Radio Przemyśl znowu nadaje

O ile późne listopadowe popołudnie w Krakowie robiło się coraz chłodniejsze i mniej atrakcyjne, to konfrontacja Suzuki I ligi koszykarzy pomiędzy Wisłą Chemart a Rawlplug Sokołem Łańcut była długimi chwilami przyjemna w odbiorze. Padł w niej wynik 77:94.

Jedno z kluczowych przedmeczowych pytań brzmiało, jak łańcucianie poradzą sobie z twardymi i uważanymi za niewygodne dla strzelców obręczami hali przy ul. Reymonta? Wszak rzuty zza łuku były ostatnio głównym, a chwilami jedynym ich atutem – w konfrontacji z Górnikiem Wałbrzych zaliczyli o 16 „trójek” więcej od przeciwników, a i tak przegrali.
Filip Małgorzaciak w prosty sposób rozstrzygnął te problemy: już na dzień dobry trzykrotnie, z trzech różnych pozycji, trafił czyściutko w sam środek. Razem z półhakiem spod „dziury” uzbierał wszystkie jedenaście punktów drużyny. Miałby trzynaście, lecz Michał Jankowski nie podał mu w klasycznej kontrze 2 na 1, tylko sam wszedł, został sfaulowany i wykorzystał jednego z dwóch osobistych.
5:12 i swoisty przełom, bo gospodarze zanotowali podobną passę, m.in. z dystansu przymierzył Rafał Zgłobicki i na tablicy zaświeciło się 13:12.

Kacper Majka wystąpił Hali Głównej TS Wisła po raz pierwszy od wiosny 2015 roku, ale kiedyś spędzał w niej większość życia. Gdy skończył gimnazjum, ściągnęli go tam obecny szkoleniowiec „Białej Gwiazdy”, Piotr Piecuch oraz Marcin Kękuś. W prowadzonych przez tego pierwszego trzecioligowych rezerwach, juniorach U-18 oraz II lidze u Łukasza Kasperca poznał połowę aktualnego składu Wisły. Mieszkał w pokoiku na piętrze obiektu, po sąsiedzku m.in. z siatkarką Patrycją Gądek, która po przygodzie w ekstraklasie belgijskiej, obecnie poznaje polską – w PTPS Piła. – To były bardzo fajne dwa lata, uwielbiam tu wracać, bo mam mnóstwo dobrych wspomnień, dotyczących także trenera Piecucha  – uśmiecha się Kacper.
Ciągle dobrze pamięta również tutejsze kosze, bo wkrótce po pojawieniu się na parkiecie przedziurawił jeden z nich zza linii 6,75 m. Razem z Bartoszem Czerwonką i Bartłomiejem Karolakiem dodali drużynie wigoru i agresji. Dzięki nim pierwsza kwarta zakończyła się rezultatem 15:23, który w drugiej odsłonie bez zwłoki zmienił się na 17:30 i 22:40.

Przyjezdni rozgrywali sporo akcji pod kosz, wykorzystując zarówno zawodników wysokich (rodowity krakowianin Wojciech Fraś), jak obwodowych (Dawid Zaguła, Małgorzaciak). Wydawało się, że rozniosą gospodarzy już przed przerwą, jednak kij w szprychy włożył im Michał Chrabota – niegdyś świetnie rokujący reprezentant kraju w kategoriach młodzieżowych, potem zagubiony wśród kontuzji chłopak. Od ubiegłego roku potwierdza swoje zdolności, a w bieżącym sezonie jest bodaj najlepszym koszykarzem Wisły. Zdobył 27 „oczek”, kiedy w sobotę zaskakująco pokonała Księżaka w Łowiczu, ale jeszcze większe zasługi położył dla domowego zwycięstwa z Kotwicą Kołobrzeg, bo dźwignął zespół, gdy ten przeżywał poważny kryzys w trzeciej odsłonie.
Dzisiaj na starcie srogo przećwiczył go Małgorzaciak, raz oszukując nawet balansem ciała i ruchem nogą, lecz 22-letni Chrabota nie nabawił się traumy. W długiej sekwencji w drugiej kwarcie w każdej akcji robił coś dobrego dla drużyny, a to obroną, a to asystą, a to „trójką”, a to wsadem z odbicia obunóż.


Kryminał autora tej relacji, Pawła Fleszara, można kupić TUTAJ.

Piotr Hałas, kolega z GKS Tychy, nazwał Majkę „Radio Przemyśl”, ze względu na gadatliwość i ilość przekazywanych wiadomości. 23-letni przemyślanin jest otwarty i wylewny, nawet gdy przychodzi mu opowiadać o ciosach, jakie w ostatnich kilkunastu miesiącach zbiera od losu. Niemal dokładnie rok temu zanotował w barwach GKS znakomity mecz w Łańcucie (relacjonowaliśmy go TUTAJ), który latem stał się jedną z przesłanek jego angażu do Sokoła. Potem jednak odniósł kontuzję kolana, która odnowiła się wskutek zbyt szybkiego i ambitnego powrotu. U progu jesieni pechowo stracił górną jedynkę, wstawiono mu implant, więc w hali musi stale pilnować pudełeczka z ochraniaczem na zęby, który wkłada wychodząc na plac. W październiku dopadł go koronawirus, przez co dziewiętnaście dni spędził w izolacji w domu.
Chcę oddać osocze, czekam tylko na termin, kiedy będę mógł to zrobić – deklaruje, a lewe oko otacza mu czarna obwódka, pamiątka po łokciu jednego z wałbrzyszan.

Równie chętnie co informacjami dzieli się z kolegami piłką na boisku. W środowe popołudnie zaliczył jedenaście asyst, w tym kilka w trzeciej dziesięciominutówce, wjeżdżając w strefę krakowian i znajdując na obwodzie Jankowskiego, a Macieja Klimę obsługując wprost z autu.
Run Sokoła 7:0 i 32:58, ale odtąd gra była coraz bardziej wyrównana, a przy tym płynna i ładna dla oka. „Jankesowi” odpowiadali Jakub Żaczek i Zgłobicki, ciągle bez kompleksów angażował się w pojedynki z byłymi zawodnikami ekstraklasy Chrabota, który wtedy „przejechał” Patryka Pełkę.
Za to popisem „Peły” był początkowy fragment czwartej części, w której równie swobodnie punktował wsadem po alley oo’ie od Majki, co rzutem z daleka, czy dwutaktem po własnym przechwycie i przekozłowaniu niemal całego boiska.

– Napisz, proszę, że zapakowałem – żartował Klima, kapitan Sokoła w podróży sentymentalnej. Jest wychowankiem Wisły, w której jednak wiodło mu się kiepsko i omal nie zniechęcił się tu do basketu (jego karierę przedstawialiśmy TUTAJ), a dzisiaj zagrał w hali przy Reymonta prawdopodobnie pierwszy raz, odkąd opuścił klub w III klasie liceum, przed dwudziestu laty. Mądrze znalazł się kilka razy pod obręczą, a wynik wynosił nawet 56:85. Odtąd jednak gościom jakby nie zależało na powiększaniu przewagi, a przyspieszenie Artura Włodarczyka i spółki część z niej zniwelowało.
– Dotychczasowe porażki kosztowały nas dużo snu, więc dzisiaj najważniejsze było zwycięstwo, bez względu na styl – tłumaczy Kacper Majka. – Ciągle mamy sporo do poprawy, ale dzięki niemu możemy myśleć o tym trochę spokojniej.
W najbliższą sobotę, 14 listopada, o g. 17.30, Sokół podejmie WKK Wrocław, a Wisła o g. 18 zmierzy się w Tychach z GKS.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA CHEMART Kraków – RAWLPLUG SOKÓŁ Łańcut 77:94 (15:23, 17:28, 21:24, 24:19)
Sędziowali: Krzysztof Krajewski, Mirosław Wysocki i Mateusz Dukiel.
WISŁA: Chrabota 22 (1×3, 4 zb.), Żaczek 13 (2×3, 6 zb., 2 prz.), Zgłobicki 12 (2×3, 4 zb., 2 prz.), Włodarczyk 7 (7 as.), Maj 5 (1×3, 5 zb.) oraz Gorgoń 6 (1×3), Wojciechowski 4, Rajewicz 3 (1×3), Bogdanowicz 3 (1×3), Krakowiak 2, Czyż, Kozyra. Trener: Piotr Piecuch.
SOKÓŁ: Małgorzaciak 19 (5×3), Jankowski 17 (4×3), Klima 11 (7 zb., 2 prz.), Fraś 10 (5 zb.), Zaguła 2 (4 as.) oraz Pełka 15 (1×3, 3 bl., 2 prz.), Czerwonka 7 (2 prz.), Majka 5 (1×3, 11 as.), Kulikowski 4 (5 zb., 2 prz.), Karolak 4, Inglot, Strzępek. Trener: Dariusz Kaszowski.

Pozostałe wyniki i tabelę Suzuki I ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.