Przeskoczyć nad gazetą

Jak na ironię – drużynę działającą na małopolskich „Ziemiach Odzyskanych” stworzyli siatkarze odchodzący z klubu istniejącego w miejscu, które wbrew tradycji przypisane jest administracyjnie do Śląska.

Michał Skrzypiński, Maciej Rzędzicki, Krzysztof Szopa i Marek Nowak w minionej dekadzie występowali w I lidze w Energetyku Jaworzno, w mieście, które historycznie i geograficznie należało do Małopolski, a do 1975 roku – do województwa krakowskiego. Odtąd jednak administracyjnie znalazło się w województwie katowickim, a teraz śląskim.
– Ciężko nam było rozstać się z siatkówką, kiedy już skończyliśmy karierę w Energetyku. Pomyślałem, że można by jeszcze pograć w niższej klasie, a jednocześnie wypełnić zapotrzebowanie na siatkówkę w moim rodzinnym miasteczku – wspomina Skrzypiński. Pochodzi z Chełmka, który w latach 70. z województwa krakowskiego przewędrował do bielskiego, a po reformie 1998 r. – do małopolskiego. O takich terenach mówiło się wówczas żartobliwie „Ziemie Odzyskane”.
W 2010 roku zawodnicy dogadali się z prezesem działającego już w siatkówce żeńskiej Grunwaldu, że stworzą przy nim sekcję męską, zamiast powoływać nowy klub.

Teraz 32-letni Michał liczy, że uda się wystartować ze szkoleniem chłopców z Chełmka. Podkreśla, że zespół cierpi bez dopływu wychowanków, zresztą za jego czasów nie było lepiej. Jest samoukiem, występował w rozgrywkach amatorskich, jako swojego jedynego ówczesnego siatkarskiego opiekuna uważa szkolnego wuefistę Bogdana Sidorowicza. Dopiero po maturze trafił na studia na Akademię Górniczo-Hutniczą i do ligowej drużyny AZS AGH. – Jacek Litwin rekrutował mnie przez telefon: „To jak, mówisz, że masz dwa metry? To będziesz środkowym, chłopie” – wspomina Skrzypiński ze śmiechem.
Ostatecznie był środkowym lub atakującym, z akademicką ekipą bili się o II ligę, w kwietniu 2002 roku przegrywając w barażach. Na ten poziom trafił w sezonie 2004/2005 w barwach Okocimskiego Brzesko, a przez pięć kolejnych lat reprezentował pierwszoligowego Energetyka. Tłumaczy, że poza siatkówką nauczył się tam nastawienia, którego brakuje wielu zawodnikom, jakich spotyka w III lidze. – Nieważne czy występujesz play off o awans do ekstraklasy – a z czymś takim też miałem do czynienia – czy grasz meczyk na imprezie integracyjnej, gdzie wszyscy są „narąbani”. Musisz podejść do tego jednakowo, z takim zaangażowaniem na jakie cię stać i z chęcią zwycięstwa – przekonuje.

Przez trzy lata grającym trenerem był Rzędzicki, teraz tę funkcję przejął Skrzypiński. Młodszym kolegom poza wspomnianą mentalnością chciałby wpoić też parę fundamentalnych prawd siatkarskich. – Boisko nie może kończyć się dla nich na trzecim metrze. I albo zapakują gwoździa, albo zostawiają ślady na ścianie i stłuczone lampy, bo pokazał się blok – opowiada kpiąco, ale z wyraźną sympatią. – Jest kiwka, plas, można zwolnić rękę. Ale widzę, że w wielu sytuacjach już to rozumieją.
Sporo obiecuje sobie po pracy z rozgrywającym Pawłem Rejdychem. – Do zupy, poza wszystkimi składnikami, potrzebna jest też łyżka… – tłumaczy metaforycznie.
W Chełmku do tej zupy mają również okazałą halę („W dużo większym Oświęcimiu nie ma takiego obiektu do siatkówki!”), ale na razie niezbyt duże apetyty. Są klasyczną amatorską ekipą, pracują zawodowo (Michał dojeżdża z Chełmka do krakowskiej siedziby StateStreet Corporation), jeden z kolegów ma dołączyć dopiero w drugiej części sezonu, bo na razie jest zbyt zajęty przy budowie domu. Przyszło do nich kilku siatkarzy z Janiny Libiąż, ale nie mogli wystąpić w pierwszym meczu, zresztą cała drużyna dosyć późno zebrała się i zaczęła przygotowania. – „Fizyka” przez to na razie zawodzi, wybijam się na wysokość leżącego na ziemi „Dziennika Polskiego” z dodatkiem sportowym – żartuje Michał. – Jak już dojdziemy do jakiej takiej dyspozycji, chcielibyśmy znaleźć się w czołówce III ligi i „zahaczyć” o walkę o awans, bo o samym awansie nie ma co mówić.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.