Pracowita jak Pszczółka – Maja

Po meczu okresami stojącym na bardzo dobrym – jak na III ligę – poziomie, a jeszcze dłużej – emocjonującym, siatkarki Salosu Kraków uległy Maratonowi Krzeszowice, 2:3. Ekipa gości zawdzięcza zwycięstwo swojej skrzydłowej, która zdobyła blisko 40 punktów.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Maja Bodzęta gromadzenie tej niecodziennej zdobyczy zaczęła od pierwszego gwizdka – kiedy jej drużyna prowadziła 12:6, ona miała na koncie połowę urobku. I nie zatrzymywała się; zaliczyła trzy ataki z szóstej strefy, lecz gospodynie zaczęły otrząsać się z zaskoczenia. Poczynając od Katarzyny Krawczyk utrudniły serwis, były czujniejsze na siatce, coraz częściej ciężar brała na siebie Agnieszka Bakuła. Tak odrabiały straty (10:12, 13:13, 15:14), a kiedy Maja pomyliła się dwukrotnie – odskoczyły na 18:15. Współpraca stojącej w polu serwisowym Agnieszki Budziaszek i skaczących z przodu Bakuły, a przede wszystkim Katarzyny Rerak zaowocowała przewagą 23:16, sprawę zamknęła zaś, zagrywką w linię końcową, Rerak.

W drugiej partii Aleksandra Czapiga rzucała wysokie, spokojne piłki do bijącej pewnie Kaśki, jej koleżankom nie brakowało przytomności i sprytu (środkowa Magdalena Niedzielska, wystawiając sytuacyjnie, kiwnęła oburącz w martwe pole obrony rywalek), z kolei przyjezdne popełniały seryjnie błędy. Opanowały się przy stanie 19:12, goniły po podaniach Agnieszki Wójcik i Kingi Kret (as zaraz po wejściu na boisko) – 20:18, 21:19. Po trzech ścięciach Bodzęty doszły na 23:22, a wyrównała asem Magdalena Domagalska. Rozgrywającej Maratonu bardzo dobrze dzisiaj wychodził ten element – również w następnej akcji, bo piłka wróciła „darmo” na stronę krzeszowiczanek, jednak… kompletnie je zaskoczyła, spadając tuż za siatką. 24:23 i Rerak znowu dobija przeciwniczki asem.

Kiedy miejscowe sposobiły się do przyklepania zwycięstwa w trzeciej odsłonie (zainaugurowanej 2:0), na drodze stanęła im Maja. Po jej trzech zbiciach i asie na tablicy widniał rezultat 5:10, a od 10:12 skrzydłowa Maratonu była wszędzie. Trzykrotnie atakowała z lewej strony (12:18), potem ze środka (13:19) i z prawej (14:21), a tournee zakończyła za linią końcową – raz bezpośrednio asem (14:22), a w innych przypadkach korzystała z jej podań Katarzyna Bociek, dobijając i blokując (14:24). Ostatnią piłkę wrzuciła krakowiankom oburącz Domagalska.
Przyjezdne wtedy już  zagrywały mądrzej taktycznie, bo wcześniej trafiały głównie w libero Salosu, Weronikę Nowak, która radziła sobie bez problemów (po drugiej stronie właśnie od trzeciego seta zaczęła się udana passa Magdaleny Nowak).

To wszystko było tylko uwerturą do kolejnych, najbardziej zaciętych fragmentów. W czwartym secie Budziaszek uderzyła po skosie i poszła serwować, Rerak z refleksem reagowała przy siatce, więc zaczęło się od 8:2. Gospodynie jednak pogubiły się przy zagrywkach Kret i Agnieszki Dymacz – po dwóch asach tej drugiej było już 13:14. Odwróciły wynik atakami Ewelina Klita i Krawczyk (16:14, 17:15), ale odpowiedziały Bodzęta (dwoma ścięciami) i Domagalska (asem) – 17:17.
Wydawało się, że finalny sukces Salosowi zapewni Bakuła: przyłożyła z całej siły, za chwilę kiwnęła i poklepując się z koleżankami przy 20:18, powiedziała z naciskiem „I tak ma być!„. Potem dawała im prowadzenie 21:20 i – wejściem z II linii – 23:22. Wyrównała jednak Bodzęta, a następne punkty gospodynie oddały przejściem linii środkowej i uderzeniem w taśmę.
23:25, ale w tie-breaku krakowianki znowu wystartowały lepiej – 5:2, 7:4, 9:7, 11:8, 12:10.

Zarówno prowadząca Maraton Marta Kurek, jak i jej odpowiednik w Salosie, Michał Flaszowski, podkreślali olbrzymie znaczenie umiejętności radzenia sobie z presją. – U nich jak idzie, to idzie, gorzej kiedy trzeba przełamać passę przeciwnika – mówiła trenerka. – Głowa u tych dziewczyn odgrywa chyba decydującą rolę – wtórował jej Flaszowski.
Ale psyche ma ta laska!” – ładnie skomponował się z ich analizami pełen podziwu komentarz sędziny Aleksandry Cul podczas wyczynów Bodzęty w tie-breaku. Bo 16-latka zasuwała jak nakręcona. Nie bacząc, że w całym spotkaniu rywalki nie raz wybroniły jej zbicia, że Bakuła zablokowała ją na 13:11 – atakowała odważnie, a wstrzymywała rękę tylko do zabójczej kiwki. Tak zmniejszała przewagę miejscowych na 13:12 i 14:13. Wyrównała Dymacz, potem okazję odebrała krzeszowiczankom Bakuła (14:15 – 15:15). Trzeci meczbol gospodyń (16:15) był sygnałem do ich nagłego zejścia, gdyż mocne i sprytne uderzenia Mai przedzieliła asem Kret (16:18).

W najbliższą sobotę w Krakowie odbędzie się kolejna konfrontacja na szczycie – wicelider Maraton, zmierzy się z liderem, Bronowianką. Być może do tego czasu wyleczy się druga libero krzeszowiczanek, Joanna Woźniak.
Z kolei zajmujący trzecie miejsce w tabeli Salos czeka na cztery (w tym dwie z podstawowego składu) nieobecne dzisiaj zawodniczki: Agnieszkę Szafraniec, Monikę Dam, Judytę Oliprę i Klaudię Miętkę.
PAWEŁ FLESZAR

SALOS Kraków – MARATON Krzeszowice 2:3 (25:19, 25:23, 14:25, 23:25, 16:18)
Sędziowali: Andrzej Szymczyk i Aleksandra Cul (Kraków). Widzów: 50.
SALOS: Czapiga, Budziaszek, Rerak, Krawczyk, Bakuła, Niedzielska oraz W. Nowak (l), D. Nowak (l), Klita, Pszyk, Kubacka. Trener: Michał Flaszowski.
MARATON: Domagalska, Bodzęta, Bociek, Płatek, Dymacz, Wójcik oraz M. Nowak (l), Satora, Kret. Trener: Marta Kurek.

Wyniki i tabelę III ligi siatkarek można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.