Sandecja traci ważne ogniwa

Nowosądeckiego drugoligowca opuszczają trener Łukasz Mężyk i rozgrywająca Karolina Szczygieł, a może to zrobić również podstawowa skrzydłowa. Klub chce uzupełnić ubytki korzystając z bogatego zaplecza młodzieżowego.

Wczoraj odbyła się towarzyska impreza na zakończenie sezonu dla siatkarek Sandecji. Satysfakcja z osiągnięć – seniorki utrzymały się w II lidze, juniorki i kadetki awansowały do finałów mistrzostw Polski, a młodziczki do ćwierćfinałów – zmieszała się ze świadomością, że w tym gronie spotykają się raczej po raz ostatni.
Z funkcji oficjalne zrezygnował Łukasz Mężyk, który ostatnio prowadził juniorki i seniorki (z nimi rok wcześniej awansował do II ligi). – Spędziłem tu bardzo fajne dwa lata, ale nie dam rady już tak funkcjonować – zwierza się szkoleniowiec, pracujący równolegle w szkole, a także z młodymi siatkarzami w Dunajcu Nowy Sącz i z kadrami wojewódzkimi. – Przy tylu obowiązkach nie mam nawet wolnych weekendów. Z synkiem rozmawiam głównie przez telefon i mówi, że lubi mnie tylko kiedy jestem w domu. Na dodatek, mimo młodego wieku przyplątały mi się dolegliwości typowe dla tego zawodu: podwyższone ciśnienie i cholesterol.
Mężyk opowiada, że zwalniając tempo chciałby się skoncentrować na prowadzeniu w Dunajcu drużyn kadetów i mini-siatkówki, a ponadto skończyć kurs na II klasę trenerską.

Kierunek na Bydgoszcz obrała z kolei 17-letnia Karolina Szczygieł, która kierowała grą trzech zespołów Sandecji – seniorek, juniorek i kadetek – jest złotą medalistką mistrzostw Europy kadetek i ma spore szanse kwalifikacji do reprezentacji kraju na mistrzostwa świata, które zostaną rozegrane na przełomie lipca i sierpnia. Później chciałaby występować w II-ligowych rezerwach Pałacu i jego drużynie juniorek.
Otrzymaliśmy od nich pisemną prośbę o wypożyczenie i pismo informujące, że przenosi się do tamtejszego liceum – opowiada prezes Sandecji, Zygmunt Wójsik. – Chyba nie uda się jej już zatrzymać, ale z drugiej strony przy tak utalentowanej dziewczynie mamy prawo żądać opłaty za wypożyczenie w maksymalnej wysokości. A wynosi ona 25% kwoty ekwiwalentu za wyszkolenie, czyli 25% z 16 tysięcy.
Nie wiadomo jeszcze jak potoczą się losy 20-letniej, wyróżniającej się skrzydłowej Anny Postrożny. Ma kartę na ręku (jest wychowanką Popradu Stary Sącz), rok temu rozpoczęła studia w Krakowie na Akademii Górniczo-Hutniczej, a do Nowego Sącza dojeżdżała na część treningów i mecze. – Już wcześniej mówiła, że męczy ją taki tryb życia w połączeniu z nauką i myśli o skoncentrowaniu się na pobycie w Krakowie, ewentualnie grze w którejś z miejscowych drużyn – wyjaśnia Wójsik. – Była teraz na spotkaniu, ale nie określiła się, co chciałaby robić, więc chyba nie podjęła ostatecznej decyzji.

Prezes wyjawia, że dostał kilka maili od szkoleniowców proponujących swoje usługi, lecz najchętniej skorzystałby z pracujących od dawna w klubie, Andrzeja Potońca lub Tadeusza Wcześnego. Ten drugi, ostatnio trenujący kadetki i młodziczki, już dwukrotnie awansował z seniorkami do II ligi (2001 i 2010 r.) i potem je w niej prowadził. – Ta kwestia powinna się rozstrzygnąć w lipcu – mówi Wójsik.
Dodaje, iż nie boi się o skład, gdyż mają szerokie zaplecze młodzieżowe i sporo siatkarek może wejść do pierwszej drużyny. Problemem może być obsada rozegrania, bo w już ubiegłym zrezygnowała z występów doświadczona Karolina Łukasik, która wyszła za mąż. – Może jeszcze wróci, a może sprawdzi się w tej roli któraś z dotychczasowych zawodniczek, ale niewykluczone, że będziemy kogoś szukać – zastanawia się prezes.

Usłyszał deklaracje od władz miasta i sponsorów, że w przyszłym sezonie siatkarki Sandecji nadal mogą liczyć na finansowanie. – Na dzisiaj więc zgłaszamy się do II ligi, ale na pewno będzie można to powiedzieć, kiedy podpiszemy umowy – zastrzega. – Rozmawiałem z rodzicami, deklarowali, że pomogą w szukaniu pieniędzy.
Chodzi głównie o koszty wyjazdów, sędziów i opłat związkowych, gdyż zawodniczki dostawały co najwyżej drobne stypendia. Choć w ostatnim sezonie klubowi działacze wpadli na ciekawy pomysł premiowania – zapowiedzieli drużynie, że jeśli utrzyma się w II lidze bez konieczności gry w play out, to otrzyma do podziału w formie premii środki, które trzeba byłoby wydać na udział w tej fazie. I tak też się stało.
– Nie wiem, czy to dokładna równowartość kosztów play out, zresztą nie wiadomo, ile rund byśmy grali. W każdym razie dziewczyny dostały do podziału trochę ponad 10 tysięcy złotych brutto. Premie miały trzy wymiary: najwięcej zainkasowały podstawowe siatkarki, potem te dosyć często wchodzące, a najmniej, jedną trzecią najwyższej stawki, dostały rezerwowe –
kończy Zygmunt Wójsik.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.