Przedni smak pucharowej kiełbasy

Limanovia wcale nie była bardziej odległa od sprawienia kolejnej sensacji, w jakie obfituje Puchar Polski, niż wcześniej choćby Gryf Wejherowo. Wisła Kraków wygrała w Limanowej 2:1, dzięki powietrznej dominacji Michaela Lameya, który zdobył dwie bramki głową: pierwszą zamykając przy dalszym słupku dośrodkowanie Tomasa Jirsaka z wolnego, a drugą uderzając z bliska przy pierwszym słupku po centrze Czecha z rzutu rożnego (holenderski obrońca mógł zresztą zanotować jeszcze jedno trafienie już w I połowie, ale w bardzo podobnych okolicznościach nieznacznie chybił).

Oczywiście ewentualny awans gospodarzy musiałby być okupiony pewnymi warunkami. Przede wszystkim nieco większym szczęściem. Limanowianie i tak mieli go sporo, gdyż w II połowie świetną sytuację miał Jirsak, który spudłował stojąc 10 metrów od bramki, sam przed golkiperem. Jeszcze lepszą okazję (był bliżej) zmarnował później Rafał Boguski.
Z kolei w pierwszej połowie, gdy w nieco trudniejszych sytuacjach byli Jirsak i Andraż Kirm, z wyczuciem bronił Krzysztof Pyskaty (choć Słoweniec mógł podawać do Boguskiego, który znalazłby się przed pustą bramką).

Trener Limanovii, Marian Tajduś jest bratem rektora Akademii Górniczo-Hutniczej, prof. Antoniego Tajdusia. W żadnym razie jednak nie traktuje futbolu jak nauki ścisłej, inzynierskiej. Dzisiaj jego drużyna atakowała z rozmachem, nierzadko wręcz z inwencją. Kilka razy na polu karnym Wisły ziemia robiła się gorętsza po rajdach skrzydłem Krzysztofa Waksmundzkiego czy strzałach z dystansu jego kolegów. Zwłaszcza że obrona gości kilka razy się „zapętliła” jak to ma w zwyczaju, a Milan Jovanić z kolei wypuszczał bronione piłki (choć trzeba mu oddać, że dwukrotnie popisał się świetnymi interwencjami). Wreszcie, Junior Diaz sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Waksmundzkiego, za co mógł dostać nawet czerwoną kartkę. Kostarykańczykowi się upiekło (zobaczył „żółtko”), lecz nie drużynie. Krzysztof Skiba przepięknie uderzył w długi róg, prawie w okienko.
W drugiej połowie krakowianie już na ogół kontrolowali grę, miejscowi zanotowali tylko jedną naprawdę poważną akcję, kiedy Waksmundzki przedarł się lewą flanką uderzył, ale Jovanić pewnie złapał piłkę (a jeden z rywali czyhał już na dobitkę).

Związki między Limanovią a Wisłą są szerokie i mocne. Większość ludzi tutaj sympatyzuje z Białą Gwiazdą, a strategiczny sponsor i wiceprezes klubu z sądecczyzny, Zbigniew Szubryt reklamuje swoją firmę także na stadionie przy Reymonta.
Zakłady Wędliniarskie Szubryt wyrabiają między innymi kiełbasę limanowską, ale po pięknej przygodzie w PP, zaznaczonej wyeliminowaniem ekstraklasowej Lechii Gdańsk, powinny też pomyśleć o włączeniu do asortymentu kiełbasy pucharowej. Ma być lekko pikantna i niezbyt twarda. Łatwa w konsumpcji jak i dzisiejsza gra. Bo należy zaznaczyć, że mecz rozgrywany na niezbyt równym boisku okolonym siatką, mającą zatrzymywać piłki przed wpadnięciem do wody, dało się oglądać bez przykrości. Co go odróżnia od niejednego spotkania ekstraklasy…
PAWEŁ FLESZAR

LIMANOVIA SZUBRYT – WISŁA Kraków 1:2 (1:1)
Bramki: Skiba 43 – Lamey 14, 51. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Żółte kartki: Brud, Díaz. Widzów: 3000.
LIMANOVIA: Pyskaty – Basta, Banaszkiewicz, Kulewicz, Kępa – Pietrzak (82. Gadzina), Prokop, Wańczyk, Skiba (68. Ślazyk), Waksmundzki – Kiwacki (74. Chlipała). Trener: Marian Tajduś.
WISŁA: Jovanić – Lamey, Czekaj, Díaz, Paljić – Wilk, Jirsák (90. Szewczyk), Brud – Garguła, Boguski, Kirm (81. Stanek). Trener: Robert Maaskant.

Pozostałe wyniki Pucharu Polski można znaleźć TUTAJ

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*