Polsko-japoński majstersztyk

Po bardzo ciekawej konfrontacji, w której jednak popełnili wiele, nierzadko koszmarnych, błędów piłkarze Cracovii ulegli Lechii w Gdańsku, 1:3.

Pewnie każdy grywając w młodości na podwórku dawał albo odbierał „fory”, w myśl których słabsza drużyna zaczynała mecz od przewagi, nawet kilkubramkowej (wariacją lekkoatletyczną był krótszy dystans dla wolniejszych biegaczy). „Pasy” kultywują tę sympatyczną, acz nieco protekcjonalną, zasadę w profesjonalnym futbolu. W spotkaniach T-Mobile Ekstraklasy jej przeciwnicy otrzymują prowadzenie na ogół jako pierwsi, zwykle w darze.
Dzisiaj, na PGE Arenie, mogli rozpakować prezent już w 1. minucie – po fatalnym wyrzucie z autu i złym przyjęciu goście stracili piłkę na własnej połowie, a Paweł Buzała znalazł się sam na sam z bramkarzem. Jednak groteskowo zainicjowana akcja, groteskowo się skończyła, gdyż napastnik poślizgnął się i przewracając – kopnął obok słupka. Precyzji nie zabrakło w 8. minucie Marcinowi Pietrowskiemu – po centrze z wolnego Piotra Wiśniewskiego i strąceniu Jarosława Bieniuka, przy biernej postawie rywali, uderzył z ostrego kąta idealnie przy słupku.

Przy zwyczajowym 0:1 krakowianie ruszyli do ataków i już w 22. minucie mogli wyrównać, kiedy Edgar Bernhardt dośrodkował, a Dawid Nowak wyskoczył zza pleców Bieniuka, rzucił się szczupakiem, jednak po jego główce z pięciu metrów futbolówka tylko otarła się o zewnętrzną płaszczyznę słupka. 1:1 zrobiło się za to, gdy Bernhardt przeprowadził drugą w rankingu najładniejszą akcję meczu. Ruszył od prawej flanki, przyspieszeniem minął dwóch przeciwników, wymienił podanie z Krzysztofem Danielewiczem, wpadł między dwóch kolejnych, dalej w pole karne, gdzie kopnął szpicem ostro i dokładnie w długi róg.
Przyjezdni nie poszli jednak za ciosem, zgubili też kilka piłek konstruując ataki. O mało nie zostali skarceni tuż przed przerwą, gdy Piotr Grzelczak miał dogodną pozycję z lewej strony bramki, lecz zagrożenie zażegnał paradą Krzysztof Pilarz.

Start II połowy i kolejny suwenir – Sławomir Szeliga z własnej „szesnastki” podaje pod nogi gdańszczaninowi, Grzelczak uruchamia Wiśniewskiego, a ten trafia do siatki obok golkipera. W następnych pięciu minutach Cracovia jest jak bokser po nokaucie, zamroczony i chwiejący się na nogach. Na jej szczęście, przytomność zachowuje Pilarz, broniąc swój zespół przed utratą dwóch goli (po strzałach Buzały i Bieniuka – głową z trzech metrów), a przy trzeciej okazji Deleu pudłuje po własnym świetnym rajdzie.
W 67. minucie zaś Grzelczak został zablokowany w polu karnym przez defensorów. Wówczas jednak „Pasy” już opanowywały sytuację i zaczęły się odgryzać. Uderzenie Adama Marciniaka sparował jeszcze bez problemu Sebastian Małkowski, lecz niedługo potem krakowianie niemal wjechali do jego bramki. Saidi Ntibazonkiza wypuścił prostopadłym podaniem Nowaka, ten zaczął zwalniać doganiany przez jednego z miejscowych, ale idealnie wycofał do Danielewicza. Temu ostatniemu w egzekucji z kilku metrów przeszkodziła wyciągnięta noga przeciwnika.

Generalnie jednak goście razili niechlujnością w grze: podaniami do siebie nawzajem posyłanymi nie w tempo bądź niecelnie, prostymi stratami.
Lechia natomiast pokazała, że żadne fory nie były jej potrzebne. W 80. minucie dwukrotnie mógł podwyższyć rezultat Pietrowski, lecz najpierw ubiegł go Pilarz, a za moment sam pomocnik przyłożył na wiwat z 14 metrów.
Nie było już odwołania po kombinacji Buzały i Daisuke Matsui, którzy ustalili wynik, kładąc jednocześnie wisienkę na torcie tego efektownego widowiska. Polak wpuścił Japończyka w pole karne podaniem piętą i w ten sam sposób dostał piłkę zwrotnie. Dwóch oszukanych zawodników „Craxy” mogło się tylko odwrócić i podziwiać jak Buzała z dziesięciu metrów uderza pod poprzeczkę.
Świadkami tego majstersztyku byli też trzej rodacy Matsui, którzy jednak sędziowali konfrontację, więc nie wypadało im klaskać.
PAWEŁ FLESZAR

LECHIA Gdańsk – CRACOVIA 3:1 (1:1)
Bramki: Pietrowski 8, Wiśniewski 47, Buzała 84 – Bernhardt 25. Sędziował: Yudai Yamamoto (Japonia). Żółte kartki: Dawidowicz – Kosanović. Widzów: 14 735.
LECHIA: Bąk (46. Małkowski) – Deleu, Bieniuk, Madera, Pazio – Dawidowicz, Pietrowski – Wiśniewski (74. Matsui), Frankowski, Grzelczak – Buzała (85. Tuszyński). Trener: Michał Probierz.
CRACOVIA: Pilarz – Kuś, Żytko, Kosanović, Marciniak – Szeliga (70. Budziński) – Bernhardt, Danielewicz, Straus (81. Boljević), Steblecki (55. Ntibazonkiza) – Nowak. Trener: Wojciech Stawowy.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.