Są takie dni w tygodniu…

Koszykarze Wisły AWF ulegli u siebie Turowi Bielsk Podlaski 46:62. Przed tym meczem krakowianie nieznacznie wyprzedzali w tabeli przeciwników, mających jeden rozegrany mecz mniej, ale dzisiaj na parkiecie przewaga gości była duża.
Zaczęli od twardej obrony, wypychali wiślaków na obwód, skąd ci pudłowali, a kiedy nawet udało im się zakończyć akcję wejściem, to na ogół kończyła się niecelnym rzutem, faulem ofensywnym, czasem krokami.Mało trenujemy, po 3-4 razy w tygodniu i to się odbija potem odbija w niektórych meczach. Jeszcze w ostatnim, w Rzeszowie, było niemal idealnie, a dzisiaj przyszedł taki beznadziejny dzień, że kompletnie nic nie wpadało – tłumaczył 23-procentową skuteczność podopiecznych trener Białej Gwiazdy, Maciej Starowicz.

Gospodarze prowadzili tylko raz – 2:0 po inauguracyjnym rzucie z półdystansu Dariusza Depty, byli blisko ekipy z Podlasia jeszcze w połowie pierwszej kwarty (7:9), ale natychmiast ostudził ich „trójką” Łukasz Kuczyński. Wraz z Arkadiuszem Zabielskim zdominowali konfrontację. Zarówno skutecznością – w momencie najwyższego prowadzenia swojej drużyny, 51:33 na koniec trzeciej kwarty, mieli w sumie 28 punktów na koncie; jak i fizycznie – bo zanotowali 23 zbiórki. Dwanaście z nich zaliczył Kuczyński, lecz to bardzo agresywny, walczący w każdej sytuacji Zabielski mocniej dał się we znaki miejscowym.
Ci próbowali szarpać, zwłaszcza rozgrywający Jakub Dwernicki, ale niezbyt wiele z tego wychodziło, bo pod presją przerastających ich także siłą gości popełniali sporo strat.

Niezależnie od wyniku – a minimalna przewaga Tura wynosiła od początku drugiej kwarty 10 punktów (30:40) – zagrywki swoich zawodników korygował rozgłośnie Andrej Sinielnikow. – Jeden! Jeden, ci mówię! Stań na środku! – krzyczał przykładowo białoruski szkoleniowiec, który w dwóch minionych dekadach jako koszykarz zrobił niezłą karierę na polskich parkietach.
Chyba utrzymywało to poziom koncentracji u przyjezdnych, gdyż przez trzy kwarty nie pozwolili sobie na chwilę rozluźnienia, czy choćby fantazji. W jedynej takiej sytuacji – akcji meczu – Aaron Weres, po przechwycie, podaniem za plecami z siedmiu metrów odnalazł pod koszem Zabielskiego.

Odpuścili dopiero nieco na finiszu, mając już w kieszeni zwycięstwo i awans na czwarte miejsce (a w perspektywie, po nadrobieniu zaległości, może nawet na 3.). Wisła jest szósta, przy niewielkich różnicach punktowych w tabeli, ale raczej nie musi się obawiać o swoje losy w tym sezonie. Kilka dni temu z grupy C wycofała się już druga drużyna, rezerwy Politechniki Warszawa, więc najprawdopodobniej spadkowicz będzie tylko jeden. – To jeszcze nie jest przesądzone, wolę poczekać na oficjalny komunikat PZKosz.; wcześniej różne bywały w takich sprawach decyzje... – zastrzega Starowicz. – Zresztą, zawsze powtarzałem, że chcemy być w „ósemce” grając w play off, a nie o utrzymanie i to się nie zmienia.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA AWF Kraków – TUR Bielsk Podlaski 46:62 (12:19, 11:17, 10:15, 13:11)
Sędziowali: Jarosław Sokołowski i Rajmund Lewiński. Widzów: 50.
WISŁA: Dwernicki 10, Piech 8, Radwan 7, Depta 2, Szłapka 0 oraz Czepczyk 8, Włodarczyk 7, Urbanek 4, Pilch 3, Kępka 0. Trener: Maciej Starowicz.
TUR: Kuczyński 17 (2×3), Weres 12, Brzozowski 8, Rapucha 8, Ćwikowski 3 oraz Zabielski 13, Szczepiński 1, Juźwiuk 0. Trener: Andrej Sinielnikow.

Tabelę grupy C II ligi można znaleźć TUTAJ.

Skomentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany ani wykorzystany. Pola oznaczone gwiazdka sa wymagane.*

Skorzystaj z HTML oraz: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Connect with Facebook

*