Puchar marnych pocieszeń

W pierwszym meczu ćwierćfinału Pucharu Polski Wisła pokonała w Poznaniu Lecha 1:0. Stawia to krakowian w doskonałej pozycji przed rewanżem, który odbędzie się na stadionie przy Reymonta, 20 marca o godzinie 18.30.
Biorąc pod uwagę sytuację w lidze, praktyczną stratę przez dzisiejszych rywali szans na mistrzostwo kraju, jest to dla nich „puchar pocieszenia” – ostatnia możliwość zdobycia w tym sezonie jakiegoś trofeum. Ale przede wszystkim – niewykluczone, że triumf w PP będzie dla któregoś z nich jedyną drogą kwalifikacji do rozgrywek europejskich.

To spotkanie przypomniało niestety, dlaczego obie drużyny znalazły się w takim położeniu. Gra, zwłaszcza w pierwszej połowie, była kiepska. Trochę żywych akcji, ale kończonych niecelnymi strzałami, a nawet kiedy zawiązywały się ładnie – przerywało je niecelne podanie, strata. Z czasem coraz więcej było też fauli.
Elektryzujące momenty przyszły nagle, w prezencie od stoperów. W 37. minucie Osman Chavez zgubił piłkę na aucie, szybko wyrzucił go Artjoms Rudnevs, Siergiej Kriwiec dośrodkował z lewej strony po krótkim biegu, a Semir Stilić z dziewięciu metrów przyłożył w poprzeczkę.
Po drugiej stronie, w 43. minucie, Mariusz Kamiński nie trafił w piłkę i przepuścił wrzutkę do stojącego za nim Dudu Bitona. Strzał z siedmiu metrów izraelskiego napastnika obronił jednak nogami Krzysztof Kotorowski.

Odrobinę błysku drugiej połowie nadali wprowadzeni wówczas Aleksandyr Tonev i Łukasz Garguła. Bułgarski skrzydłowy zaprezentował dwie szarże, z czego jedną wyśmienitą. Przebiegł od prawej strony do lewej wzdłuż pola karnego, mijając kilku wiślaków, a na finał uderzył w okienko, lecz futbolówka odbiła się od spodniej części poprzeczki i wyszła w pole.
Z kolej pomocnik Białej Gwiazdy najpierw oddał sygnał ostrzegawczy – 52. minucie tak ostro wrzucił piłkę z wolnego, że Kotorowski miał olbrzymie problemy z jej złapaniem. Osiemnaście minut później Garguła wypuścił jeszcze paskudniejszego „szczura”, mijali się z nim obrońcy Lecha, Kotorowski nie wyszedł do niego dość szybko, trącił futbolówkę Kew Jaliens, odbiła się od biodra golkipera, a na to wszystko nadjechał wślizgiem Gordan Bunoza i wpakował ją do siatki.

Krakowska defensywa miała dzisiaj dobrą passę, na dobre przyspała tylko w 76. i 77. minucie, kiedy po serii jej kiksów przeciwnicy wykonywali dwa rogi, a na zakończenie Manuel Arboleda nie wcelował w bramkę. W dwóch innych groźnych sytuacjach, po rzutach wolnych, pewnie łapał bądź piąstkował Siergiej Pareiko.
Natomiast goście mieli okazję podwyższenia wyniku kwadrans przed końcem. Gervasio Nunez wjechał w pole karne jak rasowy drybler, lobował Kotorowskiego, ten podbił piłkę, a bliżej linii wybijał ją jeden z obrońców, trafiając w Arboledę. Przyjezdni reklamowali rękę, choć niezbyt energicznie. Nawet bez tego, dyskusyjnego, karnego świetną zaliczkę mają już w kieszeni.
PAWEŁ FLESZAR

LECH Poznań – WISŁA Kraków 0:1 (0:0)
Bramka: Gordan Bunoza 70. Sędziował: Marcin Borski (Warszawa). Żółte kartki: Ubiparip – Wilk, Jirsák, Díaz, Núnez. Widzów: 16 839.
LECH: Kotorowski – Wojtkowiak, Kamiński, Arboleda, Henríquez – Możdżeń (46. Tonew; 72. Ślusarski), Injac, Murawski, Štilić, Kriwiec (77. Ubiparip) – Rudnevs. Trener: Mariusz Rumak.
WISŁA: Pareiko – Jaliens, Chávez, Bunoza, Díaz – Iliev (79. Paljić), Wilk, Núnez, Jirsák (46. Garguła), Kirm – Biton (89. Czekaj). Trener: Michał Probierz.

Rozkład wszystkich spotkań Pucharu Polski można znaleźć TUTAJ.

Skomentuj