Setka przeszła z trudem

Piłkarze Wisły Kraków pokonali na własnym stadionie Zagłębie Lubin 1:0, ale w drugiej połowie goście mieli spore szanse na zmianę wyniku.

– Dobry wieczór, nazywam się Orest Lenczyk i mam 71 lat. Widzę w gazetach, że niektórym robi to problem – szkoleniowiec Zagłębia już pierwszym zdaniem udowodnił, że mija czas, ale nie jego styl.
Kolejny z wielu – w różnych rolach – powrotów na Reymonta nie powiódł mu się głównie przez byłego podopiecznego, Łukasza Gargułę, który był mózgiem jego GKS Bełchatów, prezentującego się efektownie w sezonie 2006/07. Dzisiaj, w 39. minucie „Guła” podszedł do wolnego podyktowanego za faul na Rafale Boguskim około 10 metrów od linii pola karnego. Uderzył technicznie, ale niezbyt mocno, a Michał Gliwa puścił piłkę pod pachą.
– Bramkarz jest saperem. Nasz wyciągnął lont w nieodpowiednim momencie – trener uciekał od otwartej krytyki.

Do momentu utraty gola jego zespół kompletnie zablokował gospodarzy, którzy choć ustawieni bardziej ofensywnie, bez klasycznego cofniętego pomocnika, nie skonstruowali zbyt wielu sensownych akcji, ograniczając się do kilku spudłowanych strzałów. Po 39. minucie wydarzenia nabrały nieco tempa, bo najpierw Michał Miśkiewicz zdjął futbolówkę sprzed nosa wbiegającemu do centry Aleksandrowi Kwiekowi, a potem dwie możliwości podwyższenia wyniku miała Wisła. Najpierw Łukasz Burliga z 20 metrów kopnął płasko tuż obok słupka, a potem Wilde-Donald Guerrier z kilkunastu metrów – wchodząc w paradę Gargule – nieznacznie nad poprzeczką.
Na obraz drugiej połowy decydujący wpływ miały dwie kwestie. Po niespełna kwadransie zszedł z boiska, osłabiając tyły miejscowych, Arkadiusz Głowacki, który po interwencji na stronie przeciwnika doznał urazu mięśnia dwugłowego. A Orest Lenczyk dokonał zmian w składzie i taktyce, skłaniając drużynę do ataku. – Nie zawsze da się poderwać dziewczynę natychmiast – odpowiadał sentencjonalnie na sugestie, że może należało zagrać tak od początku, a wtedy wynik byłby bardziej korzystny. – Myśleliśmy o wywiezieniu czegoś z Krakowa, choćby punktu, albo i więcej. Teraz widać tę złość w szatni.

Wprowadzony po przerwie Adrian Błąd sam mógł zapewnić przyjezdnym zwycięstwo. Zaczął od wprawek: celnie, ale lekko po dynamicznej akcji (bez kłopotu złapał Miśkiewicz), ostrzej z półwoleja – nieznacznie obok, aż połączył to w 76. minucie w jedno potężne uderzenie, paradą zatrzymane przez golkipera „Białej Gwiazdy”.
Ten później dwukrotnie ratował się z opresji nurkując Adrianowi pod nogi. Szczególnie groźna była pierwsza sytuacja, zainicjowana złym wybiciem Gordana Bunozy, a sfinalizowana spatałaszoną dobitką Davida Abwo z bardzo bliska.
Lubinianie zaszarżowali leszcze przed ostatnim gwizdkiem, ale Marko Jovanović wyhamował Denissa Rakelsa.
Jedną konkretną okazję zanotowali miejscowi – Michał Chrapek wypuścił Pawła Brożka, napastnik nawinął rywala i wycofał do kolegi kompletnie rozmontowując defensywę Zagłębia, lecz tym razem Gliwa stanął na wysokości zadania, kiedy wydawało się, że Chrapek dokonuje egzekucji.
Spodziewałem się, że będzie to jedno z trudniejszych spotkań. Cieszą tylko te punkty, są czymś niesamowitym, bo nie dominowaliśmy tak jak dawniej – nie owijał w bawełnę Franciszek Smuda, który poprowadził Wisłę po raz setny.
Drugą setkę zacznie już w najbliższy wtorek o g. 20.30, kiedy w T-Mobile Ekstraklasie krakowianie podejmą Widzew Łódź.
PAWEŁ FLESZAR

WISŁA Kraków – ZAGŁĘBIE Lubin 1:0 (1:0)
Bramka: Garguła 39. Sędziował: Jarosław Rynkiewicz (Zielona Góra). Żółte kartki; Chrapek, Guerrier, Burliga – Jeż. Widzów: 10 753.
WISŁA: Miśkiewicz – Burliga, Głowacki (63. Stjepanović), Jovanović, Bunoza – Sarki (78. Małecki), Chrapek, Garguła, Boguski, Guerrier – Brożek. Trener: Franciszek Smuda.
ZAGŁĘBIE: Gliwa – Widanow, Banaś, Guldan, Rymaniak – Bilek, Piątek (80. Rakels) – Piech, Jeż, Kwiek (46. Abwo) – Papadopulos (46. Błąd). Trener: Orest Lenczyk.

Pozostałe wyniki i tabelę T-Mobile Ekstraklasy można znaleźć TUTAJ.

Komentowanie zablokowane.