Skoro jest wiosna, to gramy z UMCS

Na starcie II-ligowych ćwierćfinałów koszykarze AGH Kraków mieli bardzo ciężką przeprawę ze swoim tradycyjnym, lubelskim rywalem, ale pokonali go 70:63.

Jedna z najpopularniejszych sentencji świata basketu brzmi: „Atak sprzedaje bilety na mecze, jednak to obrona zdobywa mistrzostwa”.
Wstęp na spotkania „Agiehowców” jest wolny, można na nich zobaczyć bardzo ciekawe akcje ofensywne, lecz swą obecną pozycję – najlepszy bilans po sezonie zasadniczym i przejście dwóch rund play off – zawdzięczają głównie obronie. Dzisiaj już na dzień dobry dali jej próbkę w najlepszym wydaniu. Wprawdzie stracili wstępne punkty po dynamicznym wejściu, ale w kolejnych akcjach: zmusili UMCS do błędu 24 sekund, do wyrzucenia piłki na aut, Michał Borówka stanął jak wymurowany z wyciągniętymi rękami pod obręczą, a Piotr Jagoda spudłował z bliska, Bartłomiej Podworski nisko na nogach, naciskając brzuchem sprowadził przeciwnika do parteru, przez co ten zgubił piłkę, dalej gromadnie osaczyli tamtych podczas kontry, a całość podsumował przechwyt Macieja Koperskiego. Nie upłynęły 4 minuty, gdy na tablicy świeciło się 14:2, a poirytowany trener gości, Przemysław Łuszczewski prosił o przerwę.
Obroty nie zmalały; Koperski wcelował z ośmiu metrów, a na parkiecie pojawił się Rafał Zgłobicki, jeden z bohaterów z Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie przed tygodniem akademicy odrobili 29-punktową stratę w II połowie, a 18-punktową w czwartej kwarcie. „Zgłobi” dwukrotnie przymierzył za trzy, po 10 minutach wynik brzmiał 29:12, po niespełna czternastu – 34:16, więc można było poświęcić się wymyślaniu chwytliwego tytułu i fajnych grepsów do relacji.

Po to tylko, żeby już w przerwie spłukać je z wodą w toalecie.
Przyjezdni bowiem odpowiedzieli taką samą agresją (jej ofiarą padł Damian Dyrda, który dostał łokciem w grdykę i przez chwilę się dusił) oraz umiejętną defensywą. Ograniczyli miejscowych do 10 „oczek” w drugiej i trzeciej odsłonie, co było ewenementem, bo w trzydziestu dotychczasowych konfrontacjach w tym sezonie nie zdarzyło im się zdobyć tak mało punktów w ciągu kolejnych 20 minut.
– Nie chciałbym nikomu ubliżyć, ale teraz już nie ma szans, żeby ktoś przyjechał na „zajączka” i się położył – kwituje Wojciech Bychawski, który spotkał się dzisiaj ze szkoleniowcem nie ustępującym mu gabarytami.
Łuszczewski w powypychanej mięśniami koszulce z napisem: „Lublin – miasto motywacji”, każdą zdobycz podopiecznych witał rozgłośnym „Jeeest!!!”, zagrzewał ich często słowami nie nadającymi się do zacytowania, ale przede wszystkim przekazywał konkretne informacje. Komendami od linii bocznej wywoływał prawie każdą zagrywkę w ich ataku pozycyjnym, a także większość schematów obronnych, kiedy przy piłce byli gospodarze.
Dobre zmiany dali Jan Sobiech (dwie „trójki” w krótkim czasie) i Michał Marciniak, sekundowali im koledzy, a różnica malała – 36:27, 39:29 (po I połowie), 39:33, 46:41, 48:43, 49:45 (po III części). Powoli krystalizowała się odpowiedź na pytanie na czym polega fenomen UMCS, który w ciągu ostatnich dwóch lat stracił trzech najlepszych zawodników – Rafała Króla, Bartłomieja Karolaka i Przemysława Tradeckiego – z powodzeniem radzących sobie na zapleczu ekstraklasy oraz Sebastiana Dusiłę, który przez Przemyśl wylądował w Krakowie, lecz nie obniżył aspiracji. – W Polsce jest mnóstwo tworów przepakowanych nazwiskami, a oni są drużyną, w której efekty przynosi uczciwa i przyzwoita praca – komplementuje lublinian Bychawski.

Kiedy słońce z entuzjazmem zaczyna robić to, do czego jest powołane, kolor zielony zastępuje szary, a wszystko pachnie jak należy – wiadomo, że nadeszła wiosna. Przy Piastowskiej w Krakowie to dodatkowo sygnał, że wkrótce AGH zmierzy się z UMCS. Mają za sobą już sześć zaciętych bojów II-ligowych, a przede wszystkim co roku – w podobnych składach – walczą turniejach półfinałowych i finałowych akademickich mistrzostw Polski. Kiedyś Wojciech Bychawski śmiał się, że z żadnym zespołem nie znają się jak z tym i są zeskautowani na czwartą stronę. – Przemek jest świetnym trenerem, bardzo „kminiącym” człowiekiem i zawsze stara się przygotować trzy-cztery nowe „sety”, żeby nas zaskoczyć – uważa szkoleniowiec AGH. – Dzisiaj raczej mu się to nie udało, ale w czwartej kwarcie, gdy postawili wszystko na jedną kartę, nie obroniliśmy się przed kilkoma wjazdami Jagody po podwójnej zasłonie.
Lublinianin korygował wówczas zapis na 58:52, 60:56 i 61:58. Koperski jednak przypomniał, ile oddechu dają rzuty zza łuku – najpierw trafił z ośmiu metrów, z ręką rywala na twarzy, później z tylko o kilkadziesiąt centymetrów bliższej odległości. Po drugiej stronie zaś zablokował sporo wyższego Mateusza Wiśniewskiego.
Resztę kontrolował – podobnie jak na przełomie trzeciej i czwartej odsłony – Miguel Zamora, przechwytując, asystując, a wtedy z półdystansu i osobistym zwiększając przewagę do 70:60.

Bychawski i Łuszczewski w sobotnie popołudnie wykonali przy stoliku komisarza, Adriana Piekacza, tak ekspresyjnego „misia” (zderzyło się wszak grubo ponad 200 kilogramów), że ten zwierzył się zadziwiony: „Jeszcze nie widziałem, żeby trenerzy tak serdecznie się witali”.
Ich teamy rywalizują jednak z zaciętością równie wielką jak sympatia i szacunek, jakie okazują sobie ich opiekunowie. Tak zapewne będzie również w przyszłą niedzielę w Lublinie, gdzie UMCS będzie szukał wyrównania, a AGH drugiego zwycięstwa, potrzebnego do przejścia do półfinału. Klub z Piastowskiej organizuje bezpłatny wyjazd dla kibiców, którzy zechcą zobaczyć to starcie na żywo i wspierać krakowian. Zgłoszenia – do środy włącznie – można dokonywać (a także uzyskać dodatkowe informacje) na fanpage’u KS AGH na FB – TUTAJ lub mailem: azskosz@agh.edu.pl.
PAWEŁ FLESZAR

AZS AGH Kraków – AZS UMCS Lublin 70:63 (29:12, 10:17, 10:16, 21:18)
Sędziowali: Wojciech Majcherowicz i Paweł Berdyczko. Widzów: 220.
AGH: Podworski 18 (8 zb., 2 prz.), Koperski 12 (3×3, 4 zb., 2 prz.), Zamora 8 (11 as., 6 zb., 4 prz.), Czerwonka 7 (1×3, 3 prz.), Borówka 2 (6 zb.) oraz Mamcarczyk 9 (1×3), Zgłobicki 6 (2×3), Wasyl 5, Dusiło 3 (5 zb.), Dyrda, Majka, Medes. Trener: Wojciech Bychawski.
UMCS: Jagoda 16, Myśliwiec 12 (10 zb.), Wiśniewski 7 (8 zb.), Wydra 7 (5 as., 4 zb.), Jaworski 2 oraz Sobiech 10 (2×3, 4 zb.), Marciniak 9 (1×3, 8 zb., 2 prz.), Muda (5 zb.), Prażmo. Trener: Przemysław Łuszczewski.

Wyniki i terminarz play off II ligi koszykarzy można znaleźć TUTAJ

Komentowanie zablokowane.