Rekord już z Bani

W pełnym zdarzeń meczu piłkarze Cracovii najpierw prowadzili, potem przegrywali, dalej obronili rzut karny, by wreszcie zremisować z Koroną Kielce, 2:2.

– Ciągle mamy problem, który dziś też było widać: multum sytuacji, gdy dojeżdżamy na 20.-30. metr od bramki przeciwnika, a potem brakuje nam dogrania. Ale pracujemy nad tym – te zwierzenia Marcina Brosza podczas konferencji prasowej, nawet jeśli szczere, z daleka czuć było kokieterią. Co im nie wyszło, to nie wyszło, ale kilka akcji zakończyło się strzałami (gdyby Airam Cabrera wykazał się większą dokładnością przy półlobie, to swojego pierwszego gola zaliczyłby już przed upływem kwadransa), a trzy zostały wykończone.
Najpierw Kamil Sylwestrzak zacentrował miękko z lewej strony pola karnego, Cabrera odnalazł się przed pierwszym słupkiem i główką z ostrego kąta, w długi róg, trafił do siatki. A w 58. minucie Sylwestrzak dorzucił znowu z lewej flanki, ale tym razem z głębi pola, hiszpański napastnik zaś nabiegł i z rozmachem główkował kozłem przed golkiperem. 1:2.

Niedługo konsternację kibiców powiększył Bartłomiej Pawłowski… a może raczej Bartosz Rymaniak, który podciął skrzydłowego Korony na skraju „szesnastki”, kiedy futbolówka już mu uciekła. Cabrera wziął rozbieg do karnego (szkoleniowiec potwierdził później, że był do niego wyznaczony, nie połaszczył się na hat-tricka), podwyższenie na 1:3 wisiało w powietrzu i wydawało się, że „Pasy” zakończą rok na własnym stadionie zaskakującą porażką. Tymczasem Grzegorz Sandomierski wyczuł intencje przeciwnika, rzucił się w prawo i obronił, a jego drużyna zyskała nowe życie i zaczęła odrabiać straty.
– Bardzo dobre spotkanie, od pierwszej do ostatniej minuty. Jaka była amplituda, najlepiej pokazały trybuny, gdzie chyba nie było przerwy w dopingu – ekscytuje się nieco Brosz.

Gospodarze mogli zresztą zwyciężyć, ale uderzenia z pasa kilkanaście-trzydzieści metrów (te najodleglejsze były specjalnością Damiana Dabrowskiego) paru z nich, albo mijały bramkę, albo dobijał bądź wyłapywał je Dariusz Trela. Najlepszej okazji nie wykorzystał Mateusz Cetnarski, który przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem jeszcze przy stanie 1:1. Innym razem kopnął zbyt lekko, podobnie jak, z bardzo bliska, Erik Jendrisek.
Patent na strzelanie miał w poniedziałek tylko Deniss Rakels, który pobił dzisiaj rekord ilości trafień Piotra Bani z sezonu 2004/05 (miał wtedy dwanaście). Zrobił to już w trzeciej minucie – w szóstym meczu z rzędu – po dośrodkowaniu Pawła Jaroszyńskiego. A w 80. minucie podwyższył nowe najlepsze osiągnięcie w historii Cracovii w XXI wieku, w ekstraklasie. Marcin Budziński kluczył, robił kółka, aż w końcu podał mu sprytnie, a Łotysz pewnie uderzył obok Treli, co dało jego drużynie remis 2:2, a jemu czternastego gola w rozgrywkach.

– Czy boję się, że Deniss odejdzie zimą? Mam nadzieję, że zostanie. Jeśli chcemy myśleć o wynikach, powinniśmy utrzymać obecny stan posiadania i coś do tego dołożyć. To jest warunek sine qua non – konkretnie stawiał sprawę zimowych ruchów personalnych Zieliński.
Żałował straconych punktów, ale po chwili refleksji stwierdził, że biorąc pod uwagę okoliczności „trzeba poszanować remis”. Jego podopiecznych czeka jeszcze jedna konfrontacja w tym roku – w najbliższą sobotę, 19 grudnia, zmierzą się na wyjeździe z Jagiellonią Białystok.
PAWEŁ FLESZAR

CRACOVIA – KORONA Kielce 2:2 (1:1)
Bramki: Rakels 3, 80 – Cabrera 19, 58. Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Żółte kartki: Polczak, Budziński – Sierpina, Grzelak, Aankour. Widzów: 7834.
CRACOVIA: Sandomierski – Deleu (61. Wójcicki), Rymaniak (70. Zjawiński), Polczak, Jaroszyński – Covilo, Dabrowski – Rakels, Budziński, Cetnarski, Jendrisek (62. Kapustka). Trener: Jacek Zieliński.
KORONA: Trela – Grzelak, Dejmek, Wilusz, Sylwestrzak – Jovanović – Sierpina, Fertovs, Aankour (75. Marković), Pawłowski (69. Pylipczuk) – Cabrera (88. Trytko). Trener: Marcin Brosz.

Pozostałe wyniki i tabelę piłkarskiej ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.