Półtorej godziny bez podpórki na ławce

Mimo przewagi przez większość spotkania i rzutu karnego, piłkarze krakowskiej Wisły zremisowali na własnym stadionie z Legią Warszawa, 0:0.

Kiedy wraz z pierwszym gwizdkiem miejscowi kibice wyprodukowali potężną chmurę gęstego, ciemnego dymu i poczęli wymachiwać w nim czerwonymi racami, swoją petardę odpalił też z ponad dwudziestu metrów Adam Mójta. Paradą zapobiegł stracie gola Arkadiusz Malarz i tak rozgrzany interweniował pewnie już do końca. Po upływie pół godziny i centrze z lewej strony Zdenka Ondraszka, pięścią, hakiem wybił piłkę tuż sprzed głowy Mateusza Zachary, ale punkt uratował swojej drużynie w 82. minucie. Paweł Gil, który nie podyktował karnego niedługo wcześniej, gdy futbolówkę łokciem wybił spadający bezwładnie Michał Pazdan (co przypłacił zresztą kontuzją barku), teraz już wskazał na „wapno” po ręce Adama Hlouska. Tyle że Denis Popović sprawiał wrażenie, jakby się skradał, trzykrotnie się zatrzymywał, w efekcie uderzył lekko, a frunący w powietrzu golkiper sparował to tuż przy słupku.
– Choć było 0:0, mecz miał swoją dramaturgię i był bardzo ciekawy. Powinniśmy uszanować ten remis, bo zmierzyliśmy się z dobrym przeciwnikiem. Nie wiem, w czym Wisła miałaby być słabsza od drużyn z czuba tabeli – uważa Aleksandar Vuković, który prowadził Legię po raz pierwszy od zdymisjonowania Besnika Hasiego. Zwierza się, że wszystko spadło na niego nagle, zależało mu, aby postawa jego podopiecznych wyglądała przynajmniej przyzwoicie. Wydaje się jednak, że trudno mu uwolnić się od piętna tymczasowości. Nie pomagają w tym nawet teoretycznie bliscy mu ludzie, wszak zmieniony w 64. minucie jego rodak Miroslav Radović nie skręcił, aby podziękować komukolwiek, na czele z trenerem, tylko poszedł wprost do szatni.

Krakowianie od początku mieli inicjatywę, a zdobywali ją wysokim pressingiem i twardą walką. Przyjezdni odpowiadali ostro, w pewnym momencie, po faulu Pazdana przy linii bocznej, wywiązały się zaczątki bijatyki. Sporo było dośrodkowań miejscowych ze skrzydeł w „szesnastkę”, lecz brakło im precyzji.
W końcówce pierwszej połowy i przez dobry kwadrans drugiej ich akcje wytraciły tempo, przeszły na tryb: „dzida do przodu, a nuż coś się uda”. Wyłączyli się zawodnicy, którzy ciągnęli dotąd zespół: Popović i zasuwający jak mały samochodzik Patryk Małecki (wcześniej nigdy nie brakowało go na lewej flance w ataku i przy Guilherme w obronie).
Warszawianie, którzy przed przerwą mieli jedną i to tylko potencjalną sytuację (niespodziewanie do Aleksandara Prijovicia dotarła wrzutka Radovicia, ale tuż przed strzałem zgarnął mu ją sprzed nosa Richard Guzmics), teraz częściej stwarzali zagrożenie. Ładnie główkował Pazdan, a Guiherme kopnął bez przyjęcia futbolówkę, która trafiła mu pod nogi po złym wybiciu przeciwników. W obu przypadkach na posterunku stał Michał Miśkiewicz.
Wiślacy przetrwali ten okres bez roszad w składzie, które nie nastąpiły zresztą aż do finału. – Jeśli wszystko funkcjonuje, to po co zmiany – tłumaczył z uśmiechem ich szkoleniowiec, Dariusz Wdowczyk, ale chyba trochę nadrabiał miną, nie mając dużego wyboru na ławce rezerwowych. Podczas czwartkowych zajęć odnowiła się nawracająca kontuzja Pawłowi Brożkowi i dzisiaj tuż przed konfrontacją zapadła decyzja, że jednak nie wybiegnie na murawę, choć był już wpisany do zestawienia rozdanego na kartkach dziennikarzom.

Po godzinie ekipa „Białej Gwiazdy” znowu przejęła inicjatywę, co zaowocowało przede wszystkim opisywanym karnymi – podyktowanym i ewentualnym – oraz plastycznym, efektownym wolejem Krzysztofa Mączyńskiego, który nieznacznie minął słupek.
Inna sprawa, że stołeczni mogli przechylić szalę na swoją korzyść. Najpierw Prijović po zablokowaniu Mójty biegł przez około 60 metrów, ale ambitna pogoń Macieja Sadloka dała mu powodzenie, potem Michaił Aleksandrow główkował z siedmiu metrów, lecz wprost w Miśkiewicza, który odruchowo zasłonił się rękami, aż wreszcie, w doliczonym czasie, piłkę sprzed linii bramkowej wybił Boban Jović.
Vuković podkreśla jednak po raz kolejny, że muszą być zadowoleni z wyniku i poprawy w defensywie: – Jeśli weźmiemy pod uwagę, jakie mieliśmy dotąd problemy ze stałymi fragmentami, to przy tylu, ile dzisiaj wykonywała Wisła, mogło się skończyć naszym pogromem. A my ze wszystkim sobie poradziliśmy, nawet z karnym.
– Piłkarze wykazali się wielką odpowiedzialnością i mądrością – Wdowczyk chwali podopiecznych, którzy pozostaną po tej kolejce na ostatnim miejscu w Lotto Ekstraklasie. – Jeśli dalej będziemy się tak prezentować, to nie będziemy mieć problemów w lidze.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – LEGIA Warszawa 0:0
Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Żółte kartki: Popović, Mójta, Jović – Pazdan, Guilherme, Czerwiński, Broź. Widzów: 19 477.
WISŁA: Miśkiewicz – Jović, Guzmics, Sadlok, Mójta – Boguski, Mączyński, Popović, Małecki – Zachara – Ondraszek. Trener: Dariusz Wdowczyk.
LEGIA: Malarz – Broź, Czerwiński, Pazdan (78. Rzeźniczak), Hlousek – Jodłowiec, Moulin – Guilherme, Radović (64. Hamalainen) – Nikolić (81. Aleksandrow), Prijović. Trener: Aleksandar Vuković.

Pozostałe wyniki i tabelę Lotto Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.