Przez Wisłę do mistrzostwa?

Piłkarze „Białej Gwiazdy” ulegli w Poznaniu faworyzowanemu Lechowi, 0:1, ale zanotowali całkiem niezły występ, do samego końca dążąc do wyrównania.
Prezentujący się od dawna przeciętnie wiślacy najkorzystniej wypadają w konfrontacjach z zespołami czołówki T-Mobile Ekstraklasy. I nieznacznie przegrywają. Tak było kilka tygodni temu z Legią, której pomógł błąd sędziego. Tak było dzisiaj z poznaniakami, którzy zwyciężyli zasłużenie, ale wyraźną przewagę mieli tylko przez wstępne niespełna pół godziny. Operowali wówczas bardzo sprawnie piłką, seriami dokładnych podań pokreślili środek pola, kilka razy lewą flanką wypuścił się Aleksandyr Tonew. Bez efektu; m.in. w 16. minucie z pola karnego kopnął niecelnie.
Najlepszą okazję gospodarze mieli w 25. minucie, kiedy rządzący w tym okresie na boisku Rafał Murawski precyzyjnie dośrodkował z rzutu wolnego, a piłka spadała dwa metry od bramki Wisły przed Marcinem Kamińskim. Ten jednak źle się do niej złożył i przerzucił poprzeczkę.

Niedługo później krakowianie opanowali sytuację, przed dobre ustawienie i interwencje wytrącili przeciwników z uderzenia, a nierzadko zaczęli sami konstruować akcje. W najzmyślniejszej, w 41. minucie Łukasz Garguła przerzucił z prawej strony do wbiegającego środkiem Łukasza Burligi, jednak zanim ten przyjął i ustawił się do strzału – zablokował go Gergo Lovrencsics. Węgier został też wkrótce jednym z bohaterów akcji meczu: po długim podaniu Luisa Henriqueza, nawinął na skrzydle Burligę i precyzyjnie zacentrował, a Łukasz Teodorczyk główkował do siatki, skacząc pomiędzy Gordanem Bunozą i Arkadiuszem Głowackim. Jedyny gol spotkania jest jednocześnie pierwszym zdobytym przez tego napastnika w barwach Lecha, odkąd zimą przeszedł doń z Polonii Warszawa.

W drugiej połowie goście nie dali się już zdominować, wyrównali też bilans „setek”. W 57. minucie Patryk Małecki rozegrał piłkę z Cezarym Wilkiem, a potem posłał ją prostopadle do Daniela Sikorskiego, który „łamiąc” kierunek rajdu z lewej do środka minął Kamińskiego. Tak znalazł się przed rzucającym mu się pod nogi Krzysztofem Kotorowskim, przelobował go, lecz futbolówka poleciała niemal równolegle do bramki.
Później Wisła ciągle odgryzała się miejscowym, ciekawie dośrodkowywali Małecki i Paweł Stolarski (młody obrońca na dodatek coraz lepiej radził sobie z Tonewem), trochę zamieszania zrobił po wejściu Rafał Boguski. Największe zagrożenie stworzył natomiast dwoma uderzeniami głową Głowacki, z czego to w 84. minucie nieznacznie minęło poprzeczkę.

W Lechu niebezpieczne były akcje Lovrencsicsa; już w 61. minucie błyskotliwie przedarł się prawą flanką i w polu bramkowym odnalazł Teodorczyka, który jednak wszedł nieco nie w tempo.
Mecz zamknęły dwa świetne podania i kiepskie strzały: w 87. minucie Kasper Hamalainen obsłużył Mateusza Możdżenia, który został zablokowany, a trzy minuty później Burliga dostrzegł Emmanuela Sarkiego, ale ten spudłował.
Tym samym gospodarze z najcięższej od dawna przeprawy wynieśli trzy punkty, mogące mieć decydujące znaczenie w walce o mistrzostwo (choć kluczowa będzie zapewne ich konfrontacja z Legią w Warszawie).
PAWEŁ FLESZAR

LECH Poznań – WISŁA Kraków 1:0 (1:0)
Bramka: Teodorczyk 45. Sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok). Żółte kartki: Kędziora – Wilk, Uryga, Burliga. Widzów: 30 927.
LECH: Kotorowski – Ceesay, Wołąkiewicz, Kamiński, Henríquez (80. Kędziora) – Murawski, Trałka, Hämäläinen, – Lovrencsics, Teodorczyk (85. Ubiparip), Tonew (78. Możdżeń). Trener: Mariusz Rumak.
WISŁA: Miśkiewicz – Stolarski, Głowacki, Bunoza, Burliga – Uryga (76. Chrapek), Wilk – Sarki, Garguła (69. Boguski), Małecki – Sikorski. Trener: Tomasz Kulawik.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.