Potwór coraz straszniejszy

W meczu o trzecie miejsce turnieju w Łańcucie koszykarze AGH pokonali Gimbaskets Przemyśl, 72:55, a grę zdominował zdobywca 1/3 punktów krakowian, Bartłomiej Podworski.
Zaczął je gromadzić ledwo przebrzmiał pierwszy gwizdek, przy 4:0 wszystkie były jego, a przy 10:4 podzielił się zdobyczą ze swoim sąsiadem ze studenckiej kwatery, Michałem Borówką. Po „trójce” innego wysokiego akademików, Macieja Maja było 13:6, ale do końca kwarty goście nie pozwolili już zwiększać przewagi (20:15), a w drugiej jeszcze ją zmniejszyli (38:35).
Udanie prezentowali się rozgrywający, bracia Kacper i Wiktor Majka, sekundował im wyższy, ale równie ruchliwy Tomasz Krzywdziński. Generalnie, wokół doświadczonego Artura Mikołajko biegała sama młodzież. – Obiecaliśmy tym chłopakom, że skoro tyle lat trenują, to wreszcie dostaną szansę pokazania się – prowadzący dzisiaj przemyślan Krzysztof Młot wyjaśnia, skąd taki profil teamu, w minionym sezonie naszpikowanego rutyniarzami. – Po kontuzjach powinni jeszcze wrócić Grzesiek Płocica, a później Michał Kindlik. Natomiast na Bartka Bala liczymy raczej w II rundzie – uzupełnia.

Tuż po przerwie Mikołajko wyrównał z dystansu na 38:38, ale to był ostatni głośniejszy akcent Gimbasketsu, bo wynikiem szarpnął rodowity przemyślanin, a od tego sezonu grający II trener AGH, Andrzej Urban. W pojedynkę zaświecił na tablicy 47:38, Tomasz Zych podwyższył na 49:38 i odtąd już ich przewaga nie spadła poniżej 10 „oczek”.
Zadbał o to zwłaszcza Bartek, zwany przez kolegów „Potworem”, hulający po krótkich łukach wokół tablicy, dobijający z bezpośredniej odległości, pewnie finalizujący akcje 2+1.
Z zainteresowaniem przyglądał mu się Dariusz Kaszowski, trener czołowego pierwszoligowca, Sokoła Łańcut, przeciwko któremu nieźle zaprezentował się już poprzedniego dnia (opisywaliśmy to TUTAJ). – „Kasza”, bierz tę trzydziestkę trójkę! – w typowym dla siebie stylu nie bawił się w dyplomację Władysław Dyląg, który w roli kierownika drużyny blisko 40 lat spędził na ławkach kilku klubów, pamięta ostatnie chwalebne chwile Resovii, a teraz pomaga Sokołowi.

Podworski miał też spektakularne sekwencje, na czele z przechwytem w swojej strefie obronnej przy linii bocznej, podaniem na połowę do partnera i biegiem przez 3/4 boiska, uwieńczonym dwutaktem bez kozła. Biorąc pod uwagę jego 207 centymetrów wzrostu i około 120 kilogramów wagi oraz szybkość i przebojowość – dało to efekt pociągu ekspresowego, przejeżdżającego przez prowincjonalną stację. W defensywie zdarzyło mu się też gruchnąć na parkiet po wyrwaniu piłki rywalowi i z leżenia odrzucić ją na obwód do Roberta Kolki, albo osaczyć na środku i zmusić do straty Mikołajkę, który był dla niego wzorem, kiedy przed kilkunastoma miesiącami wypożyczano go do Gimbasketsu.
Poza tym zderzył się tak solennie z Wiktorem Majką, iż wydawało się, że obaj zakończą na tym dzisiejszy występ. Podworski staranował szczuplutkiego 17-latka (który „nieopatrznie wyszedł na tory”, jak zażartował ktoś z wisielczym humorem), ale i sam dotkliwie potłukł przy tym piszczela. Na szczęście, obaj po krótkim odpoczynku na ławce wrócili na parkiet, by z powodzeniem pracować na miano najlepszych zawodników swoich zespołów. Wiktor wyróżnił się przed swoim dawnym trenerem – wszak z Koroną Kraków prowadzoną przez Wojciecha Bychawskiego w sezonie 2013/14 awansował do turnieju finałowego mistrzostw Polski kadetów.

Wracając do Bartka – to 22-letni były pływak, który zaledwie od kilku sezonów zajmuje się basketem, a już dokonał olbrzymiego progresu. Co łatwo zauważy każdy, kto pamięta, ile razy zdarzało mu się nawet w miarę sprawnie obrócić z piłką, a ona uciekała mu z rąk, bądź wbijał nią gwoździa w tablicę, ku frustracji swojej i kibiców. Procentuje praca wykonana z Bychawskim i Piotrem Bielem, choć obaj – niezależnie od siebie – twierdzą, że zaczynem tego procesu było przyjście do zespołu Macieja Maja. – Tłuką się między sobą na zajęciach, głowy im odskakują od zderzeń, czasem prawie krwią broczą. Mówię: „rozdzielę was, bo krzywdę sobie zrobicie”, a oni przez zaciśnięte zęby zapierają się, że chcą dalej ćwiczyć razem. Bartek nabiera przy tym olbrzymiej koszykarskiej ogłady – przekonuje Bychawski. – Jest jednym z ludzi, którzy ćwiczą naprawdę dla siebie, nie z obowiązku, szuka wręcz okazji, żeby coś zrobić. Pierwsze efekty widać było już na finałach AMP, gdzie zagrał zajebiście. A wierzę, że to nie koniec postępów.
Zwycięstwo z Gimbasketsem to nie koniec sprawdzianów akademików przed rozpoczynającym się 3 października sezonem. W najbliższy wtorek mają podjąć przy Piastowskiej III-ligową AZS Politechnikę Kraków. – A potem chciałbym zagrać jeszcze w niedzielę, szukam rywala – mówi szkoleniowiec. – Chciałbym, aby te sparingi były jak pierwsza i druga kolejka ligowa: wprowadzały w rytm, przygotowywały chłopaków psychicznie.
PAWEŁ FLESZAR

Relację z meczu o 1. miejsce można przeczytać TUTAJ

AGH Kraków – GIMBASKETS Przemyśl 72:55 (20:15, 18:20, 15:8, 19:12)
Sędziowali: Michał Szybisty i Grzegorz Sowa.
AGH: Podworski 24, Maj 4 (1×3), Borówka 4, Zych 4, Krawczyk 3 oraz Kalinowski 10, Urban 9, Wojciechowski 8 (2×3), Kolka 6, Palmowski. Trener: Wojciech Bychawski.
GIMBASKETS: W. Majka 16 (2×3), K. Majka 13 (1×3), Krzywdziński 10 (2×3), Mikołajko 9 (1×3), Dratwa 2 oraz Strzępek 5, Szubart, Grzegorzak. Trener: Krzysztof Młot.

Komentowanie zablokowane.