Poślizg na (Mieście) Soli

Siatkarki Karpat zawitały do Wieliczki, aby – wyrównując zaległości w liczbie spotkań – przejąć fotel lidera grupy IV od pauzującego w tej kolejce Developresu Rzeszów. Innego zdania były dziewczęta z miejscowego MKS MOS, niespodziewanie zabierając krośniankom punkt i najprawdopodobniej – triumf w części zasadniczej sezonu.

Mecz, który stał na niezłym, jak na II ligę, poziomie, zakończył się w niesztampowy sposób: zwyciężczynie zeszły z parkietu ponure, z opuszczonymi głowami, a przegrane były wyraźnie zadowolone.
– To nasza porażka – powtarzał Zbigniew Sobolewski, wiceprezes Karpat, które pokonały wieliczanki, 3:2. Aby wyprzedzić Developres, musiały jednak zdobyć dzisiaj trzy punkty. – Wydawało im się, że to formalność, bo przyjeżdżają do przeciwnika z dołu tabeli; tymczasem Wieliczka, która i tak zagra w play out i ten wynik do niczego nie jest jej potrzebny, nie chciała nic im oddać – z mieszanką ironii i goryczy mówił Sobolewski.
– To już kolejny dobry występ dziewczyn – cieszył się trener ekipy z Miasta Soli, Grzegorz Stareńczak. – Ale powiedziałbym, że przed dwoma tygodniami w Biłgoraju zaprezentowały się jeszcze lepiej, choć nie zdobyły wtedy punktów.
Dzisiaj poza nawias należy wyciągnąć drugiego seta, który wyglądał tak, jak pewnie większość spodziewała się, że będzie wyglądała cała konfrontacja. Przyjezdne prowadziły 9:1, 10:5, 12:5, 14:7, 17:8, 21:8; wychodziło im wszystko i gdyby nie zdekoncentrowały się trochę przy stanie 24:11, psując kilka piłek, wygrałyby znacznie wyżej niż 25:17.

Poza tym jednak gospodynie wprowadzały w stan permanentnego poślizgu krośnieńską maszynę, która w tym sezonie tak dobrze funkcjonowała (zwłaszcza dwukrotnie wyraźnie górując nad Developresem).
Zaczęły spotkanie od czujnej postawy na siatce i w obronie (wybierały nawet uderzenia Katarzyny Nadziałek lewą ręką z drugiej piłki), punktując na 5:2, 7:4, 9:5, 12:9, 14:12, 16:14. Grały bardzo zespołowo (niezłą zmianę dała też Olga Klocek), lecz wyróżniały się – niezwykle skuteczne na krótkiej i w bloku – środkowe, Izabela Bałucka i Marta Świerczyńska. Armat ekipy gości nie dało się jednak zbyt długo zamknąć w piwnicy, wyrównały na 19:19, 21:21, 23:23. Doszło do długiego i emocjonującego finiszu, w którym miejscowe miały 3 setbole, a rywalki cztery. Wszystko jednak przyćmiła Sylwia Bielecka, dając fantastyczny, instruktażowy popis gry na libero. Przyjmowała lub broniła prawie w każdej akcji, niekiedy interweniując wręcz sekwencyjnie, np. podbijając mocny strzał na ósmym metrze i tuż potem asekurując 1,5 metra od siatki zablokowaną koleżankę.
Remis 29:29 przełamała Bałucka, niemal bokiem wrzucając piłkę w pole krośnianek, a potem popełniły one błąd przejścia dołem (31:29).

Na ile w trzeciej odsłonie wieliczanki potrafiły z chłodną głową poruszać się po kwadracie: serwis – wyblok – obrona – kontra, na tyle wynik był dla nich korzystny (11:9, 18:16, 19:18, 20:19). Inaczej traciły inicjatywę (3:6, 6:8, 8:9, 12:14, 15:16, 20:21). Ostatnie przewagi dała im Katarzyna Świeży, ale końcówka – rozpoczęta asem Aleksandry Witkoś – należała do mądrze zwalniającej rękę w ataku i „czapującej” Iwony Grzegorczyk (21:24). Przy 23:24 zaś opanowaniem wykazała się, zatrzymana w poprzedniej akcji, Joanna Beda (23:25).
Karpaty objęły prowadzenie 2-1 i kiedy już wyciągały ręce po swoje, dostały siarczystego klapsa od dwóch serdecznych przyjaciółek: libero Aleksandry Urban (mimo choroby pilnie odrabiającej ćwiczenia zadane przez 5 lat starszą Bielecką) i niewygodnie zbijającej Niny Suchan. Ten duet utrzymał kontrolę dla MKS MOS, a potem dobrze taktycznie pokierowała ofensywą Katarzyna Borowska. Wcześniej nie zawsze dokonywała najlepszych wyborów, ale w tym okresie wyeksponowała najwłaściwsze atuty swojego zespołu – 6:4, 11:5, 13:7, 16:9, 18:11, 18:14, 20:14, 20:16, 23:16, 23:18, 25:18 – ozdabiając to pojedynczym blokiem nad znacznie wyższą rywalką.

Miłe powitanie tie-breaka zapewniła partnerkom Magdalena Tyrańska (4:2), ale po drugiej stronie udanie zameldowała się, po raz pierwszy wysłana wtedy na boisko, Kinga Czarnowska, swoje robiła Bielecka, więc to krośnianki na ogół uciekały (4:5, 6:8, 7:11, 10:12, 12:14 – as Agnieszki Dziadosz), a gospodynie goniły (6:6, 10:11 – dobra passa Bałuckiej, 12:12 – as Borowskiej, 14:14 – Tyrańska, a potem Świeży z Bałucką). W finale Beda uderzyła ostro, a Natalia Perlińska miękko oburącz wrzuciła piłkę do linii bocznej (14:16).
Co dopełniło siatkarską definicję hasła „pyrrusowe zwycięstwo” (ogólnie – jest to zwycięstwo osiągnięte dużym kosztem, z dużymi stratami)…
PAWEŁ FLESZAR

MKS MOS Wieliczka – PWSZ KARPATY Krosno 2:3 (31:29, 17:25, 23:25, 25:18, 14:16)
Sędziowali: Piotr Lenart (Będzin) i Wojciech Targosz (Bielsko-Biała). Widzów: 200.
MKS MOS: Borowska, Tyrańska, Bałucka, Suchan, Świeży, Świerczyńska oraz Urban (l), Klocek, Kerep, Durbas, Krzysiek. Trener: Grzegorz Stareńczak.
KARPATY: Nadziałek, Paluch, Dziadosz, Grzegorczyk, Beda, Perlińska oraz Bielecka (l), Witkoś, Halasz, Czarnowska. Trener: Dominik Stanisławczyk.

Komentowanie zablokowane.