Powroty na Wawelu

Mnie się wyniki nie śnią, do tego potrzeba wróżki, a tak późno wieczorem chyba nie jestem w stanie jej panu znaleźć – żartuje Jerzy Piwowar, pytany o szanse swojego zespołu na utrzymanie w II lidze już po sezonie zasadniczym. Gwarantowałoby to szóste miejsce, które w tej chwili Wawel AGH zajmuje, ale z tylko punktem przewagi nad Contimaksem MOSiR Bochnia. Jeśli krakowianie dadzą się wyprzedzić, będą musieli walczyć w nerwowej fazie play out. O wszystkim rozstrzygną cztery pozostałe do końca rundy kolejki, wiele może wyjaśnić już najbliższa, w której „wojskowi” zmierzą się w Lublinie z Politechniką, a Contimax podejmie Wisłoka Strzyżów.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Na pewno można powiedzieć już teraz – do ligowej siatkówki wrócił jeden z najbardziej utytułowanych i klasowych tutejszych trenerów, z którego nazwiskiem wiążą się największe sukcesy Hutnika. Po dłuższym okresie za granicą oraz stosunkowo krótkim – w Okocimskim Brzesko,  w ostatniej dekadzie Piwowar poświęcił się pracy w zakładzie siatkówki Akademii Wychowania Fizycznego. Na szkolenie drużyn dawał się namówić rzadko i niechętnie. – Musi to być „po coś”, klub powinien mieć cele większe niż tylko utrzymanie – uzasadniał kilka lat temu swoje motywacje. – Istnienie dla samego tylko przetrwania nie jest dla mnie wyzwaniem. Czy nie potrzebuję ciekawego zajęcia? Mam działkę i tam je mogę znaleźć…
Dzisiaj jednak w pełni zaangażował się w walczący właśnie o zachowanie statusu Wawel. I jak sam przyznaje, kiedy zadzwonił do niego z propozycją Jacek Litwin, zdecydował się w trakcie trzyminutowej rozmowy.

Dawniej uważałem, że doświadczeni trenerzy powinni prowadzić zespoły z aspiracjami do szybkiego zrealizowania, a takie, które wymagają dłuższej pracy, należy zostawić młodym – tłumaczy dwukrotny zdobywca mistrzostwa Polski. – Zmieniła się moją sytuacja życiowa, a z nią i poglądy; przeszedłem na emeryturę na AWF, mam więcej czasu, a jeśli ktoś chce z niego skorzystać, to ja już nie mam żadnych oporów… Co z działką? Strzygę trawę, grabię liście, przycinam drzewka; wykonuję najchętniej takie niewymagające zajęcia, bo zupełnie nie jestem specjalistą – śmieje się.
Ostatnio na widowni hal w których mecze rozgrywają pierwszoligowe Armatura Eliteski i Wanda Instal jego najczęstszym towarzyszem jest… największy przeciwnik, młodszy o pokolenie trener Contimaksu, Robert Banaszak. – Mój były zawodnik z Politechniki Kraków, bardzo sympatyczny człowiek – charakteryzuje Piwowar. – Sporo rozmawiamy w takich sytuacjach, ale ani przez pięć sekund nie schodzimy na temat naszej rywalizacji w II lidze…

Do siatkówki, a przy okazji i Wawelu, wrócił też kilkanaście miesięcy temu Adam Matyszczak, prezes sekcji siatkówki. Po raz pierwszy został jej szefem w 1999 roku, kiedy zapewnił dobrej sportowo, ale niedomagającej finansowo drużynie środki na bieżące wypłaty. I był to brakujący impuls, bo wygrywała ona mecz za meczem i awansowała do ówczesnej Serii B. Wycofał się natomiast w 2004 roku, kiedy Wawel nie mógł już utrzymać drużyny i sprzedał miejsce w II lidze.
Jest wziętym urologiem; tak jak wtedy, tak i teraz łoży na siatkarzy pieniądze własne i pozyskane od biznesmenów, poznanych dzięki praktyce lekarskiej.
Jeszcze jednym łącznikiem z tamtymi czasami pozostał Jarosław Kopański, kiedyś major służby czynnej, obecnie w stanie spoczynku, przy klubie niemal „od zawsze”, w różnych rolach. Był jego dyrektorem, obecnie jest kierownikiem sekcji siatkówki. I jak dawniej – spikerem na meczach ligowych.

Od lat, z przerwami, z siatkówką w Wawelu związany jest również Litwin. W 2010 roku był opiekunem ekipy, która awansowała z III ligi. Od tamtej pory jednak nad jej prowadzenie przedkłada sędziowanie w Plus Lidze Kobiet. – Trzeba z czegoś żyć – wyjaśnia, pytany o powody takiego podziału obowiązków. – Za jeden mecz w ekstraklasie dostaję tyle co za miesiąc w Wawelu…
Poza tym pracuje w Studium WF Akademii Górniczo-Hutniczej, gdzie – na obiektach przy Piastowskiej – Wawel AGH trenuje i rozgrywa mecze. Uczelnia jest zresztą głównym mecenasem zespołu, zapewniając także m.in. stypendia dla studiujących na niej zawodników. – To właściwie bardziej zespół AGH niż Wawelu – przyznaje Litwin. – Klub pokrywa około 15% budżetu: obóz przedsezonowy, opłaty do PZPS, część kosztów przejazdów. Na przyszłość, poza wkładem  uczelni, potrzebujemy około 50 tysięcy złotych, wtedy starczy nam na wszystko.

Sezon zaczął się dla siatkarzy Wawelu tragicznie. W lipcu zmarł na raka Henryk Kubica, który miał być pierwszym trenerem. Później drugą w ciągu roku kontuzję kolana – najpierw więzadła przednie, teraz łąkotka – odniósł jego syn Tomasz, rozgrywający zespołu. Z kolei typowanego na jego lidera, Pawła Golca wyłączył na całe rozgrywki uraz kręgosłupa.
Jest ciągle grupa zdolnych, młodych zawodników, którym jednak brakuje stabilizacji formy. – Dobrzy chłopcy, chętni do pracy – opisuje Piwowar.

Wśród jego zalet zawsze wymieniano m.in. umiejętność taktycznego przygotowania. – Drugiego dnia, kiedy „przeczyta” przeciwnika, zawsze trudniej się przeciwko niemu gra – komentowano w Serii B w sezonie 1999/2000, kiedy po długim rozbracie poznawał ligę, a mecze odbywały się systemem sobota-niedziela. – W tej chwili to nie jest najistotniejszy element; chodzi o to, żeby zawodnikom przekazywać informacje i stawiać zadania możliwe do spełnienia – waży słowa szkoleniowiec. – Kogo bym wyróżnił w składzie? Nie chcę tego robić; wszyscy się starają, a my zamiast chwalić – raczej wytykamy im błędy, żeby je poprawiać.
Niech pan popatrzy: ten gra drugi rok w II lidze, ten – drugi, ten – pierwszy, ten też… – Litwin wskazuje kolejno rozgrzewających się siatkarzy. – Potrzebują doświadczenia, które teraz zdobywają. Jeśli się utrzymamy, to na pewno zrobią postęp i w następnym sezonie nie mają prawa grać niżej niż w czołowej czwórce.
PAWEŁ FLESZAR

Skomentuj