Semir Czarodziejskie Stopy

Pasjonujący bój stoczyli w Krakowie piłkarze Wisły z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Odrobili straty z 0:2, zwyciężyli 3:2 i inauguracyjną dobę weekendu spędzą na pierwszym miejscu w tabeli.

Dość długo mało prawdopodobne wydawało się, że w meczu padnie aż pięć goli, bo obie drużyny – choćby Mariusz Stępiński, Paweł Brożek, Rafał Boguski, Maciej Sadlok, Adam Pazio, Damian Chmiel, Maciej Iwański – strzelały często (po 9 razy w pierwszej połowie), ale na ogół kiepsko (zaledwie trzy łącznie celne próby).
Marek Sokołowski wyrzucił z autu piłkę do Roberta Demjana, ten – tyłem, z boku pola karnego – przewiózł na plecach Dariusza Dudkę, podał do centrum, a uderzenie Iwańskiego, po rykoszecie od Łukasza Garguły, wpadło do siatki. Niedługo, w 43. minucie, goście mogli do reszty pognębić wiślaków, gdyż Demjan miękko odegrał głową dośrodkowanie Pavola Stano, adresat zaś, Dariusz Pietrasiak, stał kilka metrów od bramki. Kopnął jednak lewą nogą w zbyt akrobatycznej pozycji i minimalnie chybił.
Co nie udało się wówczas, powiodło się im niedługo po przerwie, kiedy wytrzymali wstępny napór Wisły, a Michal Pesković zatrzymał dwukrotnie Wilde-Donalda Guerriera. Zaczęło się od rzutu wolnego, podyktowanego za rękę Richarda Guzmicsa, która była nieco dyskusyjna, a na pewno nie tak ewidentna jak ta Sadloka, który z niewytłumaczalnych powodów odbił futbolówkę przelatującą mu nad głową. Karnego pewnie wykorzystał Iwański, który egzekwował też wspomnianego wolnego.

Gospodarze zawdzięczają finalny sukces m.in. odporności psychicznej: ani na moment nie zwiesili głów i – tak jak wcześniej – od razu przystąpili do ataku, za co wkrótce odebrali nagrodę. Po dośrodkowaniu z lewej strony wprawdzie Łukasz Burliga nie trafił w piłkę, a Brożek był w takim położeniu, że mógł ją tylko ostro wrzucić z powrotem przed bramkę, tu jednak Pietrasiak interweniował tak pechowo, że posłał ją do siatki.
W 75. minucie koledzy dowartościowali wreszcie usiłowania Semira Stilicia, który już w pierwszej połowie prezentował finezyjne podania (jedno było klasycznym „no look pass” w stylu czarodziejskich rozgrywających z NBA), nadając im kierunek różnymi częściami stopy, lecz tamci marnowali świetne pozycje, na jakich się dzięki nim znaleźli. Dopiero bardzo ofensywnie usposobiony dzisiaj Burliga, będąc sam na sam z golkiperem, pokonał go techniczną podcinką.
A Semir podsumował swój znakomity występ zwycięskim golem z karnego, podyktowanym za „miękki” faul Piotra Tomasika na Emmanuelu Sarkim.

Tomasik zobaczył za to drugą żółtą, a w konsekwencji – czerwoną, kartę, Podbeskidzie zaś wykrwawiło się, broniąc wyniku. Nie mogli sobie poradzić z dynamicznymi wejściami Stilicia i Guerriera (Wisłę bardzo ożywiły zmiany jakie w drugiej połowie dali na skrzydłach on oraz Sarki), faulowali, a Marcin Borski raz po raz wyciągał z kieszeni „żółtko”. Do tego Adam Deja dostał bezpośrednią „czerwień”, wskutek czego w sumie bodaj czterech bielszczan nie będzie mogło wystąpić w kolejnej ligowej konfrontacji, z Piastem Gliwice.
Natomiast wiślacy mogą się cieszyć pozycją lidera T-Mobile Ekstraklasy, choć mają niewielkie szanse na utrzymanie jej do końca weekendu, wszak za ich plecami czają się 4 zespoły, z 1 lub dwoma punktami mniej na koncie i spotkaniem w zapasie.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – PODBESKIDZIE Bielsko-Biała 3:2 (0:1)
Bramki: Pietrasiak 62 s, Burliga 75, Semir Stilić 85 k – Iwański 38, 55 k. Sędziował: Marcin Borski (Warszawa). Żółte kartki: Boguski – Deja, Chmiel, Sloboda, Tomasik, Iwański. Czerwone: Tomasik (84., za drugą żółtą), Deja (86., za brutalny faul). Widzów: 10 709.
WISŁA: Buchalik – Burliga, Guzmics, Dudka, Sadlok – Uryga – Boguski, Garguła (46. Sarki), Stilić, Stępiński (46. Guerrier) – Brożek. Trener: Franciszek Smuda.
PODBESKIDZIE: Pesković – Sokołowski, Pietrasiak, Stano, Tomasik – Deja, Sloboda – Chmiel (89. Górkiewicz), Iwański, Pazio (68. Malinowski) – Demjan (82. Korzym). Trener: Leszek Ojrzyński.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.