Pulchne kobiety, słodkie wino i śpiew

W meczu, którego stawką było spędzenie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku na podium I ligi koszykarzy, Sokół Łańcut efektownie zwyciężył Polfarmex Kutno 78:57.

Zanosiło się jednak na ciężką przeprawę, wszak do dzisiaj goście mieli tyle samo (dwanaście) wygranych, co Sokół, a wyprzedzali go w tabeli stosunkiem małych pkt. Tymczasem łańcucianie od początku odsadzili się od nich, włażąc bez pukania przez tylne drzwi. Dzięki m.in. zagrywkom „backdoorowym” wynik brzmiał 4:0 i 13:3; a Kamil Zywert i Rafał Kulikowski skrzętnie kompletowali double-double, złożone z punktów oraz – odpowiednio – asyst i zbiórek.
Artur Włodarczyk „trójką” zaświecił na tablicy 20:9, a kolejną szarżą wzdłuż linii końcowej – 24:12. Wprawdzie Damian Janiak w ostatniej sekundzie akcji, a na 3 sek przed upływem pierwszej kwarty, po raz drugi trafił za trzy (24:15), ale Artek i Maciej Klima zaraz na starcie następnej odsłony wywindowali przewagę do 28:15. Tyle że stało się to sygnałem do przestoju; miejscowym zaciął się atak, popełnili też parę banalnych błędów i po wsadzie Michała Marka zrobiło się 28:21.

W powieści Irwina Shawa „Dwa tygodnie w innym mieście” można znaleźć takie hiszpańskie powiedzenie: „Mężczyźni nigdy do tego się nie przyznają, ale tak naprawdę wolą pulchne kobiety, słodkie wino i muzykę Czajkowskiego” (w czasach, gdy wielu ludzi słuchało muzyki klasycznej, tchnące romantyzmem kompozycje Rosjanina, uważane były za styl „pop”, „lukrowany”). Kibice koszykarscy raczej do tego się nie przyznają, ale tak naprawdę wielu z nich woli, kiedy w konfrontacji nie ma szarpiących nerwy zwrotów wydarzeń, przesadnej walki, „rąbania” po rękach, za to jest dużo ładnych, płynnych akcji. Spotkanie Sokół – Polfarmex, wraz z wszystkimi pauzami, trwało tylko 1:27 godziny, a gospodarze prowadzili przez 39:26 minuty. Zaczęli w opisywany na wstępie, miły dla oka sposób, a od 16. minuty znowu grali w tym duchu. 3+1 Marka Zywerta, potem wjazd Kamila pod kosz na Januarym Sobczaku, a między nimi kombinacja meczu w wykonaniu bliźniaków. Kamil spenetrował wzdłuż linii końcowej, zza tablicy przerzucił na obwód, na lewe półskrzydło do brata, a ten błyskawicznym, zwrotnym, pięciometrowym podaniem znalazł pod obręczą Kulikowskiego.
Na sekundę przed przerwą Bartłomiej Karolak wcelował z 10 metrów, co było zapowiedzią koncertu rzutów z dystansu na inaugurację trzeciej części. Wpadło czterokrotnie z rzędu, w tym dwa razy Karolakowi, a po razie Janiakowi i Klimie. 54:33.
– Cieszę się, że przyjemnie się to wszystko oglądało, ale na pewno nie było to lekkie i łatwe spotkanie dla nas – przekonuje Marek Zywert. – Trzeba było zostawić sporo serca i emocji.
Rywale zbliżyli się na 55:40, jednak osobistym przerwał im Włodarczyk, a Adrian Inglot, ratując piłkę, plastycznie trafił z wyskoku.
W czwartej kwarcie, od stanu 60:44, bracia Zywertowie, „Włodar” i Adrian Warszawski postrzelali sobie z daleka. Ten ostatni trafił dwukrotnie, do tego dołożył widowiskową „pakę”, po której rezultat zmienił się na 78:51. Później dostał nagrodę MVP, również w uznaniu za ofiarność i samozaparcie, bo od kilku tygodni wychodzi na parkiet z dolegliwościami.
W finale zameldowało się na placu trzech juniorów. W tym na zapleczu ekstraklasy zadebiutował 17-letni Szymon Dziedzic, którego tata Paweł na przełomie lat 80. i 90. występował w młodzieżowym MKS Łańcut, który stał się jednym z zaczynów najpierw Parafii, a potem Sokoła. Jego partnerem w podstawowej „piątce” był wówczas obecny szkoleniowiec Sokoła, Dariusz Kaszowski.

Po ostatnim gwizdu doszło do specyficznego qui pro quo, bo kibice w głosowaniu na profilu facebook’owym klubu wybrali najlepszym graczem rundy Kamila Zywerta, ale spiker przez pomyłkę wywołał Marka. Ten, subordynowany jak przy wypełnianiu założeń taktycznych, wyszedł odebrać puchar, ale potem oddał go bliźniakowi. Sam natomiast jest na dzisiaj czwarty w rankingu najskuteczniejszych I ligi, trzeci w celnych „trójkach” (tuż za Karolakiem) i pierwszy pod względem sumy przechwytów.
– Nie ma co patrzeć na indywidualne statystyki. Ważne, ze mamy trzynaste zwycięstwo, trzecie miejsce i weseli pojedziemy na Święta, odpocząć i naładować baterie – zastrzega „Maro”. – A dzisiejszy wynik może ważyć w przyszłym roku.
– Ale powrót latem z pozycji „jeden” na „dwójkę” ci posłużył?
– Teraz jest dużo fajniej; wprawdzie rzadziej mam piłkę w rękach, za to częściej mogę ją rzucać do kosza.
I takie to było śpiewające zwieńczenie przebojowej rundy, w której drużyna, gdzie połowę zasadniczej, 8-osobowej rotacji stanowią 21-latkowie, wdarła się na podium. – Czy to zaskoczenie? Latem nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać, bo skład został bardzo przebudowany. Głosy były różne, trener wspominał o awansie do ósemki na play off – mówi Marek. – Jedno trzeba zaznaczyć: może nie dysponujemy szeroką ławką, ale zawodnicy mają duże umiejętności, więc są w stanie spełniać wiele zadań. No i nie brakuje nam wiary w sukces.
Sokół od jutra ma urlopy, do treningów wróci 27 grudnia, natomiast I-ligowe rozgrywki wznowi 6 stycznia. O g. 17.30 podejmie Zetkamę Nysę Kłodzko.
PAWEŁ FLESZAR

SOKÓŁ Łańcut – POLFARMEX Kutno 78:57 (24:15, 21:13, 13:12, 20:17)
Sędziowali: Marek Czernek, Mateusz Skorek i Krzysztof Krajewski. Widzów: 600.
SOKÓŁ: Kulikowski 13 (10 zb., 2 prz., 2 bl.), M. Zywert 13 (2×3, 4 as.), K. Zywert 12 (2×3, 10 as., 5 zb.), Karolak 12 (3×3), Klima 8 (1×3, 8 zb., 3 bl.) oraz Włodarczyk 10 (1×3), Warszawski 8 (2×3, 4 zb., 2 bl.), Inglot 2, Parszewski (4 zb.), Dziedzic, Mac, Błachowicz-Kiełb. Trener: Dariusz Kaszowski.
POLFARMEX: Zębski 8 (7 zb., 4 prz.), Sobczak 6, Wojdyła 5 (1×3, 8 zb.), Marek 4, Adamczewski oraz Janiak 22 (3×3, 5 zb.), Antczak 4 (4 zb.), Kobus 4, Szwed 2 (6 zb., 2 prz.), Pawlak 2, Tradecki (4 zb.). Trener: Jarosław Krysiewicz.

Pozostałe wyniki i tabelę I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.