Rezerwiści w radosnym autobusie

Siatkarze krakowskiego Hutnika wyszarpali zwycięstwo w pełnej emocji i błędów konfrontacji z Karpatami Krosno. Był to ich drugi wygrany tie-break w ciągu 4 dni, a przez najbliższy tydzień czekają ich dwa kolejne bardzo trudne mecze.

W minionym sezonie Karpaty były hegemonem grupy VI drugiej ligi, triumfowały w niej pewnie i wzięły udział w fazie ogólnopolskiej, ale Hutnik pozostał jedynym zespołem, jaki pokonał je dwukrotnie w sezonie zasadniczym (Błękitni Ropczyce zrobili to po raz drugi w turnieju półfinałowym).
U obu zaszły duże zmiany; Karpaty musiały zrezygnować z występów w I lidze, straciły czołowych zawodników, Hutnik się wzmocnił i teraz to on był faworytem, lecz obraz rywalizacji się nie zmienił. Wyglądał choćby tak, jak w marcowym spotkaniu w Krakowie, kiedy Jakub Heimroth, obecny pierwszy trener krośnian, prowadził drużynę w ramach zastępstwa. – Mamy bardzo młody skład, celem jest ogrywanie go i spokojne utrzymanie. Niech się o awans biją bogaci – mówi szkoleniowiec, który dzisiaj regularnie wpuszczał na zadaniowe zmiany 16-letniego Michała Witkosia, młodszego brata Aleksandry Witkoś, która swego czasu dała się we znaki Wiśle Kraków jako nastoletnia rozgrywająca żeńskiej ekipy Karpat.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Spotkanie zaczęło się od wymiany bomb serwisowych: po asie Damiana Sąpóra było 0:2, po dwóch Pawła Samborskiego – 3:2, a po kolejnym, Tomasza Gadzały, 6:6. I aż do stanu 20:20, osią wyniku stał się remis, a 1-2 punktowe straty były błyskawicznie niwelowane. Wówczas, przy podaniach Bartosza Wojtala, dwukrotnie skontrował Gadzała, potem Bartek „ustrzelił” Radosława Szymczaka, a Krystian Lisowski z rozmysłem uderzył piłkę po palcach przeciwników, praktycznie równolegle do parkietu. 20:24, a przy 21:24 Tomasz Obuchowicz ściął w siatkę.
Następna partia nie miała historii, bo gospodarze raczej nie psuli ataków, bardzo dobrą zmianę w ofensywie dał Mateusz Kowalski, Paweł Golec regularnie meldował się z pipe’a, włączał się w to blok ich kolegów. 6:3, 10:5, 12:7, 14:8, 18:11, 24:12, 25:13.

Dalej miejscowi poszli za ciosem (już przy wynikach 4:1 i 7:3 Heimroth brał przerwy), lecz wówczas najsilniej uwidoczniła się ich dzisiejsza bolączka – błędy, często banalne, sporo nieporozumień. – Owszem błędów było dużo, ale taki sposób analizowania może nas tylko zaprowadzić w ślepy zaułek – bronił podopiecznych trener Jerzy Piwowar. – W środę graliśmy tie-breaka w Sanoku i zmęczenie miało wpływ na ich postawę.
Jego team nie odzyskał już wyraźnej inicjatywy, rezultat przeskakiwał z nogi na nogę – 7:8, 10:9, 10:11, 12:11, 13:14, 16:19, 18:19, 19:21, 21:23 – i wreszcie 24:23, po dwóch pomyłkach gości, przedzielonych pojedynczą „czapą” Golca. Po zepsutym serwisie Kowalskiego i punktowym Wojtala zrobiło się 24:25, a przy 25:25 wątpliwości rozwiali Lisowski (zbiciem) i Dariusz Zborowski (asem).
Kolegom podali rękę „rezerwiści”. O Kowalskim była już mowa, czwartą odsłonę zaczął w podstawowym składzie Kamil Maruszczyk, a wkrótce pojawił na placu Błażej Podleśny i obaj zostali już na nim do końca. Trwałe efekty nie przyszły od razu, bo wprawdzie „Hutnicy” zyskiwali zaliczki 4:1, czy 11:8, ale postradali je, podobnie jak Karpaty swoją (z 13:15 do 17:16, po ataku i asie Maruszczyka). Po uderzeniu Gadzały było jeszcze 19:20, jednak wtedy spudłował i nadział się na blok, a gospodarze złapali rytm i zdobyli cztery setbole. Czwartego – po ścięciu bardzo skutecznego na finiszu „Sambora”, który też był swego rodzaju rezerwowym, gdyż długo odpoczywał w kwadracie. Potem poszedł za linię końcową, po jego strzale piłka wróciła na stronę Hutnika i Ferek skontrował. 28:26.

– Możemy być zadowoleni z punktu, ale szkoda tego czwartego seta, bo przy 3:1 wracalibyśmy do Krosna naprawdę radosnym autobusem – uśmiechał się Heimroth już po piątej odsłonie, w której – jak i we wcześniejszej – jego zespół zepsuł sporo zagrywek. Krakowianie, dzięki dobrej postawie na siarce Samborskiego i Leszka Klimczaka, odbili się z 4:5 do 8:5 i 10:6, a po ciosie Ferka – do 13:10. Goście ambitnie bronili w polu, zbliżyli się na 12:10 i 13:12, ale Lisowski nie trafił w boisko, a Maruszczyk przygrzmocił z pola serwisowego, zapalając na tablicy 15:12.
„Hutników” czeka jednak w najbliższym czasie niewiele odpoczynku i poważne wyzwania. Już we wtorek, 14 października, o g. 18.30, podejmą w III rundzie Pucharu Polski Czarnych Rząśnia (grupa trzecia II ligi). W następną sobotę natomiast jadą do Ropczyc, na ciężkie spotkanie ligowe.
– W dodatku problemy ze zdrowiem ma dwóch naszych środkowych: Rafał Sokołowski choruje od kilku dni, a Marcin Góra jest w początkach choroby – opowiada Piwowar. – Jeśli chodzi o ten natłok obciążeń – będziemy starali się ratować rotując całą szerokością składu.
PAWEŁ FLESZAR

HUTNIK Kraków – KARPATY Krosno 3:2 (21:25, 25:13, 25:27, 28:26, 15:12)
Sędziowali: Monika Wulczyńska (Sosnowiec) i Ireneusz Wolszczyniak (Częstochowa). Widzów: 120.
HUTNIK: Adamski, Samborski, Klimczak, Ferek, Golec, Obuchowicz oraz Szymczak (l), Kowalski, Kołek, Podleśny, Maruszczyk. Trener: Jerzy Piwowar.
KARPATY: Sąpór, Wojtal, Zborowski, Gadzała, Lisowski, Książkiewicz oraz Żywiec (l), Witkoś, Maj, Płonka, Zimka. Trener: Jakub Heimroth.

Komentowanie zablokowane.