Ruchomość tyłeczka sędziego

Piłkarze Wisły wpadli w odmienny niż jesienią schemat; znowu po udanym wyjazdowym występie zaliczają wpadkę w Krakowie. Dzisiaj ulegli Zawiszy Bydgoszcz, 0:1.

– Nie chciałbym być zbyt górnolotny, ale moi zawodnicy momentami walczyli heroicznie, bo były dzisiaj ciężkie chwile – mówił trener gości, Ryszard Tarasiewicz, nie potrafiąc jednak ustrzec się patosu. – Moi żołnierze krwawią – dodawał, wyliczając kontuzje i choroby kilku bydgoszczan.
W pierwszej połowie broczyły krwią również serca futbolowych estetów, bo składnych akcji brakowało, zresztą przyjezdni od razu nastawili się na ich przerywanie, a nie tworzenie. Z kolei wiślacy mieli dwa krótkie okresy, kiedy wyzwolili się od marazmu. Pomiędzy 12. a 17. minutą najpierw Emmanuel Sarki dośrodkował do Semira Stilicia, ten przyjął „ruletą”, ściął do środka i mniej więcej z lini pola karnego kopnął lewą nogą, ale płasko i dosyć lekko – Wojciech Kaczmarek bez problemu złapał. Następnie Sarki świetnie zacentrował do nadbiegającego Pawła Brożka, ale siedem metrów od bramki obrońca wybił mu piłkę sprzed nosa. Jeszcze po wrzutce Ostoi Stjepanovicia (pełnił dzisiaj rolę klasycznego środkowego pomocnika i pokazał niezłe wyszkolenie techniczne) z rożnego zrobił się kocioł na przedpolu Zawiszy, lecz nic z niego nie wyniknęło.
I na tym wyczerpały się aktywa gospodarzy aż do 39. minuty, gdy Dariusz Dudka ładnie, ale niecelnie przymierzył z wolnego. Wkrótce szybka wymiana podań pomiędzy Brożkiem i Stjepanoviciem zakończyła się nieznacznym pudłem napastnika, a tuż przed przerwą dwa uderzenia krakowian zostały zablokowane.
– Powiedziałem chłopakom w szatni, że na zajęciach czasem się boję, żeby sobie nóg nie połamali, taka jest walka, a tu na pierwszą połowę wyszli zupełnie na luzie. Na luzie teraz z nikim nie da się wygrać – mówił dosyć spokojnie opiekun miejscowych, Franciszek Smuda.


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Za to Tarasiewicz sam wyprodukował sobie mnóstwo emocji, bo w 33. minucie wszedł na boisko po tym, jak słusznie nie został uznany gol ze spalonego Wahana Geworgiana, więc Marcin Borski wysłał go na trybuny. – Opuściłem strefę, ale nie trzeba walić pięścią stół, żeby pokazać władzę, sędzia mógł mnie upomnieć – przekonywał szkoleniowiec Zawiszy. – Zresztą pan Borski sam dołożył do pieca. Mógłby tyłeczek ruszyć i więcej biegać, to by widział wszystkie faule. A jak jest faul, to trzeba go odgwizdywać.
Z nieco dalszej perspektywy obserwował dwudziestominutowy napór Wisły, zamieszanie na własnym polu karnym, niecelne lub zablokowane strzały rywali, plus sytuację, kiedy po wjeździe Stilica jego podopieczni o mało nie zaliczyli „samobója”.
Stojąc tam podjął szczęśliwą decyzję, aby dać szansę debiutu Jorge Kadu z Republiki Zielonego Przylądka. I ten w 67. minucie mądrze znalazł się na pozycji, a obsłużony przez Michała Masłowskiego, sprawnie się złożył i trafił do siatki.

„Bojkot derby” – zażartował ktoś z niewesołego stanu rzeczy. Kibice Zawiszy od dłuższego czasu walczą ze swym klubem i drużyną, więc na mecz nie przyjechali. W ostatnich tygodniach nastąpiła eskalacja konfliktu części fanów z Wisłą, która niedawno nałożyła zakazy stadionowe na blisko 400 z nich. Nawoływali do zignorowania dzisiejszej konfrontacji, jednak nie doszło do gremialnej absencji. W drugiej połowie wyświetlono na telebimie dwie liczby: 10 793 – ilość karnetów sprzedanych przed sezonem i biletów przed meczem, a także 7410 – ilość osób obecnych na trybunach, według wskazań kołowrotków. Spiker kilka razy gorąco dziękował za przyjście, podobny napis ukazał się też na podwieszonym pod dachem ekranie. Prawie pusta była trybuna od strony ul. Reymonta, ale widzowie zgromadzeni na pozostałych starali się dopingować ekipę „Białej Gwiazdy”.
Ostatni raz mogli zerwać się na finiszu, gdy Michał Chrapek kopnął z woleja ponad poprzeczką, a Stjepanović z wolnego uderzył celnie, lecz w golkipera. Zmieniany w doliczonym czasie Geworgian przeszedł przez niemal całe boisko, aby przekazać opaskę kapitańską osobiście, akurat Kaczmarkowi. Zirytowany arbiter pokazał mu żółtą kartkę, jednak goście nie pozwolili wyrwać sobie zwycięstwa. – Chcemy być w „ósemce” przede wszystkim dlatego, że ona zagwarantuje spokojne utrzymanie. I po dzisiejszym meczu trochę nam jeszcze brakuje, ale już jesteśmy blisko celu – podsumował Tarasiewicz.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – ZAWISZA Bydgoszcz 0:1 (0:0)
Bramka: Kadu 67. Sędziował: Marcin Borski (Warszawa). Żółte kartki: Piotr Brożek, Szewczyk – Drygas, Geworgian. Widzów: 7410.
WISŁA: Miśkiewicz – Burliga, Nalepa, Bunoza, Piotr Brożek – Dudka (70. Chrapek) – Sarki, Stilić, Stjepanović, Guerrier – Paweł Brożek. Trener: Franciszek Smuda.
ZAWISZA: Kaczmarek – Lewczuk, Andre Micael, Nawotczyński, Ziajka – Hermes, Drygas – Wójcicki (64. Alvarinho), Masłowski, Wojciechowski (57. Kadu) – Gevorgian (90. Petasz). Trener: Ryszard Tarasiewicz.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.