Ruska krótka z pozdrowieniami

Niespodziewaną porażką po tie-breaku skończył się mecz wicelidera grupy IV drugiej ligi, AGH 100RK AZS Kraków z krośnieńskimi siatkarzami.
Nawet Inter Mediolan naszych Karpat nie pokona!!” – radosny ryk o takiej mniej więcej treści niósł się z szatni gości korytarzem Studium WFiS AGH. – Mieliśmy tak fatalną sytuację w tabeli, że musieliśmy to wygrać – nieco wcześniej stukał się pięścią w pierś ich kapitan, Przemysław Bryliński. – A jednocześnie wiedzieliśmy, że zmierzymy się z bardzo dobrą drużyną w jej hali, więc pozostało nam walczyć na 100 procent i nie zastanawiać nad wynikiem.
Długimi okresami „przepis na granie” dawał przyjezdnym szkoleniowiec Krzysztof Frączek, instruując przed poszczególnymi akcjami. Raz przybrało to komiczny wygląd, kiedy libero Rafał Cabaj krzyknął do niego: „To co, trenerze, podwajamy!?”, dopytując, czy mają robić niedozwoloną przepisami (ale bardzo rzadko karaną) zasłonę dla serwującego, podczas gdy sędzia stał równie blisko jak Frączek…


Powieść kryminalna napisana przez autora tego tekstu jest już w sprzedaży. Możliwości jej kupna są wymienione TUTAJ

Na starcie zdarzyło się sporo ciekawych wymian, ale raczej padały łupem krakowian – 10:8, 10:10, 12:10, 15:12, 16:14, 20:14, 23:15, 25:16 – w szeregach których nieźle prezentował się Kamil Maruszczyk. W drugiej partii zaczęła się kołysanka, bo najpierw Tomasz Gadzała rozbił przyjęcie gospodarzy serwisem (1:4), ale tym samym (m.in. 3 asy) odpowiedział Michał Dzierwa i z 2:6 zrobiło się 7:6. I tak już poszło – 8:9, 10:9, 11:10, 11:12, 13:12, 13:14, 15:16, 17:18, 20:21, 21:22, 23:22. Wyrównał Jan Włodarczyk, zaraz Marcin Sroka (nie wyszedł w podstawowym składzie, ale był rozgrywającym przez większość meczu) zablokował Maruszczyka (23:24).
Szybki rewanż niedawnego reprezentanta Polski juniorów (24:24), dwa następne setbole dostarcza swoim Gadzała (24:25, 25:26), ale Maruszczyk ścina prawej flanki, idzie za linię końcową i uderza miękko, idealnie w linię (27:26). Następną próbę jednak wykonuje siłowo, wyrzucając piłkę w aut, a Gadzała pokazuje mu jak coś takiego się robi, nastrzeliwując Radosława Szymczaka (27:28). Powtarza to, libero AGH jakoś ratuje się, ale darmowa piłka wędruje na drugą stronę i przy kontrze Włodarczyka miejscowi dotykają siatki (27:29).

W trzeciej odsłonie przez pewien czas rządził Patryk Łaba, salwą serwisową wyciągnał z 3:5 na 10:5, zaksięgował trzy asy i „upolował” Gadzałę. Ten, zmieniany, posłał mu długie, wściekłe spojrzenie, a po powrocie na parkiet uparcie celował w Patryka podaniami z wyskoku. Swoje skalpy zdjął też blok przyjezdnych i wynik się odwrócił – 13:15, 15:18, 18:21. Jeszcze Dzierwa i Konrad Mucha dwukrotnie „zaczapowali” Włodarczyka na obu skrzydłach (20:21), lecz dalej punktowali tylko ten ostatni, Bryliński i Gadzała (20:25).
Później jednak krośnianie stracili trochę wigoru (Bryliński: „Tak to jest jak się prowadzi i zaczyna za dużo myśleć o możliwym zwycięstwie…”), a miejscowi, wzmacniając serwis, wyszli na 3:0, 6:2, 9:5, 13:9, 18:13, 20:17. Po chwili zrobiło się 20:19, lecz na finiszu Łaba zdobył trzy „oczka”: atakiem na 22:20, blokiem z Piotrem Munikiem na 24:20 i kiwką na 25:20. Najbardziej jednak zaskoczył przeciwników Dzierwa, który poszedł za linię końcową i zamiast uderzać jak zwykle posłał „balonika”, a przyjmującemu piłka uciekła po palcach (na 23:20).

Tie-break był teatrem jednego środkowego – Bryliński miał na koncie już 6 punktów, kiedy Karpaty prowadziły 8:2 przy zmianie stron („Rozgrywający mi zaufał, rzucając nawet wariackie piłki”), a skończył spotkanie w niezwykły sposób. Zamarkował coś w rodzaju koszykarskiego zwodu rzutowego, bo zrobił naskok do krótkiej i… nie wyszedł w górę, a odbił się z miejsca dopiero, gdy opadał już wyrwany wcześniej „z korzeniami” przeciwnik. I trzepnął swobodnie, bez bloku. – To się nazywa „ruska krótka”; pozdrawiam Marka Wilka, który mnie tego nauczył, gdy graliśmy razem w Błękitnych Ropczyce – śmiał się Przemek. – Podobno tylko Rosjanie to stosowali, jeszcze w czasach Edwarda Skorka. Żeby to wyszło, trzeba mieć kumatego rozgrywającego, no i środkowy po drugiej stronie musi być „czujny” i skoczyć do zwodu, bo inaczej można dostać od niego straszny „beret”.

– Okazało się, że stabilizacja formy jest ulotna; byliśmy tutaj, a teraz jesteśmy tu – wodził dłonią z góry na dół opiekun akademickiej ekipy, Jerzy Piwowar. – Zawsze w życiu uważałem, że nie powinno się popadać w euforię, ani załamywać – nie należy wychylać się za bardzo poza linię opanowania. Tymczasem po ostatnich meczach niektórzy trochę za bardzo się „zagrzali”, nawet dzisiaj była chwila, kiedy traktowano nas, jakbyśmy wracali z olimpiady z medalem. Ta atmosfera raczej niekorzystnie wpłynęła na zawodników, którzy jeszcze siedem dni temu w Świdniku prezentowali się zupełnie inaczej.
Jeszcze przed świętami, w ciągu 12 dni, jego podopiecznych czekają trzy bardzo trudne wyjazdy: do Skarżyska Kamiennej (8.12), Strzyżowa (15.12) i Spały (19.12, awansem z 5.1.2013). – W tym tygodniu musimy odbudować wszystko co ma być nasza siłą; jeśli będziemy drużyną ze Świdnika, to nie ma powodu, aby bać się tych przeciwników – uważa Piwowar, który wkrótce do dyspozycji powinien mieć także Kamila Kowalewskiego. Skrzydłowy mocno skręcił nogę w spotkaniu akademickich mistrzostw Małopolski kilkanaście dni temu, ale w poniedziałek ma już zacząć odbijać piłkę. – Cudowne metody? Takie nie istnieją. Chodzi o to, żeby wyłączyć staw z niektórych ćwiczeń i właściwie go zabezpieczyć – tłumaczy dr Wojciech Dubaj, fizjoterapeuta siatkarzy AGH 100RK AZS.
PAWEŁ FLESZAR

AGH 100RK AZS Kraków – PWSZ KARPATY Krosno 2:3 (25:16, 27:29, 20:25, 25:21, 6:15)
Sędziowali: Piotr Bilkowski i Adam Taroń (Łódź). Widzów: 120.
AGH: Kosiek, Maruszczyk, Mucha, Dzierwa, Łaba, Munik oraz Szymczak (l), Luks (l), Kowalski, Błoński, Grot. Trener: Jerzy Piwowar.
KARPATY: Sąpór, Gadzała, Bryliński, Włodarczyk, Ciupa, Książkiewicz oraz Cabaj (l), M. Golonka, Sroka, Żywiec, R. Golonka. Trener: Krzysztof Frączek.

Komentowanie zablokowane.