Północ na przesyłowych łączach

Z najbliższym przeciwnikiem Wisły trenuje rutynowana siatkarka, natomiast decyzje administracyjne w sprawie ostatniego przeciwnika Elitesek zostały odroczone.

Od tygodnia ze Spartą Warszawa ćwiczy środkowa Katarzyna Wysocka. – Na razie robi to właściwie równolegle do nas – precyzuje szkoleniowiec stołecznej drużyny, Marek Hertel. – Rozpisuję jej plan, a on go realizuje w porze naszych zajęć. Kasia nie grała dwa lata, ma spore zaległości. Szacuję, że niezłą dyspozycję fizyczną powinna odzyskać w styczniu lub lutym.
Wysocka ma 33 lata i 182 centymetry wzrostu, jest rodowitą warszawianką i do wyczynowej kariery startowała w tamtejszej Skrze. Przez wiele sezonów występowała w ekstraklasie polskiej – w Stali Mielec, Nafcie/Farmutilu Piła, MKS Dąbrowa Górnicza, AZS Białystok – i austriackiej: w Volley Insbruck. W barwach pilskiego zespołu dwukrotnie zdobyła wicemistrzostwo kraju.

Już w najbliższą niedzielę Spartanki podejmą AGH Galeco Wisłą Kraków. Dotychczas w siedmiu spotkaniach nie zdobyły nawet seta, po sezonie zasadniczym czeka je pewnie walka o utrzymanie, ale wówczas – wg obowiązującego regulaminu – wcześniejszy dorobek zostanie skasowany. – Wystartujemy z czystym kontem i będziemy mieli szanse na pozostanie w lidze – przytakuje trener, który przez kilkanaście lat był związany z SMS Spała, m.in. jako dyrektor. – Ważne, żeby do tego momentu nie poddawać się i nie załamywać, walczyć z każdym. Nie ukrywam, że jest ciężko, choćby w sferze psychicznej, bo takie porażki nie przechodzą bez śladu. Na szczęście, mamy rozgrywki juniorek, w którym dziewczynom idzie świetnie i mogą poczuć smak zwycięstwa. Identyczną sytuację mieliśmy w Spale, kiedy chłopcy dostawali często „bańki” w lidze – staraliśmy się organizować im sparingi z przeciwnikami w ich zasięgu, bo inaczej trudno było ich mobilizować do pracy.

Szkoleniowiec wyjawia, że włącznie z Wysocką chciałby mieć trzy nowe zawodniczki, zdolne pociągnąć za sobą drużynę; toczą się rozmowy z kandydatkami do tej roli. Ciągle wraca do pomysłu wypożyczenia Igi Chojnackiej, która jest w kadrze Siódemki Legionovii, ale ma znikome możliwości występów w Orlen Lidze. – Nawet niedawno znowu rzuciłem ten temat; nie wiem, czy coś z niego wyjdzie, ale byłoby to korzystne, i dla nas, i dla niej. Generalnie, gdyby udało nam się uchronić przed degradacją, byłaby to piękna sprawa. A wszystko co piękne rodzi się w bólach – podsumowuje sentencjonalnie Marek Hertel.

„Bóle” to słowo trafnie opisujące również egzystencję I-ligowej Stali Mielec, targanej problemami organizacyjno-finansowymi. Drużyna, która wczoraj w Krakowie odpadła z Pucharu Polski (relację można przeczytać TUTAJ), pozostaje ciągle na celowniku komisji licencyjnej PZPS. – Dzisiaj do północy chcemy otrzymać od klubu dokumenty świadczące o ugodach zawartych z zawodniczkami, wobec których ma zaległości z poprzedniego sezonu – wyjaśnia przewodniczący komisji, Paweł Wachowiak. – Jak mają je wysłać? Fax, poczta, e-mail – każdy sposób jest dopuszczalny. Kiedy dostaniemy dokumenty, będziemy mogli je zanalizować i wtedy zwołamy posiedzenie.
Wachowiak, prezes Dolnośląskiego ZPS, był też członkiem poprzedniej komisji, która przyznała Stali licencję niedługo przed startem ligi. – Wówczas przedstawiciele klubu byli na spotkaniu w PZPS, zobowiązali się do pewnych rzeczy – wspomina przewodniczący. – Teraz powinni pokazać, jak te zobowiązania realizują. Mamy też kontakt z druga stroną – pełnomocnikiem wspomnianych zawodniczek – i na pewno będzie ona wysłuchana.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.