Run, run, run. Runmageddon

Po sześciu kolejkach II ligi koszykarzy AGH Kraków ma nie tylko komplet zwycięstw, ale również imponującą różnicę między punktami zdobytymi i straconymi: +220. Dzisiaj powiększył ją odprawiając MKKS Rybnik, 97:50.

Już na starcie miała miejsce demonstracja siły gospodarzy: Bartłomiej Podworski odebrał rywalowi piłkę przed linią środkował, przekozłował ją kilkanaście metrów (a mierzy 207 cm!) strząsając go z barku, po czym zapakował do obręczy. Na Ślązakach nie zrobiło to jednak wrażenia. Wyciągali „Potwora” na 6. metr i hasali pod krakowską „deską”, zdobywając z bliska 10 punktów i często ponawiając ataki. Wynik brzmiał 8:13.
Akademicy w drastyczny sposób rozwiązali problem z defensywnymi zbiórkami – przestali wpuszczać rywali w swoją strefę podkoszową. Wywarli taką presję, że w statystykach pierwszej kwarty po ich stronie pojawiło się osiem przechwytów, a po tamtej – 11 strat. W ciągu 3,5 minuty zrobili run 20:0, a kiedy przy stanie 28:13 zabrzmiała syrena zamykająca wstępne dziesięć minut, rezerwowi wyskoczyli na parkiet jak po zakończeniu meczu, aby fetować znakomitą passę.
– Zaczęliśmy ospale, bez energii. A do naszego stylu gry właśnie energia potrzebna jest najbardziej – ocenia Konrad Mamcarczyk. To on wraz z Michałem Borówką podłączył drużynie wyższy stopień zasilania; trafił za trzy, a jedną z kontr uwieńczył efektownym pakunkiem. – Widocznie mam być taką bateryjką; wchodzę z ławki i dostarczam dodatkowej energii – uśmiecha się 23-letni obwodowy.

Przez długi fragment drugiej kwarty pełnił funkcję rozgrywającego; udała mu się penetracja, jakiej próbował już wcześniej, ale widowiskowością przebił go Iwan Wasyl. Pierwszym z trzech swoich wsadów rozhuśtał konstrukcję kosza, a drugim sfinalizował akcję meczu. „Mamcar” uniemożliwił przeciwnikowi trafienie po lay up’ie, „gałę” wyłapał Maciej Koperski i podał ją oburącz przez niemal 20 metrów, a Iwan po dwutakcie włożył tyłem.
Przyjezdni próbowali się odgryzać, jednak ostudził ich run 11:0, ustalający rezultat do przerwy na 49:21.
Trzecia kwarta i trzeci run. Tym razem 18:0, na dobicie. A na parkiecie hali przy Piastowskiej miejscowi urządzili gościom runmageddon. Bez kąpieli w błocie, czy przeręblach i forsowania stromych ścian, za to z bezpardonowym, fizycznym naciskiem, uderzeniami, popychaniem, blokowaniem. Aż trzy razy w tym okresie zatrzymali ich na osiem sekund na ich własnej połowie, kilkakrotnie wymusili też błędy kroków, przejścia linii. Sebastian Szymański skoczył z przysiadu szczupakiem na rybniczanina, który przewrócił się z piłką.

Po trzech odsłonach na tablicy widniało 77:29, Mamcarczyk uzbierał wówczas 15 „oczek”, a z finalnymi siedemnastoma był najskuteczniejszym zawodnikiem na boisku. – Mam tu duży zapas zaufania, pomaga mi też fajna atmosfera – zwierza się były król strzelców III ligi, który do wyższej klasy podchodził wcześniej czterokrotnie, w trzech różnych klubach (przebieg jego kariery można znaleźć TUTAJ), ale teraz legitymuje się największą ilością minut i dwucyfrową średnią punktów. – Piłka „chodzi”, szukamy się nawzajem. W takich warunkach lepiej mi się funkcjonuje – tłumaczy.
Już dwa lata temu miał dołączyć do akademickiego klubu z macierzystej Skawy Wadowice, ale… wyjechał do Anglii. – Młody chłopak… chciałem zasmakować samodzielnego życia za granicą – przypomina sobie tamte motywacje. Mieszkał w Milton Keynes, pracował przy pakowaniu konsoli do gier, wracał do domu o 22. Nawet gdyby znalazł czas na basket, to nie miałby gdzie zagrać, bo tamtejszy zespół zmienił siedzibę na odległy o 80 kilometrów Londyn. Mimo to, kiedy wrócił zimą do Polski i wzmocnił III-ligową wówczas R8 Politechnikę Kraków, radził sobie całkiem nieźle i pomógł jej w awansie. – Pewnych rzeczy się nie zapomina. A poza tym, coś starałem się robić wieczorami: biegałem, wykonywałem ćwiczenia izometryczne, chodziłem na siłownię – tłumaczy.

Czwartą część konfrontacji obserwował głównie z ławki. Mógł oklaskiwać 16-letniego Kamila Jewułę, który w II połowie był siedmiokrotnie faulowany i osiągnął stuprocentową skuteczność we wszystkich 10 próbach rzutowych!
W głównych rolach występowali juniorzy. Dwa najwyższe prowadzenia zbudowali po sześciometrowych no-look passach. 77:29 – Damiana Dyrdy, kozłem, do Wasyla, a 95:44 – Michała Pieniążka do Dyrdy.
Po sześciu kolejkach liderują w grupie C, a średnią końcową przewagę, wynoszącą niemal 37 punktów, zaniża im… 20:0 za walkower z MKS II Dąbrowa Górnicza. Listopad i początek grudnia dadzą odpowiedź, czy to oni są tak silni, czy mierzyli się dotąd ze słabymi ekipami. – Na pewno zdarzy się ktoś, kto zdoła nam się przeciwstawić – nie łudzi się Konrad Mamcarczyk. – A wtedy poznamy swoją wartość.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – MKKS Rybnik 97:50 (28:13, 21:8, 28:8, 20:21)
Sędziowali: Jarosław Szwadowski i Dominik Hałka. Widzów: 80.
AGH: Czerwonka 13 (2×3, 2 prz.), Podworski 9 (4 zb., 4 as., 4 prz.), Borówka 8 (5 prz., 4 zb.), Koperski 7 (1×3), Majka 6 (6 as., 2 prz.) oraz Mamcarczyk 17 (3×3, 3 prz.), Jewuła 14 (2×3, 3 prz.), Wasyl 12 (2 prz.), Szymański 7, Dyrda 2, Pieniążek 2, Nowaczek (8 zb.). Trener: Wojciech Bychawski.
MKKS: Zieliński 12, Mucha 12 (8 zb., 2 prz.), Ochodek 10 (2×3, 8 zb., 3 prz.), Piórkowski 6 (2×3, 4 zb.), Sidor (5 as., 3 prz.) oraz Koczy 7, Grzybek 3 (8 zb.), Królikowski, Sładek. Trener: Łukasz Szymik.

Pozostałe wyniki i tabelę II ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.