Przełamanie na pożegnanie

Hutnik Kraków pokonał jedyną drużynę, z którą nie potrafił sobie poradzić w sezonie zasadniczym II ligi – Wisłoka Strzyżów. Za to utrzymana została tradycja zwrotów akcji i rozstrzygnięcia w tie-breaku.

Paradoksalnie, emocji było mniej niż to zwykle bywa w przypadku tak długiej rywalizacji, gdyż decydujące momenty setów zdarzały się na ogół przed końcówkami. Wyjątkiem był pierwszy, który pokazał też przewodni motyw dzisiejszej konfrontacji – niemożność utrzymania równego rytmu przez obie drużyny, objawiającą się m.in. seriami błędów.
Było 4:4 i 4:7, 8:8 i 9:13. Ataki Andrzeja Skórskiego (zastąpił w składzie Pawła Samborskiego, który wprawdzie wstał z łóżka, gdzie złożyła go grypa, ale dwie godziny spędził w kwadracie, opatulony dresami) i Pawła Golca, plus posłane bardzo wysokim lobem przez tego pierwszego podanie, które spadło niespodziewanie na linię końcową, a także obrona Łukasza Przybyły na drugą stronę niepodbita przez rywali – odwróciły wynik na 16:15.
Do 21:20 utrzymywał go Kamil Kołek, ale potem dostał „czapę”, a wcześniej jego kolega zaliczył jeden z dziesięciu serwisów zepsutych przez krakowian w tej partii. Zrobiło się 21:22 i odtąd goście byli o krok z przodu – 22:23, 23:24 – a dwa ostatnie ich punkty to zbicie Bartosza Soi i dotknięcie siatki miejscowych.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

W drugiej odsłonie częściej piłki dostawał Skórski, pociągnął zespół na 7:4, 11:6 i 14:10 (od 11:9), aktywny na środku był Leszek Klimczak, a potem – kiedy różnica zmniejszyła się do 15:14 i 16:15 – pałeczkę przejął od niego Marcin Góra. Włączył się Kołek, swoje dorzucili błędami goście i z 18:16 zaświeciło się 20:16, 22:17, 24:19, 25:20.
– Nie byliśmy dzisiaj w stanie utrzymać jakości i skuteczności; brakło też paru punktów zdobytych blokiem, które zwykle pomagają nam w końcówkach – analizował tego i pozostałe stracone sety grający trener gości, Piotr Podpora. Nierówną postawę swojego zespołu potwierdzał szkoleniowiec Hutnika, Mirosław Janawa: – To chyba wzięło się z pauzy, jaką mieliśmy w sobotę. Po półtora tygodnia przerwy wypadliśmy z uderzenia – uzasadniał.
Trzecia partia pokazała te bolączki, bo z wstępnego 4:1 równie szybko zrobiło się 5:5 i 9:11. Na lewej flance i w szóstej strefie fruwał niezbyt wysoki, lecz wyposażony w „windę” w nogach, Łukasz Krzysiak. Co ciekawe – dawno temu, w Błękitnych Ropczyce był kolegą innego „skoczka”, Skórskiego. Uderzenie tego drugiego wzbudziło natomiast największe kontrowersje, bo sędziowie odgwizdali aut, a piłka dosyć wyraźnie szła w dół, do góry (po rękach przeciwników) i w dół. Wynik brzmiał 10:12, a gospodarze „popłynęli” na 11:18, psując bądź rozbijając się o blok. Wprawdzie Skórski i Golec zdobyli od tego momentu po 3 „oczka”, zbliżając się na 18:21, ale dwukrotnie przerwał im Soja (18:23), który zamknął też sprawę na 20:25.

Hutnicy stracili już wówczas punkt w tabeli i łatwo było sobie wyobrazić, że wkrótce oddadzą dwa kolejne. Dobrze w czwartej części prezentowali się jednak obaj środkowi, sekundowali im partnerzy i rezultat ciągle był korzystny – 7:5, 10:6, 12:8, 12:11, 14;11, 18:12, 19:14. Podpora zrobił parę zmian, sam też opuścił boisko („Oszczędzanie na tie-breaka? Nie, ściągnąłem tych, co wtedy byli słabsi” – tłumaczył z humorem).
Krakowianie nieco się rozluźnili, dublerzy podjęli walkę (kilka zbić Konrada Litaka) i znienacka przewaga zmalała do 20:19. Bloki Kołka i Skórskiego, kontra Klimczaka po atomowym serwisie Kamila Maruszczyka (wrócił po miesiącu przerwy w występach spowodowanej kontuzją) i cios Golca rozwiały jednak wątpliwości. 25:21.
W ostatniej odsłonie już ich prawie nie było. Piotr Adamski, który zasłużył na pochwały za dobre wykorzystanie długimi fragmentami potencjału ofensywnego (zwłaszcza Skórskiego), zaczął od kiwki, a dalej pociągnął serią pocisków zza linii końcowej (w tym as). 7:1, 9:2, 11:3, popularny „Deska” zaś po raz drugi zgłosił aspiracje do miana najskuteczniej atakującego libero ligi. Znowu zrobił to „dyszlem” z II linii, a strzyżowanie stali jak wmurowani. Mały przestój zanotowała również ekipa z Nowej Huty, lecz otrzeźwiło ją podkręcenie kostki przez Górę, jednego z dwóch sprawnych obecnie środkowych. Okazało się jednak lekkie, Marcin schodził prawie nie utykając, zastępowany przez Bartosza Księżarka, a po akcji wrócił na parkiet. Spotkanie upływało przy zapisie – 12:7, 13:9 i 15:10, gdy Golec trafił w linię.

Drużyna Wisłoka jest pozytywnym zbiorowym bohaterem tego sezonu w II lidze. Latem straciła 4 podstawowych zawodników, zaczęła kiepsko, ale potem rozpędziła się do dziewięciu spotkań z rzędu, w których zdobyła punkty (w tym ośmiu zwycięstw). Jako jedyna dwukrotnie (po 3:2) pokonała Hutnika, wychodząc z wszelkich opresji (w drugiej konfrontacji miał on meczbole). Dzisiaj strzyżowianie natychmiast po ostatnim gwizdku uciekli do szatni.
– To nie wściekłość z porażki. Trzeba myć się i jechać do domu, jutro większość z nas idzie do pracy – śmiał się Piotr Podpora. – A jeśli chodzi o cały sezon, to cieszę, że nie jesteśmy chłopcami do bicia. Wychodzę z założenia, że nie powinniśmy patrzeć na punkty, wyniki, ale grać swoją „męczącą”, konsekwentną siatkówkę, bez „podpalania się”, ograniczając ilość błędów. A wtedy punkty przychodzą.
– Przełamaliśmy wreszcie Strzyżów! No i drugie szczęście, że Marcinowi nic się nie stało, to twardy góral – cieszył się Mirosław Janawa. Jego podopieczni w sobotę jadą do Krosna zmierzyć się z liderującymi Karpatami, a teraz mają sześć „oczek”, tyle samo co Błękitni Ropczyce, a o jedno ustępują Wisłokowi, który jednak rozegrał jeden mecz więcej.
Prawdopodobnie dzisiejsza konfrontacja była pożegnalną na pewien czas z obiektem na „Suchych Stawach”. Krakowianie ze względu na dojmujące zimno ostatnio coraz rzadziej tam ćwiczyli, nawet wczorajsze zajęcia przed meczem z Wisłokiem mieli w hali na os. Słonecznym. I tam też ma odbyć się 22 lutego konfrontacja z Błękitnymi Ropczyce. – Pozostało załatwienie kwestii technicznych: zegara, nagłośnienia, dodatkowych krzesełek – wyjaśnia trener i prezes Hutnika. – A czy tu jeszcze wrócimy, jak zrobi się cieplej? Zobaczymy, w środy chyba będziemy tu trenować. Niezłym pomysłem byłoby natomiast zagranie tutaj z Karpatami.
PAWEŁ FLESZAR

HUTNIK Kraków – WISŁOK Strzyżów 3:2 (24:26, 25:20, 20:25, 25:21, 15:10)
Sędziowali: Grzegorz Kaczmarzyk (Częstochowa) i Paweł Morawski (Poznań). Widzów: 130.
HUTNIK: Adamski, Skórski, Klimczak, Kołek, Golec, Góra oraz Przybyła (l), Maruszczyk, Księżarek. Trener: Mirosław Janawa.
WISŁOK: Przystaś, Podpora, Armata, Soja, Krzysiak, Goryl oraz Opoń (l), Cebula, Litak, Pamuła. Trener: Piotr Podpora.

Komentowanie zablokowane.