Radości i troski wieku dojrzewania

Koszykarzom Wisły Kraków zabrakło 19 sekund do sprawienia największej niespodzianki sezonu zasadniczego II ligi. Po ich upływie ulegli wiceliderowi grupy B, ekipie Gimbaskets 2 Przemyśl, 65:68.

Byłaby to wręcz sensacja, wszak goście przez cztery miesiące ponieśli dwie porażki, tylko małymi punktami tracą pierwsze miejsce, jest u nich pięciu zawodników z I-ligową i ekstraklasową przeszłością, natomiast wiślacy wygrywali dotąd jedynie z drużynami zajmującymi obecnie pozycje 7-10, a w składzie mają w większości obecnych lub niedawnych nastolatków.
Młodzież jednak od początku biła się bez kompleksów, Rafał Zgłobicki i Krzysztof Czajka nacierali na kosz – 6:6, 9:6, 13:8 – a Jakub Żaczek rzucał tym celniej, im dalej stał od niego. Dwiema „trójkami” skonkretyzował rezultat pierwszej kwarty na 19:10.
W drugiej niewiele się zmieniło. Szarża Mateusza Piotrowskiego wzdłuż linii końcowej i łańcuch bilardowych podań od Sebastiana Dąbka, przez Kamila Kolbera z nim na końcu skutkowały zapisami 22:11, 24:13. Gospodarze zaliczyli też sporo przechwytów, ale ich nie skonsumowali, kilka razy obręcz -wypluwała- piłkę (m.in. przy dwóch kolejnych próbach Żaczka z obwodu). Nie wykorzystali tego również przyjezdni, a po osobistych Czajki i świetnym rozprowadzeniu Przemysława Urbanka przez Dąbka zrobiło się aż 30:18. Dopiero przechwyt… sędziego na korzyść przemyślan (uderzyło w niego podanie) i kontra, a tuż przed syreną rzut za trzy Huberta Makucha pozwoliły im nieco zmniejszyć straty. 30:23.

– Na pewno nie było to lekceważenie – zastrzega trener Gimbasketsu, Maciej Milan. – Przeciwnicy dobrze bronili, poza tym musieliśmy się przyzwyczaić się do twardych tablic i koszy. Mieliśmy też problem z dzieleniem się piłką, za bardzo indywidualnie graliśmy. Nie mogę sobie przypomnieć tak słabej zdobyczy, jak 23 punkty do przerwy.
Po pauzie coraz częściej do głosu dochodzili Makuch i Bartosz Bal. Głównie wjazdami – Hubert uwieńczył jeden z nich bardzo ładnym hakiem o „deskę”. Zmienili wynik na 31:29, ale starą różnicę przywrócił Piotrowski: najpierw strzałem za trzy, z wyskoku, z odchylenia, a potem z bliska. Kilka minut później niemal identycznie wcelował z obwodu Dąbek, przed nim dwie skuteczne penetracje zanotował Zgłobicki i znowu świeciło się 47:35.
Nasuwało się luźne skojarzenie z jedną z rozmów ze szkoleniowcem „Białej Gwiazdy”, Łukaszem Kaspercem, który poprawiał się, powiedziawszy o swoich podopiecznych – chłopcy („Panowie. Nie lubią, jak się ich nazywa chłopcami”). I tak to jest z utalentowanymi wiślakami – już potrafią grywać w dorosły basket, ale ciągle odzywają się u nich młodzieńcze cechy. Tuż przed finałem trzeciej kwarty mieli przewagę 2 na 1, ale nie wykorzystali jej, za to na początku następnej Kolber na własnej połowie wyłuskał piłkę Grzegorzowi Płocicy, nie pozwolił mu nabić się nią, a niebawem po drugiej stronie Dąbek ukąsił „trójką” przez ręce Makucha. 50:37.

Tyle że, niestety, w życiu dojrzewanie często polega na przyjmowaniu ciosów. W sporcie jest podobnie, a krakowianie dzisiaj zaliczyli lekcję w postaci runu 21:0, jaki przemyskie wygi zaaplikowały im w ciągu trzech minut i 7 sekund. – Duś go! Duś!! – krzyczał Milan, a jego zawodnicy, na czele z Makuchem, wyszli wysoko w defensywie, przejmowali gros piłek, po czym (głównie Hubert, Płocica, Bal i Artur Mikołajko) przerabiali je na zdobycze.
50:58 i wydawało się, że to już koniec pouczającej historii, gdzie junacka brawura jeszcze raz została stłamszona przez rutynę, kiedy miejscowi… podnieśli się! 52:58, 55:59 („trójka” Zgłobickiego), 57:59, 57:61, 61:61, 62:64.
Wtedy Kolber trafił lobem tak wysokim, jakby zdejmował pajęczynę z sufitu, a piłka czyściutko przeczesując siatkę sprawiała wrażenie spadającej pionowo. 65:64 i na boisko wypadli do niego rezerwowi, bo Maciej Milan od razu brał przerwę. Potem swojej akcji nie wykorzystali przyjezdni, nie powiodło się też krakowianom, lecz „Kolbi” tym razem rzucił się na zbierającego i przewracającego się Alexandra Machowskiego, złapał piłkę i przydusił go z nią do podłoża. Tzw. sytuacja rzutu spornego, polegająca na tym, że takie sporne piłki na zmiany przypadają obu drużynom. Teraz, 22.5 sekundy przed końcem, była kolej na Wisłę. Płocica jednak szybko wybrał przeciwnikowi piłkę w koźle i na 19 s przed syreną spokojnym dwutaktem zapalał na tablicy 65:66. Krakowianie spudłowali rzut rozpaczy, a Bal zdążył z jeszcze jednym wjazdem.
– Plan był taki, żeby przedłużać akcję i zostawić im osiem sekund. Zabrakło cwaniactwa. Nie jestem w stanie nic mądrego powiedzieć – mówił Kasperzec urywanymi zdaniami. – Taka jest koszykówka.
Tą ostatnią kwestią skwitował sprawę również Milan. – Tamta pogoń kosztowała nas sporo zdrowia, potem stworzyła się gra szarpana, o którą nam zresztą chodziło – analizuje. – Dostaliśmy dwie „trójki” trochę z niczego, ale też mieliśmy szczęście z tym przechwytem w koźle.

Niewykluczone, że w którejś z newralgicznych sytuacji pomógłby swoim sprytem leczący kontuzję kostki Kacper Majka, który pojawił się już w składzie. – Dopiero w najbliższym tygodniu zacznie normalnie ćwiczyć; dzisiaj nie chciałem ryzykować jego zdrowiem – wyjaśnia trener.
Pochodzący z Przemyśla Kacper wybiegał za to z mopem do wycierania parkietu, raz żartobliwie poszturchał nim brata występującego w barwach Gimbasketsu. A kilkanaście miesięcy młodszy Wiktor niedługo później oddał swój dzisiaj jedyny rzut, trafiając za trzy na 61:64!
On ma już zapewniony udział w drugiej rundzie, wypełnionej podróżami na Kujawy i Pomorze (Milan: „Nic nie musimy, ale będziemy się bili. Pracujemy na dorobek klubu, który sami niedawno założyliśmy”), ale i Kacper zachowuje szanse na gwarantujące to piąte miejsce. Wszystko rozstrzygnie się w najbliższą sobotę o g. 17, kiedy Wisła podejmie Polonię Warszawa. Będzie musiała wygrać ten mecz, a środowe zaległe spotkanie stołecznego zespołu z Sokołem Ostrów Mazowiecka, pokaże jaka przewaga będzie wymagana. Jeśli Polonia zwycięży w środę, to Wisła będzie musiała zbilansować warszawską porażkę 63:77, a jeśli nie – wystarczy jej minimalna wyższość.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – MCS DANIEL GIMBASKETS 2 Przemyśl 65:68 (19:10, 11:13, 17:14, 18:31)
Sędziowali: Paweł Berdyczko i Mateusz Skorek. Widzów: 90.
WISŁA: Piotrowski 17 (1×3, 13 zb., 6 prz.), Zgłobicki 14 (1×3, 12 zb., 2 prz.), Dąbek 12 (2×3), Żaczek 10 (2×3, 9 zb., 4 prz., 2 bl.), Czajka 5 (4 zb.) oraz Urbanek 4, Kolber 3 (1×3), Rerak. Trener: Łukasz Kasperzec.
GIMBASKETS: Płocica 17 (2×3, 4 zb., 5 prz.), Makuch 15 (2×3, 4 as., 4 prz.), Bal 15 (4 as., 2 prz.), Mikołajko 14 (12 zb.), Kazura oraz W. Majka 3 (1×3), Kus 2, Strzępek 2, Machowski (11 zb., 2 prz.). Trener: Maciej Milan.

Pozostałe wyniki i tabelę II ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.