Snajperzy późno chodzą spać

Koszykarze Sokoła Łańcut przerwali passę pięciu I-ligowych porażek w najważniejszym momencie, pokonując na inaugurację play off Pogoń Prudnik, 87:81.

Normalnie zabitych i rannych liczy się po bitwie, ale w łańcuckim klubie nerwowe sprawdzanie listy nieobecności odbywa się przed meczami, bo implikuje najróżniejsze problemy. Niedawno trenerzy, Dariusz Kaszowski i Mateusz Leja uczestniczyli w zajęciach na prawach zawodników, żeby dało się wypróbować ustawienia taktyczne w formacie pięciu na pięciu.
Dzisiaj wykluczeni zostali Maciej Klima, który utykając odbierał nagrodę za wybór do podstawowej „piątki” sezonu zasadniczego w plebiscycie PZKosz, a także poruszający się o kulach Marka Zywerta. Kilku innych wystąpiło z zaleczonymi kontuzjami, zwłaszcza funkcjonujący na środkach przeciwbólowych Jerzy Koszuta, który po raz pierwszy ćwiczył dopiero wczoraj, a dzisiaj przejął od Klimy rolę kapitana.
Kłopoty personalne ma również Pogoń, w której zabrakło Patryka Nowerskiego i Grzegorza Mordzaka (uczestniczył tylko w rozgrzewce).

Ci, co wyszli na parkiet, bili się bez pardonu, a jednym z efektów agresywności przyjezdnych były często odgwizdywane faule i osobiste, po których w pierwszej kwarcie Sokół odskoczył z 14:14 na 20:15 (wcześniej odrobił straty z 3:7 na 12:7, a Pogoń – z 14:9 na 14:14).
Przez 40 minut doszło do wielu frapujących pojedynków, choćby Pawła Bogdanowicza ze świetnie odcinanym przezeń od podań Marcinem Sroką, czy Alana Czujkowskiego z Adrianem Mroczkiem-Truskowskim, nie szczędzących sobie także prowokacji i złośliwości, za co w pewnym momencie dostali po „dachu”. Tomasz Prostak konkurował na wjazdy i trafienia z dystansu ze swoim wieloletnim kolegą z kilku klubów i współlokatorem z lubelskiego mieszkania, Sebastianem Szymańskim. Rafał Kulikowski po raz trzeci w tym sezonie broczył krwią z rozbitego nosa. Tym razem nie jest on jednak złamany, więc mógł wrócić na plac z opatrunkiem.
Powietrze było przesycone atmosferą play off.

Krzysztof Krajniewski zaczął spotkanie od dobrej postawy w defensywie i przechwytów, a w drugiej kwarcie zaczął punktować, wyciągając drużynę na 26:21. Prostak i Tomasz Nowakowski odwrócili jednak wynik (26:29), a kiedy ten drugi – na ogół wnoszący piłkę do „dziury” na wyciągniętej, długiej ręce – przymierzył z obwodu, zrobiło się 30:34. Potem o przewagę dbał Mroczek. Wprawdzie zaczął niemrawo, od strat i przejścia linii, ale pobudził się jadąc za piłką po parkiecie jak bojer, kiedy zdemolował planszę reklamową i wbił się pod nogi kibiców w pierwszym rzędzie.
Goście odskoczyli na 35:41, a na starcie drugiej połowy – po „trójkach” Prostaka, Norberta Kujona i Nowakowskiego (w ostatniej sekundzie dozwolonego czasu akcji) – na 42:50. Dwukrotnie jednak różnicę niwelowali Koszuta z Szymańskim (40:41, 49:50).
Po raz ostatni prudniczanie prowadzili po dwóch wsadach Nowakowskiego (56:59), ale Sroka i Czujkowski tyle samo „oczek” zdobyli spokojnymi rzutami wolnymi, a Krajniewski poprawił zza łuku równo z syreną obwieszczającą koniec trzeciej odsłony. 65:59.

Na początku czwartej błysnęli znowu bardzo pożyteczni dzisiaj zmiennicy, Bartosz Czerwonka (2+3) i Jarosław Bartkowiak, Pogoń zbliżyła się na 70:67, ale odtąd każdorazowo gasił ją Szymański. Z dystansu strzelał sprzed nosa wyższych od siebie obrońców, nie bał się też penetracji – w jednej z nich oszukał „odejściem” mającego o kilkadziesiąt centymetrów większy zasięg Nowakowskiego.
– „Trójka” siadła dzisiaj, nie tylko zresztą mnie. Czy wiem, ile miałem? Nie, nie liczę – uśmiecha się. – Na początku nie wpadało, ale później przydarzyło mi się chyba tylko jedno pudło.
76:67 zrobiło się, gdy trzech łańcucian miało dogodne pozycje, jednak dwóch pchnęło podania po obwodzie, a egzekucji dokonał stojący samotnie na „zerówce” Krajniewski. – Frustrowaliśmy się tymi porażkami, denerwowaliśmy się na siebie nawzajem, na sędziów. Niedawno jednak we wspólnej rozmowie w szatni postanowiliśmy, że musimy już o tym zapomnieć, generalnie: mniej gadać – opowiada Sebastian. – I tak dzisiaj się stało: każdy żył na parkiecie, nie pojawiały się pretensje. No i dzieliliśmy się piłką, czego przykładem jest tamta akcja.
Krajniewski rozstrzygnął losy, kiedy jeszcze raz wcelował z narożnika, 33 sekundy przed finałem zapalając na tablicy 87:78. Niedługo potem został wybrany MVP, co w jakiejś mierze jest również uhonorowaniem wszystkich dzisiejszych snajperów. Sokół zanotował 14 trafień za trzy, Pogoń – 12, a skuteczność wyniosła 48%.

Rywalizacja w ćwierćfinale play off toczy się do trzech zwycięstw. Druga konfrontacja odbędzie się już w niedzielę, 9 kwietnia, o g. 17.30.
– Nie ma nawet doby przerwy – kiwał głową Szymański, patrząc na zegar wiszący na ścianie hali. – Ledwo się wróci do domu, kolacja, będzie 22. i trzeba by niedługo iść spać. Tyle że ja zawsze mam z tym wielkie kłopoty. Leżę, myślę o grze, wracają emocje, zdarzenia, obrazy. Nie mogę zasnąć, udaje się dopiero o 3.-4. nad ranem. Nie chcę brać środków nasennych, żeby nie być następnego dnia „zmulonym”. Na pewno jednak dobrze się zregeneruję, po prostu wstanę przed południem. Czy nam wszystkim wystarczy sił na drugi mecz przy mniejszej rotacji składem? Zobaczymy jutro. Wierzę, że tak.
PAWEŁ FLESZAR

Relację z II meczu play off można przeczytać TUTAJ

SOKÓŁ Łańcut – meritumkredyt POGOŃ Prudnik 87:81 (20:17, 20:24, 23:18. 24:22)
Sędziowali: Marek Czernek, Mateusz Tychowski i Waldemar Kusza. Widzów: 650.
SOKÓŁ: Szymański 29 (6×3, 5 zb.), Czujkowski 15 (1×3, 4 zb., 2 prz.), Koszuta 9 (1×3, 4 zb., 4 prz.), Kulikowski 5 (7 zb., 2 bl.), Sroka 2 (7 as., 6 zb.) oraz Krajniewski 17 (4×3, 4 zb., 3 prz.), Czerwonka 10 (2×3), Balawender. Trener: Dariusz Kaszowski.
POGOŃ: Prostak 26 (4×3, 13 zb., 7 as., 2 prz.), Nowakowski 21 (2×3), Mroczek-Truskowski 12 (3×3), Bogdanowicz 4, Krawiec 3 (1×3) oraz Bartkowiak 11 (1×3, 6 zb.), Kujon 3 (1×3), Moczulski 1. Trener: Tomasz Michalak.

Komentowanie zablokowane.