Raczej Raczkowski się pomylił

Wisła odpadła z Pucharu Polski, przegrywając w Krakowie z Lechem Poznań 2:4, a mecz obfitował w kontrowersje i niecodzienne zdarzenia.

Obydwa zespoły bardzo dobrze zaprezentowały się w miniony weekend, ale o ile lanie spuszczone przez „Białą Gwiazdę” Arce Gdynia (opisywaliśmy je TUTAJ) było rehabilitacją za podobne, doznane w Szczecinie, to seria „Kolejarza” rozciągnęła się na trzy zwycięstwa z rzędu i stosunek bramek 8:0.
Dzisiaj przy Reymonta goście pokazali źródła tej passy, rozmontowując defensywę rywali podaniami na wolne pole. Zadanie mieli o tyle ułatwione, że w porównaniu z ostatnim zestawieniem zabrakło w niej Macieja Sadloka oraz Arkadiusza Głowackiego, który był nawet wpisany do składu, ale nie mógł wystąpić ze względu na dolegliwości nogi, jakie pojawiły się na rozgrzewce.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Akurat po upływie 19:06 minut spotkania kibice na stojąco, z szalikami wyciągniętymi w górę, intonowali „Wisła to jest potęga”, kiedy Boban Jović popchnął z tyłu wbiegającego w pole karne Radosława Majewskiego, a Marcin Robak egzekwując „jedenastkę” do reszty zepsuł podniosły moment.
Niedługo później Darko Jevtić zagraniem wszerz „szesnastki” ominął wszystkich przeciwników, wystawiając idealnie Maciejowi Makuszewskiemu. W 38. minucie ten ostatni zrewanżował się koledze wypuszczając go sam na sam i zrobiło się 0:3, co przy wyniku pierwszej konfrontacji (1:1), sprawiało wrażenie definitywnego rozstrzygnięcia.
Wszyscy obecni na stadionie, poza obozem Lecha, wyładowywali frustrację na arbitrze. Paweł Raczkowski jeszcze przy stanie 0:0 mógł wyrzucić z boiska golkipera przyjezdnych, Jasmina Buricia, za zahaczenie poza polem karnym Pawła Brożka, tymczasem w ogóle nie odgwizdał faulu, natomiast przy trzecim golu powinien zauważyć spalonego. Co dosadnie wytknął mu – nie wiedząc, że ma włączony mikrofon – komentator Polsatu, Mateusz Borek (można tego posłuchać TUTAJ).
Za to przed przerwą sędzia oszczędził Krzysztofa Mączyńskiego, któremu mógł pokazać drugą żółtą kartkę za przewrócenie wybiegającego z kontrą rywala. W tym okresie również Łukasz Załuska, który zaraz na początku zaprezentował swój nawykowy numer, kiwając się pod bramką z Robakiem, teraz pokonał tego napastnika w bezpośrednim pojedynku.

W drugiej odsłonie wprawdzie miejscowi zdobyli gola po niefortunnej główce w tył Jana Bednarka, która umożliwiła Brlekowi wyjście sam na sam, ale niedługo później wyleciał z placu za drugie „żółtko” Adam Mójta. Lechici jednak zupełnie oddali inicjatywę krakowianom, a ci nacierali ambitnie i z pomysłem, czego owocem było drugie trafienie; po podaniach Rafała Boguskiego i Jovicia, przepuszczeniu piłki przez Brożka i uderzeniu Patryka Małeckiego.
W ten mroźny wieczór, przy prószącym śniegu, emocje wygasili: Tamas Kadar (pass wzdłuż linii bocznej ze środkowej strefy), Kamil Jóźwiak (rajd z lewej strony w pole karne i wycofanie od linii końcowej) oraz Majewski (celny strzał).
– Jestem zadowolony, bo zdobyliśmy cztery gole; w pierwszej połowie graliśmy dobrze, skoncentrowani. Nie wiem tylko dlaczego znowu w drugiej połowie gramy słabiej – w niezłej polszczyźnie analizował szkoleniowiec gości, Nenad Bjelicia, odbierając zajęcie siedzącemu obok tłumaczowi.

Jak twierdzili poznańscy dziennikarze, była to najdłuższa polskojęzyczna wypowiedź Chorwata, odkąd podjął pracę w ich mieście (dzisiaj odnosił się także do losowania półfinałów i paru innych kwestii).
Jeszcze rzadsze zdarzenie miało miejsce ciut później, bo na konferencję przyszedł Radosław Sobolewski i mówił. „Sobol” jest faktycznym pierwszym trenerem, ale protokolarnie drugim, bo nie ma wymaganej licencji. Nie musi więc chodzić na spotkania z dziennikarzami, w co zapewne mu graj, bo swój wstręt do dialogów z nimi objawiał już kilkanaście lat temu, jako zawodnik (przedstawialiśmy wtedy jego sylwetkę TUTAJ). Dzisiaj pojawił się znienacka i pokazał – co wcześniej wiedzieli znający go z drobnych, nieformalnych kontaktów – że jest inteligentnym człowiekiem z dużym poczuciem humoru (będącym wszak dowodem na tę pierwszą cechę).
Nie chcę zastanawiać się nad takimi rzeczami – odpowiadał na pytanie o kontrowersje sędziowskie. – Bardziej rzuciła mi się w oczy zła reakcja mojego zespołu na te decyzje, za bardzo dał ponieść się emocjom. No… ja akurat byłem w przeszłości kiepskim przykładem właściwych zachowań w takich sytuacjach… Ale z wiekiem zrozumiałem, że tak nie powinno się postępować i staram się to wpajać moim piłkarzom. Byliśmy przez to rozproszeni, zdekoncentrowani, złapaliśmy trzy żółte kartki i trzy gole.

Jego podopieczni już w najbliższą sobotę, o g. 20.30, podejmą lidera Lotto Ekstraklasy, Lechię Gdańsk.
Jeszcze w środę, o godzinie 23, w pomieszczeniach pod główną trybuną stadionu przy Reymonta, odbyło się losowanie przyszłorocznych półfinałów Pucharu Polski. Lech zmierzy się z Pogonią Szczecin, a Wigry Suwałki z Arką Gdynia.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – LECH Poznań 2:4 (0:3)
Bramki: Brlek 51, Małecki 66 – Robak 20 k, Makuszewski 28, Jevtić 38, Majewski 82. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Żółte kartki: Mączyński, Mójta, Popović, Żemło, Małecki – Tetteh, Kędziora. Czerwona: Mójta (58. – druga żółta). Widzów: 10 507.
WISŁA: Załuska – Jović, Żemło, Uryga, Mójta – Popović (61. Bartosz) – Boguski (80. Drzazga), Mączyński, Brlek, Małecki – Brożek (71. Zachara). Trener: Radosław Sobolewski.
LECH: Burić – Kędziora, Bednarek, Nielsen, Kadar – Gajos (86. Dudka), Tetteh – Makuszewski, Majewski, Jevtić (68. Jóźwiak) – Robak (77. Kownacki). Trener: Nenad Bjelica.

Komentowanie zablokowane.