Rzuty mocniejsze niż spirytus

Polscy piłkarze ręczni dochowali tradycji tyczącej przebiegu spotkania i wyniku, pokonując Macedonię, 24:23. Zapewnili sobie awans do drugiej fazy mistrzostw Europy, a o pierwsze miejsce w grupie zmierzą się we wtorek z doskonałym zespołem Francji.

– To był piękny mecz do grania: przed piętnastoma tysiącami ludzi. Dla mnie wyjątkowy moment na tych mistrzostwach i wielka motywacja – zwierza się bramkarz Macedończyków, Borko Ristovski.
Widzów było ciut mniej (14 168), ale atmosfera gorętsza, niż podczas inauguracji dwa dni temu (opisywaliśmy ją TUTAJ). Spiker „dotarł się” z trybunami: po golach czy znakomitych obronach miejscowych wywoływał tylko imię bohatera, a oni wykrzykiwali nazwisko. Muzyczne dżingle nie wbijały się już znienacka w doping, a całość ubarwiała ponad setka przybyszów z Bałkanów, tworząca pulsującą, żółto-czerwoną wysepkę na morzu bieli i czerwieni.
– Fantastic fans! – skwitował trener gospodarzy, Michael Biegler i aby podkreślić rolę rodzimych kibiców powtarzał: „really help, really help„.
Walka też była jeszcze twardsza od piątkowej; już po dziesięciu minutach sędziowie pokazali cztery żółte kartki (1-3), w drugiej połowie Michał Chrapkowski zobaczył czerwoną. Wtedy również dwóch gości opuszczało plac wspartych na ramionach pomocy medycznej. W dwuminutowych wykluczeniach natomiast „zwyciężyli” Polacy, 5-4.
– Ciężko nam zwykle idzie z Macedonią i często jej ulegaliśmy w przeszłości, ze względu na jej doświadczenie – mówi kapitan naszej ekipy, Sławomir Szmal. – Dziękuję drużynie, że chociaż przegrywaliśmy kilkoma bramkami w pierwszej połowie, nie staraliśmy się tego odrobić w ciągu minuty, tylko zachowaliśmy spokój.

Skład Macedonii jest podobny do polskiego – znaczna część zawodników urodzona w latach 80., wielu w pierwszej połowie dekady. Przez pierwsze 30 minut szalał w jej szeregach Ristovski, który raz wybiegł Michałowi Daszkowi przed twarz i z tej odległości odbił jego strzał, a jego koledzy w polu finalizowali kontry. Polacy „popłynęliby” bardziej niż 2:6, 6:9 i 9:12, gdyby nie Kamil Syprzak. Ze swoimi 116 kilogramami kręcił piruety jak filigranowa tancereczka, zagarniając piłki w ekwilibrystycznych pozycjach i wrzucając do siatki. – Dostałem parę trudnych podań, ale udało się je złapać i wykorzystać. Oby tak dalej – uciął skromnie obrotowy wybrany najlepszym graczem konfrontacji. – Muszę lecieć do szatni, bo strasznie mnie plecy bolą. Uderzenie, czy kwestia przeciążeniowa? Nie jestem pewny, ale to chyba efekt któregoś starcia.
Po przerwie Szmal zaczął bronić tak świetnie, jak wcześniej robił to słabo. Dwukrotnie aż zdetonował trybuny, odbijając karne wyśmienitego strzelca Kiryła Lazarova, który w międzynarodowych meczach w karierze zdobył 952 gole (sporo więcej niż którykolwiek z Polaków).
A partnerzy „Kasy” odpowiadali nieustępliwą defensywą i skutecznością lepszą, niż procentowy skład spirytusu. Wszak czterech z nich trafiło piętnastokrotnie w tyluż próbach (statystyki znajdują się pod spodem). A Bartosz Jurecki był swoistym „aniołem śmierci” – pojawiał się na parkiecie tylko przy karnych, wykonywał egzekucję i schodził. Przewrotny los sprawił, że kiedy wszedł normalnie do gry, zaraz musiał zejść z urazem nogi. Zamknął konfrontację z bilansem 4 bramek w czasie 1 minuty i 13 sekund.

Wszystko układało się idealnie; Polacy z 13:15 przekręcili zapis na 16:15, potem osiągnęli nawet przewagę 24:20, a na niespełna dwie minuty przed końcem – 24:21. Po czym bezrefleksyjnie zmarnowali dwie akcje, stracili dwa gole, a później znowu zgubili piłkę. Macedończycy wzięli czas, a po nim mieli szansę na remis przez 18 sekund, długich jak kolejki ustawiające się w przerwie do toalet Tauron Areny.
Szczęśliwie, nie wykorzystali jednak okazji. – Niech pan uwierzy, że my też byśmy woleli wygrać sobie spacerkiem, dziesięcioma bramkami i spokojnie zejść do szatni – przekonuje Krzysztof Lijewski. – A tak to jestem wyczerpany nerwowo i mam chrypę. Czy Francja będzie naszym najgroźniejszym przeciwnikiem z dotychczasowych? Na razie to my sami jesteśmy swoim najgroźniejszym przeciwnikiem… Jak sobie poukładamy wszystko w głowach, to będziemy się prezentować dużo lepiej.

Tak czy siak, Francuzi są teamem niemal doskonałym – aktualnymi mistrzami Europy, świata i igrzysk olimpijskich. Wynik wtorkowego spotkania zostanie zaliczony w drugiej fazie czempionatu. – Z nimi nie można już popełniać takich błędów jak dzisiaj, bo je wykorzystają i nas dobiją – przestrzega Syprzak.
– Ale teraz już w ogóle nie ma presji: wychodzimy dalej z co najmniej jednym zwycięstwem. Tak że jest świetnie, a to oni muszą się starać – uważa Daszek.
Obie ekipy zmierzą się we wtorek o g. 20.30, ale wcześniej – o g. 18.15 – zaplanowano inne pasjonujące starcie. Wszak Serbia i Macedonia to lokalni rywale i tylko jeden z nich wyjdzie dalej z grupy.
PAWEŁ FLESZAR

Grupa A
POLSKA – MACEDONIA 24:23 (11:13)
Sędziowali: Lars Geipel i Markus Helbig (Niemcy). Widzów: 14 168.
POLSKA: Szmal 11 obron (na 34 strzały) – Syprzak 6 pkt (na 6 strzałów), M. Jurecki 5 (9), B. Jurecki 4 (4), Lijewski 4 (4), Wiśniewski 2 (4), Bielecki 2 (4), Łucak 1 (1), Daszek 0 (2), Gliński 0 (1), Krajewski 0 (1), Grabarczyk, Szyba, Chrapkowski. Trener: Michael Biegler.
MACEDONIA: Ristovski 11 obron (na 35 strzałów) – K. Lazarov 8 pkt (na 15 strzałów), Mirulovski 5 (9), Pribak 3 (6), Mitkov 2 (2), Georgievski 2 (3), Stoiłov 1 (2), F. Lazarov 1 (3), Manaskov 1 (3), Jonovski, V. Markovski, N. Markovski. Trener: Ivica Obrvan.

FRANCJA – SERBIA 36: 26 (19:16)

Do rozegrania – wtorek, 19 stycznia, Tauron Arena Kraków
g. 18.15: Serbia – Macedonia
g. 20.30: Polska – Francja

Komentowanie zablokowane.