administruje nim wojsko. I być może wybiorą się tam, w podróż sentymentalną, siatkarze.

Jesteśmy po spotkaniu z prorektorem AGH, prof. Zbigniewem Kąkolem; uczelnia zadeklarowała, tak jak dotąd, sporą pomoc – opowiada Adam Matyszczak. – Mogą być jednak problemy z obiektami przy Piastowskiej, które są coraz bardziej „obłożone” przez zajęcia ze studentami, dlatego przeprowadzka na część treningów i mecze stworzyłaby nam lepsze warunki.
Wybrany niespełna trzy miesiące temu prezesem Wawelu, Dariusz Saletra prowadzi rozmowy z gen. dyw. Jerzym Biziewskim, dowódcą 2. Korpusu Zmechanizowanego, w którego gestii pozostają tereny przy Rakowickiej. – Niedawno WKS Wawel przejął od Agencji Mienia Wojskowego strzelnicę na Pasterniku – opowiada Saletra, przez lata związany z wojskiem jako zawodowy oficer. – Udostępnialibyśmy ją żołnierzom w rozliczeniu za halę. Do zaoferowania mamy również stadion, na którym mogłyby się odbyć próby i konkursy orkiestr wojskowych. Armia nie może zarabiać na swoich obiektach, dlatego wszystko byłoby zawarte w umowie barterowej. Liczę, że już w czerwcu ją podpiszemy. Mamy łącznie siedem sekcji i pół tysiąca sportowców. Uweażam, że aby przetrwać jako klub wielosekcyjny, musimy znowu połączyć siły z wojskiem, jak dawniej, kiedy Wawelowi wiodło się całkiem dobrze.
PAWEŁ FLESZAR

Skomentuj