Scenariusz z wiersza Tuwima

Na zakończenie sezonu zasadniczego Developres SkyRes Rzeszów w ciekawych okolicznościach wygrał pierwszego seta z Muszynianką, lecz trzy kolejne łatwo padły łupem rywalek.

Na meczu cieniem położyła się kontuzja środkowej zespołu z Muszyny, Sylwii Wojcieski, która na początku drugiego seta upadła po pojedynku na siatce i krzyczała przejmująco, trzymając się za kolano. – Poczekamy na badania i diagnozę, mam nadzieję, że nie skończy się najgorszym – zerwaniem więzadeł. Ból w takich sytuacjach jest przeszywający i stąd taka reakcja. To może być wszystko albo nic – mówi szkoleniowiec przyjezdnych, Bogdan Serwiński. Na razie nie chce zastanawiać się, czy będzie musiał polegać tylko na dwóch środkowych. Po wspomnianym wypadku partnerką Ivany Plchotovej na tej pozycji została Justyna Sosnowska, która zaprezentowała się udanie, była skuteczna na krótkiej, za co otrzymała nagrodę MVP spotkania.
Co ciekawe, długo w przeszłości środkową była również atakująca ekipy gości, Kinga Hatala, która drugi raz w karierze wyszła w podstawowym składzie w meczu ekstraklasy i zaliczyła „życiówkę” – 19 punktów – będącą jednocześnie najwyższą dzisiaj zdobyczą (składy i statystyki znajdują się pod tekstem).

Pierwsza partia była pełna zwodniczych sygnałów. Po pierwsze, jeśli chodzi o przypadkowość zagrań – w najniezwyklejszym z nich źle obsłużona Wojcieska minęła się z piłką w pierwszym tempie, ale spadając zagarnęła ją dołem lewą ręką, a ta przetaczając się po taśmie wpadła tuż przy linii. Przede wszystkim dezorientowały rezultaty. Kiedy gospodynie straciły prowadzenia 3:0, 6:3, 9:7 – 10:11, 13:11 – 13:14, wydawało się, że już się wyszumiały, ale cztery zbicia Pauli Szeremety (dwa po wystawach „dyszlem” Lucyny Borek) plus wsparcie jej koleżanek dały im przewagę 17:14, 21:17, 23:19. Ścięcie i as Hatali oraz blok i obejście Wojcieski sugerowały, że trzecia drużyna Orlen Ligi odzyskała kontrolę (23:23). Zaprzeczyła temu jednak Ewa Śliwińska, uderzając najpierw obok rąk rywalek, a następnie – z ich wykorzystaniem. 25:23, „Śliwka” zaś już do końca była najrówniejszą w ofensywie zawodniczką Developresu.
– Wtedy jeszcze graliśmy tak jak sobie założyliśmy: punkt za punkt, ryzykownie serwisem – analizuje trener miejscowych, Mariusz Wiktorowicz. – Potem się wszystko posypało, wróciły stare grzechy – błędy.
W drugiej odsłonie odjazd nastąpił już przy stanie 3:3. Po podaniach Karoliny Różyckiej (do 3:10), jak i później, muszynianki zdobywały punkty na równi po własnych kontrach, co kontrach przeciwniczek – posyłanych w aut. Zmiany wyniku znaczyły asy: Natalii Kurnikowskiej (8:16), Plchotovej (10:18), Sosnowskiej (14:25).

– Musiał pan bardzo nakrzyczeć w przerwie na swoje siatkarki, skoro tak się odmieniły pomiędzy pierwszym a drugim setem – prowokował po meczu jeden z dziennikarzy.
– W ogóle nie krzyczałem, przecież jestem niezwykle spokojnym człowiekiem – uśmiechał się Serwiński, a w jego głosie prawie nie było słychać autoironii.
– No to skąd się wzięła ta zmiana?
– A pamięta pan ze szkoły ten wiersz Juliana Tuwima? Z nami tak było jak z tą lokomotywą, co stała, potem zaczęła ociężale i wreszcie ruszyła. Jak ruszyła!
W trzeciej części tylko momentami jego podopieczne przestawały dokładać do pieca (1:5, 2:6, 5:7, 5:9, 6:11, 10:11), aż szuflę złapała Różycka, machnęła nią trzykrotnie w pierwszej linii (12:16), a później z drugiej ścinała po wystawie Kurnikowskiej sposobem dolnym. Niedługo to Natalii przyszło atakować po takim samym zagraniu Hatali, przez niemal całą szerokość boiska (13:20). Radziły sobie ze wszystkim, a nawet gdy sędziowie gwizdnęli Kurnikowskiej dyskusyjny aut, to natychmiast odkuła się dwoma „oczkami”, a dwa ostatnie uzyskała Kinga. 16:25.
Palmę fantazji w czwartej partii zgarnęła Danica Radenković, najpierw kiwając w pas 3 metrów za siatką, a potem zaskakując rywalki przebiciem pięścią w narożnik. 0:2, 2:5, 3:9, 6:14, Developres chwiał się coraz bardziej, nagminnie pudłując. Regres na chwilę zatrzymała dwoma asami Paulina Głaz (9:14), lecz niedługo było 9:18, a Gabriela Jasińska oszukała rzeszowianki na powitanie – w pierwszym dotknięciu piłki. 10:19, 11:22, 12:23 i 13:25 po asie Kurnikowskiej.

Wiktorowicz nastawia się teraz na dwa tygodnie spokojnej pracy po dwóch dniach wolnego. – Dobrze macie, bo my spotykamy się już jutro – kręcił głową Serwiński, którego drużyna już w najbliższą sobotę podejmie Budowlanych Łódź, w walce o awans do turnieju finałowego Pucharu Polski (13-15 marca).
Szkoleniowiec wyjaśniał, że Katie Carter nie wystąpiła dzisiaj, bo jest po zabiegu „obstrzyknięcia” kolana i w związku z tym odczuwa pewien dyskomfort. – Chucham też i dmucham na moją panią kapitan, dlatego nie wchodziła na parkiet – żartował z siedzącej obok Karoliny Ciaszkiewicz-Lach.
Muszynianka zajęła trzecie miejsce w sezonie zasadniczym Orlen Ligi, w ćwierćfinale jej rywalem będzie Tauron Banimex MKS Dabrowa Górnicza. Developres uplasował się na 10. pozycji i teraz zmierzy się z Naftą Piła. Pierwsze konfrontacje zaplanowano na 18 marca, oba teamy zaczynają na wyjazdach.
PAWEŁ FLESZAR

DEVELOPRES SKYRES Rzeszów – POLSKI CUKIER MUSZYNIANKA Muszyna 1:3 (25:23, 14:25, 16:25, 13:25)
Sędziowali: Bogumił Sikora (Bielsko-Biała) i Marcin Weiner (Rzeszów). Widzów: 550.
DEVELOPRES: Budzoń, Mucha 7 pkt, Nowakowska 6, Szeremeta 14, Śliwińska 16, Hawryła 4 oraz Borek (l), Głaz 4, Kazała, Filipowicz 2, Stronias. Trener: Mariusz Wiktorowicz.
MUSZYNIANKA: Radenković 4, Kurnikowska 12, Plchotova 7, Hatala 19, Różycka 9, Wojcieska 6 oraz Maj-Erwardt (l), Sosnowska 10, Jasińska 1. Trener: Bogdan Serwiński.

Komentowanie zablokowane.