Przy Piastowskiej zatrzęsła się ziemia

Po najsłabszym występie w tym sezonie siatkarze AGH 100RK AZS Kraków ulegli TKS Nascon Tychy 1:3, czym ograniczyli swoje szanse na korzystne miejsce po następnej, ostatniej kolejce sezonu zasadniczego.

Do sobotniego popołudnia sytuacja akademików rysowała się w pastelowych barwach – świetna passa siedmiu zwycięstw w ciągu dwóch miesięcy, w tym dwa niezwykle cenne w mijającym tygodniu, a Krispolem Września u siebie i Ślepskiem Suwałki na wyjeździe. Realna perspektywa awansu do play off. Najłatwiejszy możliwy rywal, zajmujący 12. lokatę w I lidze, z dwukrotnie słabszym dorobkiem. Rywal, którego pokonali już jesienią w Tychach.
Dzisiaj zrazu dodali do tego kilka maźnięć jaskrawożółtą farbą. Począwszy od Grzegorza Szumielewicza ostro serwowali, Jakub Kosiek ustawił tak ofensywę (sporo pipe’a i krótkiej, wsparte prawym skrzydłem, mało korzystał z lewego), że goście zaliczali puste przeloty w bloku. 4:0, 6:2, 8:3, 12:4, 13:7, 15:8, ale już w tym okresie odzywał się dzwonek alarmowy, gdyż bodaj sześć piłek posłali w aut. Zrobiło się nawet 15:11, jednak Patryk Łaba i Michał Dzierwa przerwali stagnację skutecznymi ścięciami, ten pierwszy dołożył asa, a drugi zamknął sprawę kontrą. 17:11, 21:12, 25:16.

I wtedy wszystko spektakularnie się zepsuło. Niby te same twarze na parkiecie, ale coraz mniejsza pewność w poczynaniach i rosnąca dezorientacja. Skumulowało się zmęczenie, czy rozluźnienie kolejnymi sukcesami? – Chyba ani to, ani to. Zmęczeni na pewno nie byliśmy, jesteśmy przygotowani do takich obciążeń. Nie mam pojęcia co było powodem, może to, że przestał nam „siedzieć” serwis? – zastanawia się środkowy AGH, Patryk Akala.
– Przestaliśmy realizować założenia, posypały się błędy, którymi oddaliśmy prawie półtora seta. Dramatycznie zagrywaliśmy, psując 22 razy – denerwuje się trener Wojciech Kasza. – Przede wszystkim jednak zawaliliśmy mecz mentalnie, bo naczytali się o „deklasacji w Suwałkach”. Ten błogostan widziałem już wczoraj na treningu, ale reprymendy nie pomogły. Taki występ to jest skandal!
Pierwszym efektem było wyrównanie wyniku, który w drugiej partii brzmiał – 3:3, 4:5, 6:5, 8:7, 11:8, 11:10, 12:12, 15:13, 15:16, 16:17. Po drugiej stronie rozkręcali się Grzegorz Surma i Marcin Kozioł, którzy weszli z ławki. – Koledzy początkowo byli sparaliżowani, ale potem ustabilizowało się przyjęcie, dzięki czemu szło nam coraz lepiej w ataku – ocenia Grzesiek. Po kilku blokach z Łukaszem Rochem w roli głównej na tablicy zaświeciło się 16:19 i 17:22, a niedługo Kozioł – który wcześniej dostał taką „glebę”, że piłka uderzyła w niego z powrotem – tym razem dogonił sytuacyjną wystawę „dyszlem” z ósmego metra i zbiciem zdobył setbola – 20:24.
Nadzieję, kąśliwymi flotami, dał gospodarzom Tomasz Obuchowicz. Kontrami i „czapą” wyrównali, lecz kolejne podanie Tomek zepsuł, a skończyło się dotknięciem siatki. 24:26.

Nieco wcześniej zaczęła się konfrontacja w Suwałkach, gdzie wyprzedzający „Agiehowców” o 1 punkt Kęczanin najpierw prowadził ze Ślepskiem 1:0, ale w tamtym momencie ulegał mu 1:2, więc wszystko jeszcze mogło się ułożyć po ich myśli. Tyle że nie potrafili odzyskać kontroli nad przebiegiem wydarzeń. 3:4, 4:5, parę razy rozbili się na rękach przeciwników, swoje robił Kozioł, 5:8, 7:13, 9:14, a kiedy Surma dołożył asa zrobiło się aż 10:18. Trochę zniwelowali tę różnicę Łaba (pipe i as), Adam Smolarczyk (ścięcie) i Obuchowicz (as) – 15:19, 17:21 – ale więcej nie mogli wskórać, bo na finiszu zepsuli cztery podania z rzędu. 20:25.
Ślepsk właśnie zwyciężył kęczan 3:2, więc można było się z nimi zrównać w tabeli, zdobywając dwie kolejne partie. Pod nogami rezydentów hali przy ul. Piastowskiej już jednak trzęsła się ziemia przy akompaniamencie żałobnego zawodzenia syreny przywiezionej przez grupkę żywiołowych kibiców z Tych. Nie pomagała rotacja składem, w której nie uczestniczył Karol Galiński, wyłączony przez kontuzję pleców.
Gospodarze bili po autach i w antenkę, Kozioł pognębił ich asem, sprawnie rozdzielał wystawy Robert Kiwior, co jakiś czas uderzając lewą ręką. Do tego, od dawna tyszanie wytrącali ich z rytmu, przy każdej dogodnej ku temu okazji prosząc o wytarcie parkietu. 2:6, 4:6, 5:9, 7:11, 8:13, 10:13, 10:15 – po kiwce i obiciu bloku Surmy oraz obronie krótkiej przez Adama Szymczaka jedną ręką. Miejscowi zbliżali się jeszcze na 12:15 i 16:20, ale Kozioł przygrzmocił dwukrotnie po prostej – z lewej i prawej flanki, Surma w trudnym położeniu zahaczył ręce Dzierwy, a finał obwieścił jeszcze jednym gongiem ten pierwszy. 17:25.

Każde doświadczenie, dobre czy złe, jest w istocie doświadczeniem pozytywnym, bo czegoś uczy” – powtarzał w wywiadach nieżyjący już bard, Jacek Kaczmarski. Akademicy powinni dzisiaj zrozumieć, że choć przez pół roku stali się znacznie lepszą drużyną, to nie stali się drużyną klasową – taką, która może wygrać niemal samymi umiejętnościami, albo wkładając taki tylko procent zaangażowania, jaki potrzebny jest do zwycięstwa. Oni, jeśli chcą liczyć na jakieś zyski, muszą dać z siebie maksimum zarówno w spotkaniu z faworytem, jak z outsiderem.
Ale też nie stali się wskutek dzisiejszej porażki drużyną gorszą niż byli w środę wieczorem. Mają w tej chwili 21 punktów, Pekpol Ostrołęka i Kęczanin po 23, a Avia Świdnik 20. Jutro zmierzą się jeszcze Pekpol z Avią, co może przynieść rozstrzygnięcie kwestii ósmego miejsca. Tak czy owak, stawką konfrontacji AGH 100RK w Kętach, 23 lutego, transmitowanej przez telewizję Orange Sport, będzie rozdział lokat w tabeli. Dzień wcześniej Pekpol zagra we Wrześni, a Avia podejmie Campera Wyszków.
PAWEŁ FLESZAR

AGH 100RK AZS Kraków – TKS NASCON Tychy 1:3 (25:16, 24:26, 20:25, 17:25)
Sędziowali: Zbigniew Kułak (Warszawa) i Jacek Naduk (Warka). Widzów: 220.
AGH: Kosiek 1 pkt, Szumielewicz 6, Akala 7, Dzierwa 16, Łaba 16, Mucha 5 oraz Dembiec (l), Szałański, Ferek, Obuchowicz 5, Smolarczyk 4. Trener: Wojciech Kasza.
TKS: Kiwior 5, Sobański 9, Macek 4, Lewiński 2, Miller 1, Roch 4 oraz Siewiorek (l), Szymczak (l), Nowosielski 1, Surma 13, Kozioł 18. Trener: Grzegorz Słaby.

Komentowanie zablokowane.