Prawa fizyki po stronie gości

Po bardzo dobrym, ubiegłotygodniowym występie w Warce, koszykarze Wisły zanotowali dzisiaj znacznie gorszy na własnym parkiecie – ulegli PWiK Piaseczno 68:91.
Widząc ten wynik trudno być może  uwierzyć, że gospodarze mieli dwa okresy widowiskowej i bardzo skutecznej gry. W tym pierwszy na od startu, kiedy prowadzili 10:4, 14:7 i 19:10; pod koszami brylował Szymon Czepiec, a Tomasz Orlicki wyprowadzał zabójcze kontry – jedną uwieńczył podaniem kozłem za plecami, drugą wykończył sam – lay-upem prawą ręką z lewej strony.
A potem nastąpił blisko 7 minutowy fragment wyglądający jak walkower – 0:20… Wiślacy pudłowali z otwartych pozycji, a po drugiej stronie goście trafiali raz za razem. Dobrą passę na obwodzie mieli już wcześniej, teraz dołożyli do tego kontry i osobiste. Zrobiło się 19:30, zaraz 24:36, a konta Damiana Zaperta, Sebastiana Okoły i Dominika Majewskiego pęczniały od punktów (dwaj ostatni nie weszli na boisko jak zwykle w podstawowym składzie, ale pojawili się przed wspomnianą pogonią).

Szybkim atakiem napędzany przez Jakuba Krawczyka gospodarze zniwelowali część strat (31:37), ale niebawem wyhamowali się sami. Orlicki otrzymał przewinienie techniczne, Krawczyk złapał ofensywnego, a po drugiej stronie salwę oddali Okoła, Majewski oraz Andrzej Paszkiewicz, który zaliczył dwie „trójki” w ciągu pół minuty i schodząc na przerwę mógł zobaczyć na tablicy 33:51. Mimo tak dużej różnicy oba zespoły miały pretensje do sędziów. Najmniej parlamentarnie wyrażali je kibice Wisły, a najdowcipniej trener PWiK, Teodor Mołłow.
– Może zechce pan pójść na przerwę – opędzał się od niego sędzia.
– Ależ ja doskonale wiem, że jest przerwa i dlatego przyszedłem z panem podyskutować – mówił z ironicznym uśmieszkiem od lat zasiedziały w naszym kraju Bułgar. – Paszkiewicz wygarnął piłkę, wylatującą za linię, przeciwnik mu ją wybił, a pan przyznał im auta. Nawet fizyka nie pozwala na to, żeby to Paszkiewicz wtedy ją wybił.

Fani „Białej Gwiazdy” podczas pauzy prowokowali obraźliwymi okrzykami przyjezdnych. Tuż przed wznowieniem Zapert zawołał: „Już idę do was„, a groźbę zrealizował po koszykarsku: rzucając celnie zza linii trzech punktów, a potem wraz z kolegami windując przewagę. W ciągu niespełna pięciu minut wyniosła ona 33 „oczka” i spotkanie zostało praktycznie rozstrzygnięte.
W czwartej kwarcie miejscowi biegali ambitnie do końca, starali się w obronie (dwukrotnie przetrzymali rywali w 24-sekundowym limicie akcji), a dzięki niezłej dyspozycji w ataku – głównie Jakuba Dwernickiego – poddali rezultat lekkiemu liftingowi.
Prowadzący miejscowych Grzegorz Radwan powściągliwie („Robili błędy, ale i czegoś się nauczyli„) pochwalił grupę młodych zawodników, której dał dużo minut na parkiecie – bodaj najlepiej wykorzystał je Bartosz Woźniak. Nie mógł wystąpić Przemysław Urbanek, który osiągnął niezłą formę, ale niedawno skręcił nogę (dwóch zawodników zabrakło też w szeregach przyjezdnych).
Jak się okazuje, sytuację funkcjonującej na amatorskich zasadach krakowskiej ekipy skomplikowały ferie. – Musiałem wyjechać na szkółkę koszykarską, nie mogłem dopilnować seniorów, prowadziłem tylko piątkowe zajęcia – ubolewa Radwan. – Dlatego nie przygotowałem ich dobrze do tego meczu.
PAWEŁ FLESZAR

Relację z innego II-ligowego meczu, który w ten weekend odbył się w Krakowie można znaleźć TUTAJ

WISŁA Kraków – PWiK Piaseczno 68:91 (19:20, 14:31, 14:25, 21:25)
Sędziowali: Piotr Jaszczuk i Krzysztof Sokulski. Widzów: 120.
WISŁA: Dwernicki 17 (1×3, 4 zb.), Czepiec 15 (14 zb.), Krawczyk 12 (4 zb, 4 as., 4 prz.), Orlicki 4 (3 prz.), Ejiofor 0 (4 zb.) oraz Sulowski 8 (1×3), Góralski 4 (1×3), Woźniak 4, Kołodziejczyk 2, Depta 0. Trener: Grzegorz Radwan.
PWiK: Zapert 16 (2×3, 8 zb., 5 as.), Borkowski 9 (8 zb.), Pietrzak 7 (7 zb.), Jankowski 6 (6 prz., 4 zb.), Wójcikowski 5 (1×3) oraz Okoła 23 (1×3, 13 zb.), Majewski 18 (4×3), Paszkiewicz 7 (2×3, 7 as.), Szczepański 0. Trener: Teodor Mołłow.

Pozostałe wyniki i tabelę grupy C drugiej ligi można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.