Punktów przybywa, siatkarek ubywa

W meczu na szczycie II ligi Solna Wieliczka tylko w trzecim secie miała kłopoty z Grupą Azoty PWSZ Tarnów, ale wygrała go i objęła samodzielne przodownictwo w tabeli.

Był to prawdziwy szczyt w grupie IV, wszak zmierzyły się drużyny liderujące z jednakową ilością punktów; pierwsza – Solna – z nieco lepszym stosunkiem setów, za to druga – Grupa Azoty – ciągle bez porażki.
Obraz spotkania jednak długo tego nie potwierdzał. Już na wstępie na tablicy świeciło się 8:0, po taktycznych podaniach Iwony Urbanik i blokach, w których centralną postacią – dosłownie i w przenośni – była Marta Świerczyńska. W przyjezdnej ekipie koła powoli zaczęły się obracać (8:3, 11:4, 13:5), wprawdzie Urbanik z wyczuciem wypuszczała za plecami Magdę Żochowską, ale Patrycja Lipińska uruchomiła Sabinę Podlasek, a ich partnerki lepiej broniły i serwowały. Nie wykorzystały jednak dwóch szans na punkty, które zdobyć mogły, a musiały – chcąc myśleć o końcówce. Przy 16:12 dostały piłkę „darmo”, lecz na drodze kontrze stanął mur Żochowskiej i Świerczyńskiej, a w następnej akcji miały bodaj cztery ponowienia, ale to „Żosia” ścięła skutecznie.
Resztę załatwiła na lewej flance Katarzyna Świeży, a sprawę zamknęła „czapą” Aleksandra Król. 20:12, 25:14.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Na starcie drugiej partii to ekipa gości postawiła szczelną ścianę i kiedy zapunktowała nią po raz czwarty, prowadziła 8:6. Inicjatywę posiadała do stanu 10:9, gdy inteligentnymi zachowaniami przy siatce odwróciły zapis Król, Urbanik i Świerczyńska. Przy dobrym przyjęciu Magdaleny Tyrańskiej i Weroniki Olipry rywalki nie mogły im zrobić krzywdy zagrywką, a Urbanik kierowała ofensywę lewym skrzydłem, co jakiś czas przerzucając ciężar na prawe. 12:10, 15:12, 18:13, 21:14, 21:16, 23:16, 25:18 dla Solnej. – Przez te dwa sety moje dziewczyny wykonały wszystkie rzeczy, które sobie zaplanowałyśmy po obserwacjach przeciwnika – kwituje jej trenerka, Katarzyna Wąsowska.
Z kolei szkoleniowiec Grupy Azoty, Marek Skrobot twierdzi, że jego podopieczne często wykonywały założenia… na odwrót. – Czy były spięte? Raczej nie. Zresztą mają już pewne doświadczenia, a poza tym, jeśli chcą walczyć o wysokie cele, to nie może ich usztywniać taka stawka, jak dzisiaj w Wieliczce – kręci głową. – Jestem zawiedziony ich postawą, będziemy musieli poważnie porozmawiać.

Skrobot twierdzi, że nie satysfakcjonuje go trzecia odsłona („Powinniśmy dzisiaj więcej ugrać”). W podstawowym składzie wystawił w niej nową rozgrywającą i dwie przyjmujące, które przebywały na parkiecie już przez fragment poprzedniej. I Maja Pelczarska na ogół szukała wystawami na lewej stronie właśnie tych dwóch koleżanek, częściej Maję Bodzętę, którą obsługiwała też w szóstej strefie. Gospodynie uciekały, a Grupa Azoty doskakiwała na odległość jednego „oczka” (10:7 – 10:9, 14:10 – 14:13, 16:13 – 16:15).
Przewaga, 21:15, zbudowana przez Solną po efektownej sekwencji – z obroną pipe’a przez Oliprę i natychmiastowej kontrze z pipe’a Świeży, czy z obejściem Król – wydawała się rozstrzygającą. Tymczasem tarnowianki wykorzystały błędy miejscowych, dochodząc na 21:21, a potem 23:23. To drugie wyrównanie osiągnęły po roszadzie na podwyższenie bloku, bez rozgrywającej na placu. Później trzykrotnie miały piłkę „w górze”, ale nie skonstruowały mocnego ataku i wreszcie posłały ją w aut. 24:23, po czym blok Żochowskiej i Świerczyńskiej podsumowuje swoją bardzo udaną dzisiaj postawę. 25:23.

– Wkradło się trochę pomyłek, niefrasobliwości. Zwracałam im uwagę, a one mówiły: „wiem, wiem” – uśmiecha się Wąsowska. – Za to zwyciężyłyśmy w ciężkiej końcówce, co zwykle buduje zespoły, więc tutaj też można znaleźć pozytyw.
Wieliczanki objęły samodzielne przodownictwo w tabeli, wyprzedzając trzy drużyny o trzy punkty, a ostatnim akcentem cyklu trudnych konfrontacji będzie najbliższy wyjazd do Tomaszowa Lubelskiego. Znacznie gorzej od pozycji w tabeli wygląda natomiast ich sytuacja personalna. W tym tygodniu zrezygnowała bowiem druga rozgrywająca Paulina Kerep, a jako że przed sezonem podobną decyzję podjęła Alicja Nabielec, Aleksandra Stanecka zaś boryka się z dolegliwościami zdrowotnymi – kadra jest bardzo szczupła. Kiedy Wąsowska po rozgrzewce ubiera dres, by poświęcić się obowiązkom trenerskim, poza siódemką (z libero) rotującą się na boisku ma do dyspozycji tylko dwie rezerwowe.
– Szukamy zawodniczek, przede wszystkim rozgrywającej – mówi. – Chuchamy i dmuchamy na Iwcię Urbanik, ale dla bezpieczeństwa i pełnej jakości zajęć musimy mieć drugą osobę na tę pozycję. Temat jest nowy, bo stało się to w poniedziałek, a po drodze mieliśmy dwa mecze. Liczę, że teraz będzie więcej czasu, by rozwiązać te problemy.
PAWEŁ FLESZAR

O serii zwycięstw siatkarek III-ligowego Kampusu Wielickiego można przeczytać TUTAJ.

SOLNA Wieliczka – GRUPA AZOTY PWSZ Tarnów 3:0 (25:14, 25:18, 25:23)
Sędziowali: Maciej Domaradzki (Iwonicz-Zdrój) i Marcin Lew (Rzeszów). Widzów: 500.
SOLNA: Urbanik, Tyrańska, Świerczyńska, Żochowska, Świeży, Król oraz Olipra (l), Cieżyńska, Stojek. Trener: Katarzyna Wąsowska.
GRUPA AZOTY: Lipińska, Pfeifer, Dyrek, Podlasek, Beda, Sobczak oraz Czekajska (l), Bodzęta, Kawa, Pelczarska, Kaczyńska, Słomska. Trener: Marek Skrobot.

Komentowanie zablokowane.