Przerwa na macierzyństwo i doktorat

Gdy postawiłam dziewczynki z klasy w rządku, według wzrostu, to Agnieszka stała na końcu, najmniejsza. Ludzie gadali, że przez protekcję ją wzięłam. A nikt z tamtej grupy nie zaszedł tak daleko jak ona, nawet do seniorekGrażyna Śrutowska wspomina czasy, kiedy pracowała w sportowej SP 87 w Krakowie. Jest impulsywną mamą dwójki spokojnych dzieci – Mateusza Śrutowskiego – trenera siatkarzy Politechniki Krakowskiej i nauczyciela w gimnazjum sportowym – oraz Agnieszki Rabki, utytułowanej rozgrywającej.
– My, z Mateuszem, też bywamy  impulsywni. Tak po prostu jesteśmy postrzegani – prostuje Agnieszka ze śmiechem. – A mama? Od lat dużo pracowała z dziećmi i chyba dlatego nie mogła być spokojna. Dla nas też chciała zawsze jak najlepiej i przeżywała wszystko co się z nami działo.
– I to ona namówiła ponoć do podjęcia studiów doktoranckich na krakowskiej AWF?
– Tak, no i mąż. Chciałam coś zrobić w kierunku siatkówki. Nie wiem, czy będę trenerem, nie mam dzisiaj sprecyzowanych planów. Studia doktoranckie dają przepustkę do pracy na uczelni. Może jedno i drugie?
– No i dają przepustkę do występu w akademickich mistrzostwach Polski. Pani zadebiutowała w nich w wieku 34 lat, wśród kilkanaście lat młodszych koleżanek. Mam takie głupie skojarzenie z komedią „Powrót do szkoły”, gdzie mężczyzna w średnim wieku poszedł na studia…
– Drugi czy trzeci raz z rzędu wyrabiam legitymację i dopiero teraz udało się z niej skorzystać (śmiech). Już wcześniej rozmawiałam z trenerem Uzarowiczem. Zawsze mówiłam „tak”, ale dotąd terminy się nie zgadzały. A skoro teraz miałam wolny czas, to chętnie pomogłam. Tradycyjne życie studenckie mnie omijało, tylko rok byłam zresztą na studiach dziennych. Teraz może nadrobię chociaż trochę na „ampach” (śmiech).
– To i tak godne podziwu, że grając ciągle w ekstraklasie, objeżdżając Polskę i Niemcy, skończyła pani studia.
– Ten rok dziennych zrobiłam grając jeszcze w Wiśle. W 1998 roku wyjechałam do Mielca i próbowałam kontynuować studia zaocznie. Tak się to ciągnęło, nie ciągnęło. Ostatecznie w Krakowie udało mi się zaliczyć dwa lata. Potem przeniosłam się do Bydgoszczy i tam dopiero skończyła licencjat na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego, plus jeszcze specjalność  dodatkową z gimnastyki korekcyjnej. Studia magisterskie zrobiłam natomiast, kiedy grałam w Muszynie i mogłam przyjeżdżać na zajęcia do Krakowa. Z przerwami, zawieszaniem i różnymi innymi urlopami – trochę długo trwało to moje studiowanie…
– Nie miała pani innego wyjścia, niż skończyć AWF. Mama – nauczycielka WF i trenerka siatkówki, tata – pracownik naukowy z tytułem doktora, trener lekkoatletyczny, brat – trener siatkówki, mąż – trener siatkówki. Takie otoczenie jasno wytycza drogę…
– Hahaha. No, tak. Ale nie było nacisków. A już na studiach doktoranckich chciałam spróbować niezależnie od namów. Był egzamin, rozmowa kwalifikacyjna. A że się udało, to próbuję dalej.
– Jaki ma pani temat dysertacji doktorskiej?
– Nie mam jeszcze; z braku czasu przekładałam otwarcie przewodu doktorskiego. Mam nadzieję, że teraz się uda. Na pewno temat będzie związany z siatkówką. Moja praca magisterska była o „Modelu mistrza” w siatkówce, więc doktorat pewnie też pójdzie w tym kierunku.
– „Model mistrza” to psychologia zawodniczki?
– Nie, to polega na udowodnieniu, że dana zawodniczka posiada predyspozycje fizyczne do bycia najlepszą w danej dyscyplinie. Robi się badania koordynacyjne, wzrostu, wagi. Robiłam je oczywiście na naszym zespole – Muszynianki.
– Materiał był dobry.
– No tak, mistrzynie Polski. Badałam też kiedyś kadrę za czasów trenera Matlaka, więc może w doktoracie zrobię jakieś porównanie. A na samych studiach zajęcia są raz w tygodniu – w środy. Trzeba zaliczyć dwa do trzech przedmiotów na semestr.
– Jak pani z tym wyrabiała? Przecież środek tygodnia to Liga Mistrzyń.
– Pierwszy semestr zawsze był ciężki. Czasami przyjeżdżałam, czasami nie. Musiałam liczyć na przychylność wykładowców.
– Skoro jesteśmy przy Muszyniance – dlaczego w tym roku przegrałyście mistrzostwo? Byłyście faworytkami.
– Zadecydował drugi mecz u nas, który przegrałyśmy. W Sopocie może dałoby się coś więcej ugrać, ale to po meczu w Muszynie najwięcej straciłyśmy. Powinnyśmy obronić tytuł mistrza, jak najbardziej był w naszym zasięgu. To nasza porażka.
– A jej powód?
– Trudno mi powiedzieć, to pytanie do trenera, albo kogoś innego.
– Przecież pani ma papiery trenera II klasy i na pewno ma pani własną koncepcję.
– Każdy jakąś opinie ma. Ale akurat moja jest tu najmniej potrzebna do wygłoszenia.
– Dyplomacja to też sztuka… Jakie ma pani plany na przyszłość?
– Na razie myślę o przerwaniu gry w siatkówkę i zajęciu się życiem rodzinnym.
– Mama dopomina się o wnuka?
– Mama już babcią została, brat spełnił oczekiwania (śmiech). Ale wydaje mi się, że to najwyższa pora, by zrobić przerwę.
– Wakacje w tym roku będą dosyć długie, ponad trzy miesiące.
– Na urodzenie dziecka trzy miesiące nie wystarczą (śmiech). A ja zdecyduję się raczej na macierzyństwo.
– Używa pani słowa przerwa, czyli chciałaby pani wrócić do siatkówki? W tym wieku, po roku bez treningu może być to trudne.
– Możliwe, że nie wrócę do ekstraklasy, ale jeśli zdrowie pozwoli powinnam sobie poradzić w niższej lidze.
– Wraca pani do Krakowa?
– Tak, mamy tutaj mieszkanie. Będzie też okazja, by coś zrobić z doktoratem.
– Przerwa to niezła okazja na małe podsumowanie kariery.
– Wszystko miło wspominam: w Mielcu trzy medale, w Bydgoszczy czy Bielsku zajmowałyśmy czwarte miejsca, ale zawsze walczyłyśmy o najwyższe cele. W Muszynie na pięć lat trzy złota i dwa srebra to chyba nieźle.
– A indywidualnie? Zwłaszcza w ostatnich latach pełniła pani niełatwą rolę – często musiała pani być rezerwową, ale zawsze gotową do gry.
– Cóż mogę powiedzieć? Trenuje się po to, żeby grać, ale kiedy wchodziłam z ławki też starałam się dawać z siebie wszystko. Byłam drugą rozgrywającą, ale starałam się dobrze wywiązywać z obowiązków.
– Widziałem sporo zawodniczek stojących w kwadracie z pretensjami do gry. Pani jest chyba bardziej układna?
– Może nie układna, ale wiedziałam, jaka jest moja funkcja. Byłam dublerką rozgrywających lepszych ode mnie, reprezentantek kraju. Próbowałyśmy się uzupełniać. Nie było zawiści, czy chęci udowodnienia czegoś. Miałyśmy pomagać zespołowi.
Rozmawiał PAWEŁ FLESZAR

Sylwetkę Agnieszki Rabki można znaleźć TUTAJ

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*