Pucharowe odrodzenie Hutnika

Po dramatycznym boju siatkarze z Nowej Huty pokonali na wyjeździe w tie-breaku tamtejszy TSV Cellfast, awansując do III rundy Pucharu Polski. Zmierzą się w niej, 14.10, z Czarnymi Rząśnia.
Regulamin PP mówi, że gospodarz tego meczu zostanie wyłoniony w losowaniu. Zazwyczaj tę rolę pełni drużyna niżej sklasyfikowana w ubiegłym sezonie, ale w tym przypadku nie daje to rozstrzygnięcia, gdyż zarówno Hutnik Kraków, jak i Czarni zajęli trzecie miejsca w swoich grupach II ligi.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

„Hutnicy” w pewnej mierze zrewanżowali się rywalom za porażkę 0:3 na własnym boisku w 1. kolejce ligowej. Można nawet powiedzieć, że to zwycięstwo jest cenniejsze, ponieważ tamte straty można jeszcze odrobić, a pucharowy wyrok jest nieodwołalny.
Zresztą goście mogli wygrać w takim samym stosunku, jak wtedy ich rywale. W pierwszym secie raz po raz odskakiwali na kilka punktów, przy stanie 10:13 usiłujący ich wybić z natarcia trener miejscowych, Piotr Podpora miał już wykorzystane dwie przerwy. Jego podopieczni z 11:15, 13:17 i 18:20 doszli na 20:20, jednak następna różnica (20:22) powstała po ich błędzie i dobitce Piotra Adamskiego. Odtąd „Słoniu” z kolegami zagrali chłodno punkt za punkt, a sprawę zamknął Krzysztof Ferek, ciosem, który po odbiciu od rąk broniącego doleciał do sufitu.
Właśnie jego postawa była jednym z symboli odrodzenia się krakowian w porównaniu ze wspomnianą inauguracją (inną różnicą był m.in. niezły występ Pawła Samborskiego, który po raz pierwszy wyszedł w podstawowym składzie). Krzysiek wtedy skończył znikomą ilość ataków, dzisiaj, aby je policzyć potrzeba byłoby rąk dwóch osób. Przy remisie 9:9 w drugiej partii miał już 10 punktów, a Adamski szukał go wystawami, urozmaicając to rozrzuceniem na lewe skrzydło, bądź wypuszczeniem środkiem Tomasza Obuchowicza. Po krótkiej i asie tego ostatniego oraz kontrze Ferka zrobiło się 13:18, po asie Piotrka – 14:20, po asie Leszka Klimczaka – 17:22, a Paweł Golec przyłożył na finał identycznie jak „Fero” w poprzedniej odsłonie.

Dzięki wybornej skuteczności Golca, który technicznie radził sobie z blokiem przeciwników, przyjezdni mogli zwyciężyć 3:0. Szybko jednak stracili prowadzenie 12:10, a ulegając 14:15 nie wykorzystali łatwej dobitki, posyłając ją w aut. I odtąd sanoczanie zupełnie przejęli inicjatywę, wychodząc na 17:14, 19:15, 21:16, 23:18 i 25:19.
W ten sposób napędzili się do ofensywy, Paweł Przystaś więcej akcji konstruował na środku, a nie – jak dotąd – z wykorzystaniem głównie Pawła Rusina i Daniela Gąsiora, który dał dobrą zmianę już w pierwszej części. W czwartym secie na dodatek zbombardowali rywali serwisem, a cyfrowy zapis ich ówczesnej dominacji wyglądał następująco – 2:0, 5:2, 8:4, 12:6, 13:9, 17:9, 20:11, 24:13, 25:14.
Tie-break był miniaturą całej konfrontacji, kondensując zmieniający się rezultat i błędy przeplatane udanymi zagraniami. 3:1, 3:4, 5:4, 6:7, 7:8, 10:8, 10:11, 11:11. Ścięcie Ferka, nieczyste odbicie Przystasia i blok dają Hutnikowi trzy meczbole (11:14). Wszystkie odbiera im jednak im najlepszy dzisiaj na parkiecie Rusin, najpierw uderzając z prawej flanki, a potem dwukrotnie bijąc na „całą parę” zza linii końcowej, prowokując tak asa i „czapę”. 14:14, ale Klimczak melduje się z krótkiej, a potem krakowianie zatrzymują miejscowych na skrzydle. 14:16.
PAWEŁ FLESZAR

TSV CELLFAST Sanok – HUTNIK Kraków 2:3 (23:25, 19:25, 25:19, 25:14, 14:16)
Sędziowali: Artur Śliwiński i Sławomir Czuryłowski (Lublin). Widzów: 400.
TSV: Przystaś, Rusin, Kusior, Golonka, Jakubek, Kalandyk oraz Sokołowski (l), Gąsior, Matuła, Wesołowski. Trener: Piotr Podpora.
HUTNIK: Adamski, Samborski, Góra, Ferek, Golec, Obuchowicz oraz Szymczak (l), Maruszczyk, Klimczak, Podleśny, Kołek. Trener: Jerzy Piwowar.

Komentowanie zablokowane.