Rozwiązanie zatrzymane na 48 godzin

W zaległym, emocjonującym meczu siatkarki Maratonu Krzeszowice uległy u siebie Salosowi Kraków, 2:3. Ale to one ciągle mają większe szanse na tytuł wicemistrza III ligi.
Do dzisiaj gospodynie miały nad rywalkami trzy punkty przewagi, teraz różnica wynosi dwa, Maraton ma też lepszy bilans setów. W sobotę zmierzy się w Gorlicach z Ekstrimem, natomiast Salos wyjeżdża na spotkanie z Popradem Stary Sącz. – Wydaje mi się, że punkt będzie nam potrzebny i musimy próbować go zdobyć w Gorlicach, nie możemy liczyć, że Salos się potknie. Mamy też chyba trudniejszego od nich przeciwnika – ocenia Marta Kurek, szkoleniowiec krzeszowiczanek.
– Musimy postarać się wygrać za trzy punkty, nie analizując ciągle tabeli, a potem zobaczymy – rozstrzygnięć nie jest pewien też prowadzący krakowską ekipę, Michał Flaszowski.

Dzisiaj odniosła ona siódme zwycięstwo z rzędu, jednak przyszło jej ono z dużymi problemami, a długo wydawało się, że będzie wręcz niemożliwe. Miejscowe wszak wygrywały swoje sety, pierwszego i trzeciego, stosunkowo łatwo. Akcjom Salosu początkowo zupełnie brakowało tempa, a rywalki były czujne na siatce i w polu, swoje w ataku robiła Maja Bodzęta. Drużyna gości zbliżyła się na 11:10 po kiwce i kilku mądrych serwisach Magdaleny Niedzielskiej (zastępowała na środku Aleksandrę Czeremugę, której występ uniemożliwiły obowiązki w modelingu), jednak po drugiej stronie do wciąż aktywnej Mai (zbicia do 15:12) dołączyła Małgorzata Płatek, kończąc kilka niewygodnych piłek (21:14). Dobrą passę uwieńczyła asem na 23:16, a przy 23:18 Magdalena Domagalska kiwnęła oburącz za plecy, markując wystawę, a zaraz Katarzyna Bociek dobiła na 25:18.
W trzeciej partii ekipa gości nie potrafiła sprostać ostrym podaniom gospodyń, dodatkowo zafundowała sobie kłopoty wewnętrzne. – Dziewczyny zaczęły „skakać do siebie”; na szczęście udało się je uspokoić, bo wśród kłótni na pewno nie mielibyśmy szans – opowiada Flaszowski. Jedyny jaśniejsze momenty jego podopiecznych to trzy asy z rzędu Eweliny Klity i w efekcie rezultat 3:6, a potem okres względnej równowagi (7:7, 10:10, 13:13), który skończyła serią zza linii końcowej Domagalska (m.in. 2 asy i 19:14). Przewaga zmniejszyła się do 19:16, ale po chwili było już 23:16 (as Bodzęty, ścięcie Płatek po głębokim skosie) i 25:17.

Druga i czwarta odsłona zrekompensowały tamten brak emocji z naddatkiem. Najpierw to krzeszowiczanki wypuściły inicjatywę z rąk, popełniając błędy w konstruowaniu kilku akcji (13:16, 15:18), potem przejęły ją Agnieszka Bakuła i Klita (18:21), po kiwce i asie Agnieszki Szafraniec zrobiło się 20:23, a po zbiciu Bakuły – 22:24.
Maraton obronił jednak dwa setbole, a w efekcie bloku Domagalskiej i Bociek miał własnego – 25:24 – wyrzuconego jednak za linię. 25:25 i przyszła pora na najbardziej ekscytującą wymianę meczu, w której zespoły po kilka razy okładały się strzałami z II linii, do tego Magdalena Nowak zdarła niemal nawierzchnię boiska, jadąc na brzuchu do kiwki Judyty Olipry. Zdążyła i dopiero Klita zamknęła sprawę bijąc blok-aut, a ostatni punkt miejscowe straciły przez nieporozumienie. 25:27.
Czwarty set był najbardziej wyrównany – 3:0, 3:3, 6:4, 6:7, 9:9, 12:10, 12:13, 13:15, 15:16, 17:16, 18:17, 18:19, 20:20. Bociek i Klita wymieniły się asami (21:20 i 21:22), z refleksem reagowała na siatce Katarzyna Rerak, gospodyniom nieco brakło dokładności (22:24), lecz Płatek i Bodzęta znowu wyrównały (24:24). Po uderzeniu Bakuły ze skrzydła i podwójnym odbiciu w Maratonie nie mogło już być apelacji – 24:26.
Kibice mieli później pretensję o jeden z werdyktów – niejednoznaczne do oceny dotknięcie siatki w ataku – ale tak czy siak utonął on w potoku błędów, których w decydującej fazie krzeszowiczanki popełniły aż pięć.

Tie-breaka przejęła na własność Szafraniec, zdobywając „oczka” to fartownie („balonik” spadający na linię boczną, ścięcie w taśmę, które zaskoczyło bardziej niż najlepsza kiwka), to zmyślnie (cios omijający blok), to siłowo (przełamanie rąk), to przytomnie („czapa” na plasującej z II linii rywalce). Miała ich na koncie już pięć, gdy przy stanie 1:8 zespoły zmieniały strony, a na wiwat dodała dwa asy (4:13 – 4:15).
Rozwiązanie zagadki zostało więc odroczone o około 48 godzin; poza prestiżowym kolejność w tabeli ma również znaczenie dla udziału w ogólnopolskich barażach o awans do II ligi. Obie drużyny chętnie wzięłyby w nich udział, choćby dla celów szkoleniowych, ale… z drugiego miejsca (pierwsze ma Bronowianka Kraków), które skutkuje udziałem w półfinale na Górnym Śląsku. Zajmując najniższy stopień podium można zgłosić się na listę rezerwową i jest bardzo duża szansa (ponoć w 4 województwach nie ma III ligi, więc stworzy się co najmniej aż 8 wakatów), że ktoś taki zostanie dolosowany do któregoś z turniejów. Może to być jednak kosztowny wyjazd na daleką północ kraju.
Kadetki Maratonu (czyli III-ligowy skład poza Domagalską i Płatek) obierają zresztą ten azymut już za tydzień, a 15-17 marca wezmą udział w ćwierćfinale mistrzostw Polski w Iławie. – Poza Pałacem Bydgoszcz jest to grupa „do grania”, ale musimy mocno walczyć, jeśli chcemy myśleć o awansie do półfinału – podsumowuje Marta Kurek.
PAWEŁ FLESZAR

MARATON Krzeszowice – SALOS Kraków 2:3 (25:18, 25:27, 25:17, 24:26, 4:15)
Sędziowali: Bogusław Pierucki i Aleksandra Cul (Kraków). Widzów: 50.
MARATON: Domagalska, Bodzęta, Wójcik, Płatek, Dymacz, Bociek oraz M. Nowak (l), Satora, Kret. Trener: Marta Kurek.
SALOS: Olipra, Klita, Rerak, Szafraniec, Bakuła, Niedzielska oraz W. Nowak (l), D. Nowak (l), Czapiga, Krawczyk. Trener: Michał Flaszowski.

Wyniki i tabelę III ligi siatkarek można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.