Silesia trochę mniej Volley

Ciekawy śląski projekt zatrzyma być może starą nazwę, ale znacznie zmieni formułę. Opierał się będzie na Mysłowicach, bo Chorzów rezygnuje z finansowania profesjonalnej siatkówki.

– Przez te trzy lata zrobiliśmy wspólnie kawał dobrej roboty, zbudowaliśmy piramidę opartą na szerokiej podstawie szkolenia młodzieży, ale teraz musimy się wycofać. Finanse, finanse, finanse… – zawiesza głos Przemysław Reszka, członek zarządu Starochorzowskiego Centrum Sportu, szefujący w nim m.in. sekcji siatkarskiej (wcześniej występującej w lidze jako Sokół), która wraz z mysłowickim MOSiR była w 2010 r. sygnatariuszem porozumienia. Na jego mocy powstała Silesia Volley, w ramach której w minionym sezonie działały drużyny w I i II lidze oraz we wszystkich kategoriach młodzieżowych. Jednym z dwóch głównych źródeł finansowania były środki zapewniane od różnych podmiotów przez stronę chorzowską.
– Życie idzie do przodu; póki byliśmy w stanie przeznaczyć na wyczynową siatkówkę fundusze pozyskane przez własną działalność, było nieźle. Teraz nas na to nie stać. Chorzów jest zresztą specyficznym miastem, gdzie na niewielkim terenie działa sporo drużyn ligowych, na czele z Ruchem i rynek sponsorski jest w większości zagospodarowany – wyjaśnia Reszka. – Może kiedyś wrócimy do tego, jak pojawi się jakiś bogaty wujek…

Zarówno on, jak i dyrektor MOSiR w Mysłowicach, Elżbieta Zając, twierdzą, że strony nie zrywają zupełnie ze sobą. – To nie rozwód, tylko znaczne ograniczenie współpracy. Nie było i nie ma burz z piorunami, cały czas normalnie rozmawiamy ze sobą i ustalamy na bieżąco różne kwestie – zapewnia pani dyrektor.
– Mam nadzieję, że będziemy współpracować na płaszczyźnie grup młodzieżowych, choć formy tej współpracy nie są jeszcze sprecyzowane – dodaje Przemysław Reszka.
Jedną z kwestii pozostałych do ustalenia są losy nazwy. Przez trzy lata funkcjonowania projektu udało się wykreować dobry – przynajmniej na skalę rodzimej żeńskiej siatkówki – i jednoznacznie kojarzony brend: Silesia Volley. – To chwytliwa nazwa, wpadająca w ucho, dobrze byłoby ją zatrzymać – uważa Sebastian Michalak, trener I-ligowej drużyny, a jednocześnie kierownik działu organizacji sportu MOSiR.
Podobnego zdania jest Elżbieta Zając, przypominając jednak o prawach chorzowian, którzy planują start młodzieżowej drużyny w III lidze. – Nie moglibyśmy wtedy nazywać się tak samo. Będziemy o tym wkrótce rozmawiać, jakie oni mają plany w tej sprawie. Nie ma wiążących decyzji, trzeba to ustalić. Nie jest wykluczony też powrót do szyldu: MOSiR Mysłowice – wyjaśnia.

Paradoksalnie, ograniczenie projektu następuje w momencie, kiedy przyniósł on największy młodzieżowy sukces w historii zarówno MOSiR Mysłowice jak i Sokoła (wcześniej Azotów) Chorzów – srebrny medal mistrzostw Polski prowadzonych przez Rafała Kalinowskiego juniorek. Jednym z atutów tej drużyny (pisaliśmy o niej TUTAJ i TUTAJ) było ogranie wyniesione z występów II-ligowych.
Miejsce w tej klasie rozgrywkowej pozostawało jednak w gestii Sokoła, a drużyny w I i II lidze występowały na odrębnych licencjach różnych klubów (dlatego m.in. Silesia Volley II mogła uczestniczyć w play off o awans do I ligi, w której występowała SV I).
– Musimy głęboko się wycofać i nie będziemy zajmować się siatkówką na tym poziomie, ani finansowo, ani organizacyjnie. Choć gdyby strona mysłowicka chciała przejąć miejsce w II lidze, to kwestia odpłatności nie byłaby priorytetowa – zapewnia Przemysław Reszka.
Elżbieta Zając unika deklaracji, że MOSiR-u nie byłoby stać na utrzymanie dwóch drużyn (bez dodatkowych sponsorów wydaje się to zresztą oczywiste), podkreśla natomiast inny problem. – Nie mamy uprawnień, aby formalnie pozyskać miejsce w II lidze, bo nie mamy miejsca w III lidze na zamianę. Być może dałoby się znaleźć jakieś luki w przepisach, ale takich kombinacji nie chcemy – przekonuje.
Przemysław Reszka wyjawia, że rozmawiali z kilkoma klubami o sprzedaży miejsca w II lidze, dochodząc do wstępnego porozumienia z MKS Dąbrowa Górnicza, który ogrywałby na tym poziomie swoją młodzież. – Do nich nam najbliżej, najprostsze będzie też przekazanie przez nich dla nas miejsca w III lidze śląskiej – tłumaczy. – Nie chcę jednak przesądzać sprawy, póki nie podpisaliśmy dokumentów. Myślę, że powinno to nastąpić w ciągu kilku dni.

Sebastian Michalak przedstawia plan funkcjonowania klubu w nowej formule. Szeroka, 15-16-osobowa kadra drużyny I-ligowej, z wyróżniającymi się „srebrnymi” juniorkami, do tego drużyna III-ligowa, w której występowałyby także zawodniczki „nie łapiące” się do składu w I lidze w dany weekend. Do tego zespół juniorski, który część treningów odbywałby wspólnie, a część w ramach składów ligowych. – W tym tygodniu mamy usiąść z Rafałem i „namalować” to wszystko: kto, gdzie się znajdzie – precyzuje szkoleniowiec.
Nie chce na razie oficjalnie zdradzać, jakie zawodniczki odejdą z drużyny („Powinienem im to powiedzieć najpierw osobiście”), ale nie ukrywa, że klub jest blisko podpisania kontraktu z doświadczoną przyjmującą. – Liczę, że stanie się to do końca tygodnia – dodaje Michalak. – Poza tym prowadzimy sporo rozmów, bo w obecnej sytuacji na rynku telefony od zawodniczek dzwonią często

Spektakularne upadki Jedynki Aleksandrów Łódzki ( można o tym przeczytać TUTAJ) i Wieżycy Stężyca (TUTAJ), a także kłopoty finansowe innych I-ligowców sprawiły, że – brzydko mówiąc – podaż siatkarek może być w tym sezonie transferowym większa niż klubowy popyt. W Mysłowicach mają niepłonne nadzieje na utrzymanie I-ligowego statusu, choć też czeka ich trudna praca nad dopięciem budżetu.
Muszę porozmawiać z władzami miasta, sponsorami, poprzeliczać wszystko. Jest szansa na zgromadzenie budżetu na porównywalnym poziomie do ubiegłosezonowego, ale to się wyjaśni za jakiś czas. Na szczęście, nie musimy tego sfinalizować w ciągu kilku dni – twierdzi Elżbieta Zając, która przeżywa w tym okresie nawał obowiązków. Sprawuje także funkcję dyrektora turnieju mistrzostw świata U-23 w siatkówce plażowej, 6-9 czerwca, którego MOSiR jest wykonawcą z ramienia miasta.
PAWEŁ FLESZAR

Komentowanie zablokowane.